NA ANTENIE: Klasyka poranna
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
 

Poznański wirusolog ma nadzieję, że nowy wariant koronawirusa powoduje łagodny przebieg choroby

Publikacja: 01.12.2021 g.12:10  Aktualizacja: 01.12.2021 g.12:22 Łukasz Kaźmierczak
Kraj
Dr Paweł Zmora mówi, że o wariancie konronawirusa Omikron wiemy wciąż bardzo mało. Wirusolog z Instytutu Chemii Bioorganicznej PAN był gościem porannej rozmowy Radia Poznań.

Według niego, z nowym wariantem wirusa SARS-CoV-2 wiążą się pewne zagrożenia, w tym to, że szczepionki mogą okazać się nieskuteczne. Podkreśla, że Omikron ma więcej mutacji niż poprzednie warianty wirusa, ale nie wierzy w taki rozwój wypadków, że szczepionki przestaną działać.

Myślę, że szczepionki będą cały czas działały, dlatego że szczepionki i przeciwciała, które są wytwarzane na skutek szczepionek, to nie tylko jedno przeciwciało, nakierowane tylko na fragment białka kolca i wtedy jeżeli ten fragment się zmienia, to przeciwciało jest do niczego i nie możemy go wykorzystywać. Szczepionki powodują, że produkujemy i wytwarzamy cały panel przeciwciał na różne fragmenty białka kolca i nie wierzę w to, że wirusa SARS-CoV-2 wariant Omikron zmienił się na tyle, żeby szczepionki były nieskuteczne

 - mówił dr Zmora.

Dr Paweł Zmora wyraził nadzieję, że potwierdzą się wstępne doniesienia, że zakażenie wariantem Omikron powoduje łagodny przebieg choroby COVID-19. Zaznaczył też, najnowsze badania pokazują, że ryzyko hospitalizacji spada o 87 proc. w przypadku osób zaszczepionych, dlatego uważa, że jest sens położenia większego nacisku na sprawdzanie certyfikatów covidowych.

 

Poniżej pełny zapis rozmowy:

Łukasz Kaźmierczak: Skąd to szaleństwo na punkcie Omikronu? Nowy wariant koronawirusa. Wszyscy o tym mówią, wszyscy się boją. Obserwuję takie wzmożenie. Co wiemy o Omikronie?

dr Paweł Zmora: Szaleństwo wynika głównie z zainteresowania mediów nowym wariantem, bo trochę jest to niezrozumiałe. Na chwilę obecną o Omikronie wiemy bardzo mało. Wiemy tylko tyle, że ten wirus ma około 50 mutacji w swoim genomie.

Podobno to więcej niż przeciętna odmiana wirusa.

Same mutacje nie są jakąś nadzywczajną … Nadzyczajne w wariancie Omikron jest to, że większość tych mutacji, bo aż 32, są zlokalizowane w obrębie jednego genu i to tego kluczowego, czyli białka kolca. W momencie, gdy mamy tak wiele mutacji, niestety może to prowadzić do zmiany struktury, funkcji i właściwości takiego białka, a że białko kolca jest kluczowe chociażby ze względu na to, że jest zaangażowane we wnikanie wirusa do komórki, czyli tego pierwszego etapu infekcji. Z drugiej strony, białko kolca jest białkiem powierzchniowym, więc jest na powierzchni wirusa i może mieć kontakt z tymi wszystkimi białkami...

Przekładając na taki bardziej normalny język, to sprawia, że może być bardziej zakaźny?

Po części tak, ale chciałbym jeszcze powiedzieć to, co jest najważniejsze i to, co nas martwi. Białko kolca, to zmieione w wariancie Omikron, może powodować, że szczepionki będą nieskuteczne, bo zmieniła się pewna struktura.

Ale czy aż tak może on zmutować? Słyszałem taką teorię, że musiałby tak zmutować, żeby się praktycznie samozniszczyć, żeby stał się koronawirusem odpornym na szczepionkę.

