NA ANTENIE: BURNING DOWN THE HOUSE/TOM JONES, THE CARDIGANS

"W polskiej polityce brakuje rozmowy"

Publikacja: 11.10.2019 g.10:23  Aktualizacja: 11.10.2019 g.10:36
Tak twierdzi członek Trybunału Stanu i wieloletni poseł do Sejmu z list PSL Józef Zych.
józef zych psl - Adrian Grycuk - commons.wikimedia.org
Fot. Adrian Grycuk (commons.wikimedia.org)

O tym, jak jego zdaniem politykę robiło się kiedyś i jak robi się dzisiaj opowiadał w audycji "Kluczowy Temat".

Łukasz Kaźmierczak: Żachnie się Pan na określenie polityczny emeryt?

Józef Zych: To określenie nie pasuje do mnie w tym sensie, że jestem prezesem honorowym Polskiego Stronnictwa Ludowego, a więc siłą rzeczy uczestniczę w polityce. To dożywotnie.

Patrzy pan na to z dystansem. Nie uczestniczy pan aktywnie w polityce.

Nie, bezpośrednio nie, tym bardziej, że jestem sędzią Trybunału Stanu, więc pewien dystans mnie obowiązuje.

Pan przeniósł się do Poznania na stałe kilka lat temu, my - dziennikarze nawet o tym nie wiedzieliśmy. Nie będę pytać o PSL ani o politykę bieżącą. To ostatni dzień kampanii wyborczej. Fajnie byłoby w makroskali o tym porozmawiać, a zatem: czy śledzi pan kończącą się dzisiaj kampanię wyborczą?

Trudno nie śledzić, jeśli było się od początku, od pierwszej kadencji Sejmu - od 1989 roku - przez osiem kadencji posłem, w tym trzykrotnie wicemarszałkiem Sejmu i wielokrotnie przewodniczącym komisji.

Człowiek może wyjść z polityki, ale polityka z człowieka nigdy. Jakie wrażenia „estetyczne” i „techniczne” pan ma , kiedy patrzy pan na obecną politykę?

Niektórzy mówią, że te wybory będą bardzo zbliżone do tych z 1989 roku. Powiem to ze smutkiem: niestety obecny nasz parlament, szczególnie Sejm, to jednak zupełnie co innego  niż wtedy. Proszę zwrócić uwagę na jedną rzecz: w jednej z ostatnich debat telewizyjnych znany profesor, nie powiem nazwiska, ale o nazwisku na P, powiedział coś co się w głowie nie mieści, ale co pasuje do dzisiejszych czasów. Powiedział, że obecny Sejm ma najwyższe notowania, bo ma 32 procent. Chciałbym przypomnieć, że w roku 1997, kiedy kończyłem kadencję jako marszałek Sejmu, izba ta miała 65-proc. poparcie. Więc jeżeli historycy nie dostrzegają tego, to ja się pytam: jaki mają aparat badawczy?

Panie marszałku, kiedyś robiło się takie kampanie? Teraz jest chyba większy rozmach, patrząc chociażby na stronę techniczną. Inna jest ta polityka.

Jest zupełnie inna i jeżeli ja obserwuję te czasy i porównuję do tamtych, to w tamtym okresie dominowały w kampaniach wyborczych przede wszystkim tematy ogólnonarodowe. Wiemy, z jakiego okresu myśmy wyszli i wtedy ugrupowania wszystkie, wszystkie, bez względu na poglądy, wiedziały doskonale, że trzeba zbudować w Polsce system i ustrój oparty o konstytucję, który by służył całemu narodowi. Wtedy nie było bloków, były różne poglądy, były organizacje itd., ale dążyliśmy do jednego – jak i w jaki sposób zbudować Polskę, przywrócić demokracje, przede wszystkim służyć społeczeństwu.

Nie gloryfikujmy tak bardzo, pamiętam te czasy kiedy Leszek Moczulski wychodził na sejmową mównicę i mówił: wy jesteście PZPR, pachołki Rosji, płatni zdrajcy. Inny polityk mówił do obozu SLD-owskiego "małczat sabaki”. Te emocje były?

Były emocje, ale proszę zwrócić uwagę, przeanalizować, kto wówczas był na scenie politycznej. Przede wszystkim wybitni Polacy, pominę do jakich ugrupowań należeli. Jak się spotykaliśmy – począwszy od Morawieckiego, Oleszewskiego, wszystkich innych po PSL-owców, to myśmy nie pytali kto jest z jakiego ugrupowania, tylko jaką ma wizję Polski. I to jest różnica. A wyskoki były, nie tylko Moczulskiego. Też miałem sytuację, gdy musiałem ostro reagować, jak prowadziłem obrady Sejmu. To było co innego. Nam chodziło o zbudowanie Polski demokratycznej, sprawiedliwiej, która ma służyć całemu społeczeństwu.

