NA ANTENIE: W środku dnia
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

Wiceprezydent Kalisza: Bezpartyjni Samorządowcy chcą współpracować ze wszystkimi

Publikacja: 25.09.2023 g.12:00  Aktualizacja: 25.09.2023 g.13:47 Łukasz Kaźmierczak
Poznań
Bezpartyjni Samorządowcy chcą współpracować ze wszystkimi - mówił wiceprezydent Kalisza, Grzegorz Kulawinek, lider listy w Kaliszu. Gość porannej rozmowy Radia Poznań powiedział, że przedstawiciele ruchu bezpartyjnych samorządowców rządzą w całej Polsce w różnych konstelacjach.

Podkreślił, że w Lubuskiem współpracują z Platformą Obywatelską, w Świętokrzyskiem z PSLem, a w niektórych regionach z PiSem. Uważa, że to pokazuje, że są w stanie prowadzić rozmowy i dogadać się z każdym, żeby zrealizować swoje postulaty.

"Chcemy być strażnikiem praworządności i chcemy współpracować ze wszystkimi"- mówił w "Kluczowym Temacie" Grzegorz Kulawinek

Bezpartyjni Samorządowcy – to można powiedzieć, że oksymoron, bo przecież startujemy jako partia, ale tylko dlatego, że taki jest kodeks wyborczy. Nasi politycy, którzy od 30 lat konstruowali ten system polityczny chcą tak spolaryzować tę scenę, żeby wybory były tylko między PiS a KO. Dlatego Bezpartyjni Samorządowcy to jest formacja, grupa samorządowców – prezydentów, burmistrzów, wójtów, radnych, organizacji pozarządowych i przedsiębiorców

- mówi Kulawinek.

Grzegorz Kulawinek powiedział, że jednym z postulatów Bezpartyjnych Samorządowców jest bezpłatna komunikacja miejska w całej Polsce i zerowy PIT dla wszystkich Polaków. Deklaruje też zmianę sposobu komunikacji politycznej, która w jego ocenie, jest dziś zbyt brutalna, co powoduje, że ludzie się ze sobą kłócą nawet przy świątecznych stołach.

Cała rozmowa poniżej:

Łukasz Kaźmierczak: Bezpartyjni Samorządowcy też zarejestrowali komitet ogólnopolski i to nie jest oczywistość. Z reguły te duże partie są i są też najbardziej znane, jeżeli chodzi o to, co głoszą. Dzisiaj trochę Pana zapytam o program Bezpartyjnych, ale najpierw inne pytanie, taką potyczkę semantyczną. Czy w ogóle istnieje takie zwierzę w polityce, jak „bezpartyjny samorządowiec”?

Grzegorz Kulawinek: „Bezpartyjni Samorządowcy” – to można powiedzieć, że oksymoron, bo przecież startujemy jako partia, ale tylko dlatego, że taki jest kodeks wyborczy. Nasi politycy, którzy od 30 lat konstruowali ten system polityczny chcą tak spolaryzować tę scenę, żeby wybory były tylko między PiS a KO. Dlatego Bezpartyjni Samorządowcy to jest formacja, grupa samorządowców – prezydentów, burmistrzów, wójtów, radnych, organizacji pozarządowych i przedsiębiorców.

Pewnie formalnie nie ma Pan żadnej legitymacji partyjnej, ale to jest tak, że każdy ma jakieś sympatie, do czegoś dąży, już nie mówię o partyjnych prezydentach miast, a takich jest sporo w kraju – choćby tutaj w Poznaniu Jacek Jaśkowiak z Platformy Obywatelskiej. Są ludzie, którzy się i tak kojarzą partyjnie w tym momencie. Da się faktycznie wyabstrahować samorządowca od poglądów i partii?

Myślę, że się da, dlatego dla normalnej Polski, bo z takim hasłem idziemy do wyborów, pokazujemy, że my widzimy te niestety, ale błędy i te złe, czy też czarne strony właśnie tej polaryzacji, tego partyjniactwa. Ciągle powtarzam, że partyjniactwo zabija samorządność i coś w tym jest, że my, na poziomie oddolnym, kiedy jesteśmy blisko ludzi, rozwiązujemy te problemy, wsłuchujemy się, pracujemy z tymi ludźmi, a zarazem rozwiązujemy te największe problemy, zauważamy to, czego nie widzą…

Ale partyjni prezydenci też to mówią – Jacek Jaśkowiak, Hanna Zdanowska w Łodzi, ktokolwiek to będzie, czy Aleksandra Dulkiewicz w Gdańsku – też mówią, że załatwiają codzienne sprawy.