Po części tak, więc te obawy mamy, dlatego że, tak jak powiedziałem, tych mutacji jest zdecydowanie więcej niż w poprzednich wariantach. Przy czym, ja myślę, że szczepionki będą cały czas działały, dlatego że szczepionki i przeciwciała, które są wytwarzane na skutek szczepionek, to nie tylko jedno przeciwciało, nakierowane tylko na fragment białka kolca i wtedy jeżeli ten fragment się zmienia, to przeciwciało jest do niczego i nie możemy go wykorzystywać. Szczepionki powodują, że produkujemy i wytwarzamy cały panel przeciwciał na różne fragmenty białka kolca i nie wierzę w to, że wirusa Sars-Cov2 wariant Omikron zmienił się na tyle, żeby szczepionki były nieskuteczne.

Prof. Włodzimierz Gut, również wirusolog, na którego będę się dzisiaj też parokrotnie powoływał, mówi też rzeczywiście o medialnej histerii, mówi, że to za wcześnie, żebyśmy byli w stanie powiedzieć. Nawet nie wiemy, czy ten wirus mimo, że bardziej zaraźliwy, to czy barzdiej szkodliwy, w tym sensie, że jest bardziej zjadliwy. Mówi, że jest zdumiewająca szybkość, z jaką ogłoszono jakieś nadzwyczajne właściwości tego Omikronu i powołuje się na Deltę, która jest też zwalczana, jeżeli stosuje się odpowiednie zasady. Mówię o Japonii, która właściwie wyeliminowała zupełnie Deltę ze swojego codziennego życia. Japończycy nie chorują na Deltę.

Nie chorują na koronawirusa i to jest fenomenalny przykład tego, że szczepionki plus te podstawowe zasady sanitarno-epidemiologiczne: dystans, dezynfekcja i maseczki – działają. Oni w tej chwili praktycznie nie mają przypadków SARS-CoV-2, mimo tego, że jest to kraj o bardzo dużym zagęszczeniu ludności, tak więc mozliwości rozprzestrzeniania się wirusa są rzeczywiście bardzo duże.

Ale inna dyscyplina społeczeńśtwa, bo to zawsze było zdyscyplinowane społeczeństwo.

Zdecydowanie tak, ale myślę, że powinniśmy brać przykład z Japończyków i Azjatów i te standardowe zachowania, takie jak maseczki, które obserwujemy w telewizji na obrazkach, powinny wejść w pewnym momencie do naszego codziennego życia.

A te informacje, jakoby Omikron był nawet 500 razy bardziej zaraźliwy, to możemy włożyć między bajki? WHO mówi, że nie ma takich potwierdzeń w tym momencie.

Zdecydowanie musimy uzbroić się w cierpliwość. Na tę chwilę znamy tylko sekwencje materiału genetycznego Sars-Cov2, czyli tak prosto mówiąc, znamy przepis, jak wyprodukować białko kolca. Mutacje w obrębie wariantu Delta spowodowały, że ten przepis trochę się zmienił, ale żebyśmy wiedzieli, czy wyrośnie nam dobre ciasto i czy będziemy mieli dobry wynik...

Co tak naprawdę było z tą Deltą? Co zmieniło się w tym przepisie? Więcej przypraw, czy składników głównych, a może doszedł jakiś nowy składnik?

Zmieniło się głównie białko kolca. Będę podkreślał rolę białka kolca, którego jesteśmy już po części fetyszystami. Skupiamy się głównie na białku kolca, bo mamy metody laboratoryjne, które są w stanie w prosty i bezpieczny sposób określić właściwości i aktywność biała kolca, jak również to, czy przeciwciała rzeczywiście działają. Stąd też cały czas mówimy o tym białku. Ono jest rzeczywiście tym, co najczęściej mutuje, dlatego że to jest pierwsze białko, które oddziałuje z naszymi komórkami, z naszym receptorem AC2 i powoduje wnikanie. Przy czym, co ciekawe, japońscy badacze stwierdzili, że my za bardzo skupiliśmy się na białku kolca, dlatego że wariant Delta zaczął gromadzić mutacje w obrębie innego białka, które jest kluczowe dla procesów replikacji i okazuje się, że wariant Delta mógł sam siebie...