Teraz jest tego w kampanii wyborczej, w hasłach polityków mniej?

Jest wyraźnie mniej, bo wielcy politycy i przywódcy nie występują, nie dyskutują. Kiedyś tak nie było. Mamy monologi, każdy opowiada jakie ma wizje, a rzecz w tym żeby wspólnie stworzyć wizję, dyskutować i na płaszczyźnie przede wszystkim narodowej, a nie partyjnej.

Takie hasła jak trolling, spindoktorzy, hashtagi to terminy, które coś panu mówią?

Mówią, mówią. To jest przede wszystkim wprowadzenie do polityki takich zagadnień, żeby społeczeństwo czyli ci nasi wyborcy nie wiedzieli w sumie, o co w tym wszystkim chodzi.

Tylko te rzeczy teraz maja ogromny wpływ na to, jakie są wyniki wyborów.

Wiele jest zagadnień, które mają dzisiaj wpływ i będą mieć wpływ na te wybory. Przede wszystkim chciałbym zwrócić uwagę na jedną rzecz  - ostatnio ciągle słyszymy, jak powinno się wieś uszczęśliwić. Nie mówi się o dwóch istotnych sprawach. Pierwsza to system emerytalny. W moim przekonaniu jako prawnika, który zajmuje się problemami ubezpieczeń, to system który wymaga zmiany. Jest dla wsi niekorzystny. Drugi problem dotyczy młodzieży wiejskiej, małomiasteczkowej. Czy słyszał pan w kampanii, żeby zwrócono na nią uwagę.

Żeby wzięli udział w wyborach?

Nie tylko. Jest kwestia tego, czy jest równość. Czy ta młodzież ma takie same warunki startu, jeśli chodzi o możliwości? Teoretyczne tak, ale jakie ona ma warunki finansowe? Nikt się tym nie przejmuje.

A może to jest tak, że ten konflikt jest może ostrzejszy, bo jest bardziej konfliktem w rodzinie? Kiedyś ten podział być prostszy. Była komuna, postkomuna, Solidarność, post-Solidarność. Długo ten podział, z pewnymi szarościami się utrzymywał i był dosyć prosty. Kiedy się pokłóciła rodzina, ludzie wywodzący się z jednego pnia historycznego i ideologicznego, zrobiło się o wiele trudniej.

Jest pytanie: dlaczego tak się stało. To jest problem zasadniczy. Nie można budować społeczeństwa i demokracji bez jednej rzeczy – bez dążenia do tego, żeby stwarzać jedną wspólną wizję. Wszyscy w polityce mają od lewa do prawa gęby pełne frazesów o demokracji, społeczeństwie, miłości. Ale jest pytanie: jak to jest, że dziś Polak, jedno czy drugie ugrupowanie uważa że ktoś jest wrogiem. Tego być nie może.

Może dlatego, że ten przekaz emocjonalny jest tak mocny, że im większe emocje tym większe napięcie wśród wyborców. Politycy te emocje generują.

Przy rozwiązywaniu problemów, jakie stoją przed Polakami i Polską, nie może być takiej zadziorności i takiego podejścia. Powinno być łagodzenie sporów. Ostatnio tak dużo się dyskutuje, i słusznie, o ochronie przyrody, o węglu i jego przyszłości. A co zastąpi węgiel? Gaz. Polska ma duże możliwości wydobycia, zagospodarowania. Robi to? Nie.

Czego panu brakuje? Tego żeby ludzie powiedzieli: odpuśćmy te polityczne targi, idziemy na bok i rozmawiamy?

Jak się obserwuje obecną kampanię, od lewa do prawa, to na czym się koncentrują politycy? Na spotykaniu się ze swoimi. Jaki jest sens przekonywania swoich? Tu chodzi o to, żeby pokazać pewną wizję. Oczywiście, natworzono dużo różnego rodzaju programów. Trzeba jednak pokazać, jak my wspólnie potrafimy to zrobić.

To jest pana przekaz?

Mój przekaz byłby jeden: w Polsce walczyliśmy, i ja brałem w tym udział przez 30 lat, żeby ta Polska była uczciwa, demokratyczna, sprawiedliwa i równa dla wszystkich. I żeby politycy zapomnieli o swoich interesach partyjnych, a pamiętali o wyborcach i o tym, że naszym świętym obowiązkiem jest dbanie o społeczeństwo.

https://www.radiopoznan.fm/n/FggSGB
KOMENTARZE 0

SERWIS INFORMACYJNY


GODZINY: 15:00 16:00 17:00 18:00 20:00

@TWITTER