Akurat ci państwo, którzy ostatnio, od kilku miesięcy, mówią nam, że jesteśmy przybudówką PiSu, sami są przybudówką PO, więc tutaj bym brał taki duży margines błędu…

Jacek Karnowski, prezydent Sopotu, powiedział, że jesteście farbowanymi samorządowcami wręcz.

Serdecznie pozdrawiam prezydenta Sopotu, który, jak myślę, ma swoje problemy, którymi powinien się zająć. Natomiast to jest dobre, bo w kampanii wyborczej zawsze atakuje się tego, który jest, który może spowodować, jeżeli wejdzie do Sejmu, że będzie stał na straży praworządności, że będzie patrzył na ręce rządzącym, niezależnie kto te wybory wygra.

Pan mówi o tym, że samorząd jest za bardzo upartyjniony, może w ogóle upolityczniony. Kiedyś rozmawiałem z Michałem Kuleszą, współtwórcą reformy samorządowej i on mówił, że reforma się zasadniczo udała, tylko niepotrzebnie wpuściliśmy polityków w ten krwiobieg.

Dokładnie tak, ale to jest rodzaj demokracji. To przecież nasi mieszkańcy, społeczeństwo głosuje, ale siłą partii jest to, że mają i dostęp do telewizji… nie chcę tutaj mówić o jednej, czy drugiej telewizji, bo jedna i druga może, czy ma znamiona reżimowych, natomiast samorządowcy są rozpoznawalni w tych swoich małych ojczyznach, ale to wielka polityka rzeczywiście bardzo mocno się rozpycha i wchodzi…

Ale ma Pan dostęp do radia, więc proszę korzystać. Oczywiście możemy rozmawiać o programach samorządowców…

I bardzo dziękuję za zaproszenie.

Pytanie, które mnie nurtuje. Dlaczego Grzegorz Kulawinek, a nie Krystian Kinastowski jest jedynką w waszym okręgu? Prezydent Kinastowski też jest w gronie Bezpartyjnych Samorządowców.

Oczywiście, że tak. Popiera nas wielu samorządowców – Prezydent Leszna, Sieradza, Prezydent Krystian Kinastowski, ale proszę sobie wyobrazić, że Prezydent Kalisza bierze udział w wyborach, wygrywa, bo ma duże poparcie. Co się dzieje? Tak kodeks wyborczy jest skonstruowany, że z automatu traci mandat i wchodzi komisarz…

Czyli wam się układanka sypie w tym momencie.

Dokładnie tak. Jednym z naszych postulatów jest to, że jeżeli się dostaniemy, to chcemy zmienić kodeks wyborczy. Nie może być tak, że dzisiaj musimy zebrać te 100 tys. podpisów, że dzisiaj tak naprawdę te najmniejsze partie mają małe, bo dopiero je budują, jeżeli chodzi o struktury, a te największe od lat mają wszystko poukładane pod siebie.

Takie są teorie spiskowe, że Bezpartyjni Samorządowcy zdobyli te głosy, bo im ktoś pomógł je zdobywać.

To jest efekt starej płyty, która przez wiele miesięcy się pojawia. Szanowni Państwo, przez wiele miesięcy to dzięki naszej determinacji, dzięki wierze w sukces, zebraliśmy ponad 350 tys. Podpisów i jesteśmy jednym z siedmiu komitetów ogólnopolskich.

W sondażach was widać. Są takie, w których regularnie przekraczacie choćby 3 proc. poparcia. Przypomnę, że to jest taki poziom, kiedy się dostaje dotację z budżetu. Wróćmy do personaliów. Jest Grzegorz Kulawinek i już wiemy, dlaczego nie Krystian Kinastowski, ale jest taki zarzut, że na wielu listach jest dużo spadochroniarzy, bo Bezpartyjni Samorządowcy kojarzą się głównie z Dolnym Śląskiem. W kaliskim sytuacja jest dosyć prosta – kaliszanie, włodarze miasta są twarzami tego ruchu i to jest normalne. Natomiast w Poznaniu liderem jest Tomasz Jeger, Prezes Dolnośląskiego Centrum Zdrowia Psychicznego dla Dzieci i Młodzieży. W Łodzi na 19 samorządowców 12 jest z Dolnego Śląska. W Gdańsku liderzy są z Dolnego Śląska, w Koszalinie. Tak sobie pomyślałem, że jak samorządowiec, to powinien startować u siebie. Coś mi tutaj zgrzyta.