Ale koniec końców, te zabezpieczenia okazały się skuteczne skoro Japończycy zlikwidowali u siebie Deltę. Spotkałem też taką opinię, że jak na razie te objawy są bardzo łagodne, jeżeli chodzi o Omikron. To też jest może taki kamyczek, dlaczego my tak histeryzujemy. Pojawiła się też taka teoria, że być może Omikron, gdyby okazało się, że jest bardziej zaraźliwy, ale mniej zjadliwy, czyli mniej groźny, to okazałoby się, że może zdominować inne mutacje, a jednocześnie sprawić, że koronawirus przejdzie w taką chorobę endemiczną, czyli nie będzie to pandemia, a taka choroba jak grypa, która nam towarzyszy każdego sezonu. Grypa oczywiście też swoje żniwo zbiera, ale jest zupełnie inazej postrzegana przez lekarzy i społeczeństwo.

Chciałbym, żeby potwierdziły się te bardzo wstępne doniesienia o przebiegu zakażenia wariantem Omikron. Przy czym, tak jak powiedziałem, na chwilę obecną wiemy zdecydowanie za mało. Te doniesienia o łagodnym przebiegu, to tak naprawdę konferencja prasowa jednej z lekarek z RPA, która na własnych obserwacjach stwierdziła, że ten przebieg jest łagodny.

Podobnie, jak te przypadki, które są obecnie w Europie. To nie były przypadki hospitalizacyjne.

Tak, ale to jest za mała liczba próbek, jak my to nazywamy.

I najczęściej młodzi ludzie, którzy mobilnie się przenoszą.

Tak naprawdę mówimy o stu kilku przypadkach, z tego co pamiętam, więc zdecydowanie za szybko jest powiedzieć, czy tylko będzie to łagodny przebieg.

To ja coś pozytywnego. Spotkałem się z takimi wynikami badań z „Nature”, gdzie przeprowadzono sztuczną mutację SARS-CoV-2 i wymyślono wszystkie laboratoryjne możliwości, także tych najgorszych mutacji. Z tych badań wynika, że szczepionki Pfizera i Moderny były skuteczne na te nawet najbardziej zmutowane wirusy, jakie wytworzono w laboratorium. To są oczywiście warunki laboratoryjne i to niegdy nie jest jeden do jeden z życiem, ale chyba jednak coś to mówi.

Oczywiście. To mówi o tym, że szczepionki są wielce skuteczne. To pokazuje też, że szczepionka nie produkuje jednego typu przeciwciał, które łaczy się tylko z jednym fragmentem białka kolca, tylko produkujemy cały panel. Nasz organizm rzeczywiście rozpoznaje wroga i stara się z nim doskonale walczyć tak, aby go wyeliminować nawet wtedy, kiedy pojawią się mutacje, nawet gdyby zmieniało się białko kolca.

Cały czas mówimy, że szczepionki chronią, ale w przypadku cięzkiego przebiegu choroby. Prof. Włodzimierz Gut mówi, że on nigdy nie twierdził, że szczepionki chronią przed zakażeniem, a mówił tylko o tym, że ułatwiają przejście koronawirusa.

To jest zdecydowanie skrót myślowy, który jest wykorzystywany przez wielu fachowców, że szczepionki chronią przez zakażeniem. Niestety nie chronią przed samym zakażeniem per se, dlatego że przeciwciała które neutralizują wirusa musiałyby być obecne na całej powierzchni układu uddechowegom a to jest wręcz niemożliwe.

Czyli nie jesteśmy w stanie nałożyć na siebie takiej zbroi ochronnej.

Na chwilę obecną. Szczepimy się domięśniowo, więc te komórki, które wytwarzają przeciwciała są również zlokalizowane w całym organizmie tak, żeby mogły wędrować do tych miejsc, gdzie zostanie rozpoznany wirus Sars-Cov2. W tej chwili trwają badania nad trochę zmienioną wersją szczepionki tak, aby nie podawać jej mięśniowo, ale podawać ją w postaci aerozolu.

Czyli co? Żebyśmy sobie psikneli do gardła?

Tak, do gardła i do nosa, tam gdzie wirus zaczyna zazwyczaj atakować.

I to będzie skuteczne?

Pierwsze wyniki badań na laboratoryjnych modelach mysich dały bardzo obiecujące rezultaty i to nie tylko w przypadku SARS-CoV-2. Taka szczepionka byłaby również bardziej skuteczna w przypadku grypy, bądź innych chorób układu oddechowego.