Powiem o dwóch ciekawych przypadkach. Pierwszy to jest… Ma Pan rację, wywodzimy się z Dolnego Śląska, ale to jest historia, która rozlała się pozytywnie na cały kraj, bo wiele osób uwierzyło w ten program…

Rozlała się ze spadochroniarzami.

Myślę, że tych spadochroniarzy w innych partiach, o których Pan nie powiedział i inni też milczą… Jeżeli weźmiemy Trzecią Drogę, to dziennikarz Zimoch jedynką we Wrocławiu, pan Kołodziejczak z Agrounii, z egzotycznego ugrupowania, który jeszcze niedawno wysypywał obornik posłom czy posłankom z ziemi kaliskiej pod dom. Dzisiaj z sieradzkiego jest w Koninie, więc można tu wyliczać wielu.

Ale wy nawiązujecie do lokalności, do tej waszej korzenności, więc, jak powiedziałem, w Kaliszu to mi pasuje, poza Kaliszem trochę mi to zgrzyta.

Dlatego powiem o drugiej, istotnej rzeczy. Było bardzo wielu wójtów, burmistrzów, którzy chcieli się od początku zaangażować, ale jak to w kampanii wyborczej były różne telefony z różnych stron i część osób się po prostu wycofała.

Zabrakło wam kadr po prostu i musieliście obsadzić…

Byś może ze strachu, być może z innych powodów. Dzisiaj ta kampania jest bardzo emocjonalna. Ja ją nazywam kampanią strachu, jest wręcz brutalna, a ten język budowlanki, nie urągając oczywiście, jest bardzo często używany. Chociażby wczorajsza debata kobiet w TVN pokazała, że nawet kobiety potrafią się pokłócić o sprawy dla nich bardzo istotne.

To nie jest tak, że zawsze się zaczyna od tego, że jestem bezpartyjny, nie będę wchodził do wielkiej polityki i pewnie sporo byśmy znaleźli takich przykładów – Paweł Kukiz chociażby, a kończy się tak, że prędzej czy później każdy się upolitycznia i was też ta polityka, gdyby Bezpartyjni Samorządowcy się dostali do Parlamentu, wchłonie i jednak gdzieś przemieli w swoich młynach.

Chcemy być strażnikiem praworządności i chcemy przede wszystkim współpracować, bo współpracujemy w różnych konstelacjach. Przypomnę, że w Lubuskim z PO, w Świętokrzyskiem z PSLem, w niektórych regionach z Prawem i Sprawiedliwością. Chcemy być strażnikiem pewnych spraw, ale przede wszystkim, jeżeli jesteśmy w stanie współpracować, a pokazujemy, że dla dobra naszych mieszkańców… bo przecież my, jako samorządowcy, dostaliśmy mandat od naszych mieszkańców i to my dla nich musimy wykonywać dobrą robotę, dlatego ściągamy środki niezależnie kto wygra, kto osiągnie sukces, musimy te środki ściągać do swoich

Czyli zawsze ze zwycięzcą będziecie współpracować. Trochę jak mniejszość niemiecka, oni też zawsze starają się głosować prorządowo.

Na ten moment traktujemy ten maraton, jako pierwszy etap tzw. lotnej górskiej premii. Jeżeli się dostaniemy do Sejmu, zaczniemy rozważać i rozmawiać z każdym. Jesteśmy w stanie współpracować z każdym, kto zrealizuje nasze postulaty.

Powiedział Pan to już jakiś czas temu – z każdym. Czy to nie jest trochę… nie pachnie takim trochę PSLem samorządowym, partia obrotowa. Ktoś wam może zarzucić, że współpraca współpracą, ale może chodzić o polityczne frukty, żeby zawsze być gdzieś na wierzchu.

Myślę, że PSL jest mistrzem w tym…

Arcymistrzem.

Arcymistrzem. Tak zwany lewy obrotowy, można powiedzieć, że taki pomocnik, prawy skrzydłowy, który zawsze potrafi się pięknie wkleić i mówić językiem partii, która wygrywa wybory. Chociażby ten mariaż z Hołownią pokazuje, że… aczkolwiek Hołownia, który miał być świeżością, to okazuje się, że tak do końca nie jest. Łączy się z najstarszą, ludową partią. Nawet nie są razem na swoich plakatach. Dziwnie to wygląda, ale wszystko się robi dla…

Na scenie ładnie razem wyglądają.

Na scenie oczywiście, że tak. Tak dzisiaj wygląda prowadzona kampania wyborcza, natomiast my, powtarzam, idziemy swoim torem i jeżeli się dostaniemy do Sejmu, a to jest punkt pierwszy, to zaczniemy rozmawiać i dyskutować. W całej Polsce rządzimy w różnych konstelacjach współrządzimy, współpracujemy i nie mamy z tym żadnego problemu.

Wynotowałem sobie jedno wasze zdanie – „Chcemy zmienić to, co jest proste, a nikt nie chce tego zrobić”. Co jest takie proste, a nikt się nie chce pochylić ku temu?

Dzisiaj jest problem komunikacji. Nie ma komunikacji, nie ma życzliwości. Ten język, który widzimy, jest tak brutalny, że ta wojna polsko-polska jest… rozlała się już na domy, ludzie kłócą się przy stole, podczas świąt, sąsiedzi są pokłóceni…

W samorządach się nie kłócą?

Myślę, że samorządowcy potrafią świetnie rozwiązywać te problemy na dole. Mimo różnicy zdań, wiedzą doskonale, że te problemy, które tutaj są, trzeba rozwiązać dla swoich mieszkańców.

Trochę mnie Pan zaskoczył, mówiąc o komunikacji. Myślałem, że Pan powie o bezpłatnej komunikacji. Skoro już Pan zaczął o tym mówić, to to jest jeden z waszych postulatów.

Dokładnie tak. Jesteśmy największym miastem w Polsce z bezpłatną komunikacją. Jesteśmy za tym, żeby wprowadzić ją w całym kraju. Przypomnę, że na poziomie Kalisza, wpływy z biletów to 3 miliony złotych. Jeżeli policzymy, że komunikacja około 20 milionów, jesteśmy w stanie to wprowadzić. Ktoś powie, że to Kalisz, niespełna 100 tys. Miasto, ale to wymaga wielkiej konsultacji, dialogu z mieszkańcami, przede wszystkim spojrzenia na specyfikację, wozokilometr, ilość przystanków i autobusów, ale jest to do zrobienia i my to wprowadzimy.

To pewnie byłoby realizowalne, a z kolei zerowy PIT dla wszystkich obywateli, to jest już gruba obietnica wyborcza. Powiedziałbym, że nawet mocno populistyczna, bo w kieszeni obywateli tak, ale jak obliczyli ekonomiści, to byłoby to minus 15 proc. dla budżetu państwa.

Pan mówi o kosztach, a nie mówi o dochodach. My mamy wyliczony koszt na poziomie 132 miliardów złotych. Ktoś powie, że to rewolucja, która karmi własne dzieci, bo jeżeli dzisiaj mamy problem z podniesieniem płacy minimalnej, a rząd podnosi ją w przyszłym roku o dużą skalę, to przedsiębiorcy będą mieli z tym duży problem. Ten zerowy PIT dla wszystkich spowoduje, że z jednej strony zmniejszymy biurokrację, z drugiej mieszkańcy, Polacy, będą mieli wyższe wynagrodzenia.

Ale w czymś innym będziecie to musieli odbić, bo gdzieś trzeba uzupełnić te luki.

Oczywiście. Dlatego mówimy „zerowy PIT”, ale przy udziale gmin w VAT na poziomie 8,51 proc. To spowoduje to wyrównanie strat samorządowych.

Ja mówiłem o 3 proc., a wy mówicie, że idziecie grubiej, nawet 8 proc., a nawet dwucyfrowy wynik. Nie za optymistycznie trochę?

Patrzymy optymistycznie, bo trudno prowadzić kampanię, startować i nie wierzyć w sukces. Dzisiaj nasze sondaże mówią o 3,7 proc. i niewiele nam brakuje do granicy 5 proc., ale cały czas nam rośnie i wierzymy, że Polacy, którzy widzą spolaryzowaną scenę i widzą tę wojnę i kłótnię, wybiorą doświadczonych, sprawdzonych i pracowitych samorządowców.

https://www.radiopoznan.fm/n/OwaoTO
KOMENTARZE 0