Skoro nie ma ochrony przed zakażeniem tak naprawdę, to czy ma sens sanitaryzm, czy segregacja sanitarna, skoro zarażać mogą i zaszczepieni i niezaszczepieni? Wiem, że jest zupełnie inny przebieg choroby i statystyki pokazują o wiele wyższą śmiertelność w tych społeczeństwach, w których jest niski poziom wyszczepienia. Myślę o tych segregacjach, paszportach i certyfikatach coviowych. Czy to w ogóle ma sens w konteście transmisji wirusa?

Tak, ma sens. Musimy pamiętać, że ryzyko hospitalizacji osoby zasczepionej, co przedstawiają najnowsze badania, spada o 87% w stosunku do osoby niezaszczepionej. Rozumiem ten argument, że po co mamy wprowadzać sanitaryzm, skoro osoby zaszczepione i tak i tak przejdą to łagodnie, to moglibyśmy się mieszać. Przy czym, musimy pamiętać, że przyjmując szczepionkę powinniśmy dbać nie tylko o siebie, ale o innych, najbliższych z naszego otoczenia. Niestety żadna szczepionka nie jest w 100% skuteczna. Mamy tę grupę tzw. „non-responders”, to jest ok 5% społeczeństwa, która nie odpowiada w ogóle na szczepionki i mimo ukłucia nie wytwarza przeciwciał. Poza tym, mamy jeszcze bardzo ważną grupę społeczną, czyli osoby w podeszłym wieku z chorobami współistniejącymi, u których szczepionki niestety nie są tak skuteczne.

Czy można w jakikolwiek sposób powiedzieć, że jednak osoba zaszczepiona jest mniejszym emitentem niż osoba niezaszczepiona? Cały czas wracam do tego, co jest w debacie publicznej – ograniczamy dostęp dla osób niezaszczepionych, czy nie? Są jakieś naukowe różnice, jeżeli chodzi o taki rodzaj obywateli?

Są rzeczywiście wstępne wyniki, pokazujące, że ilość cząstek wiurusa, które są produkowane w organizmie u osób zaszczepionych jest niższa. Przy czym, widzimy pewną dysproporcję, a właściwie wachlarz różnych ilości wirusa. Trochę zbyt mało wiemy o replikacji samego wirusa na poziomie komórkowym. Tutaj musimy cały czas poznawać nowe rzeczy i nowe mechanizmy, bo obserwujemy to nawet przed szczepieniem, że różne osoby różnie przechodzą zakażenie sars-cov2 i różnie bywa to z ilością wirusa i niekoniecznie można było skorelować ilość wirusa z zakażeniem. Poszukujemy innych czynników, które mogłyby świadczyć o tym, że zakażenie będzie miało taki, a nie inny przebieg.

Czyli cały czas rozpoznanie walką. Jeden ze znanych polskich polityków powiedział mi, że słyszał, że koronawirus może nam towarzyszyć nawet 10 lat. Nie wiem, czy politycy mają dostęp do jakichś tajnych danych, ale to jest możliwe? Brzmi trochę strasznie.

Obawiam się jakichkolwiek prognoz, dlatego że koronawirus jest z nami zbyt krótko, ale rzeczywiście mutuje około 6 razy wolniej niż grypa. Jeżeli porównujemy to z grypą, gdzie okres adaptacji i zmiany ze szczepu pandemicznego na sezonowy trwa ok. 2 lat, to rzeczywiście w najgorszym scenariuszu zmiana pandemicznego wariantu sars-cov2 na sezonowy, który mógłby powodować zwykłe przeziębienie, to jest ok. 12 lat.

Bądźmy optymistami...

Zawsze jestem.

https://www.radiopoznan.fm/n/fppHHO
KOMENTARZE 1
Marek 22
Marek 22 01.12.2021 godz. 18:22
https://gloria.tv/post/9ZYVUjWACAKz68sMC7oHKxuE6
Tak się bawi ELYTA w Austrii , a plebs ma lockdown. Hipokryzja
Przesyłajcie dalej, pokazujcie innym. To z niemieckiej, albo austriackiej tv

SERWIS INFORMACYJNY


GODZINY: 17:00 18:00 19:00 20:00 21:00

@TWITTER