Coś z krainy dzikich kwiatów - recenzja Ryszarda Glogera
Nie kryję, że młodym talentom, które zaraz na starcie potrafią wyraźnie określić co chcą robić w muzyce, dawałbym nagrodę. Chodzi przecież o trafny wybór, aspiracje i wiarygodność.
Nie kryję, że młodym talentom, które zaraz na starcie potrafią wyraźnie określić co chcą robić w muzyce, dawałbym nagrodę. Chodzi przecież o trafny wybór, aspiracje i wiarygodność.
Już dawno padła teza, że rock to zauroczenie młodości i w wieku dojrzałym to szaleństwo muzyczne przechodzi. Najstarsi muzycy rock and rolla mają już 80-tkę na karku i nadal rozpiera ich energia, a głośny dźwięk gitary jak dawniej podnieca.
Van Morrison nie jest obiektem westchnień słuchaczy młodego pokolenia. Jego gwiazda świeci odległym blaskiem kariery sprzed pół wieku. Klasyczne albumy artysty takie jak „Astral Weeks”, „Moondance”, „Tupelo Honey” są ozdobą kolekcji niejednego konesera muzyki. Ktoś może nawet ma winylowego singla z przebojem „Brown Eyed Girl”, kiedy młody Irlandczyk na krótko zawojował Amerykę.
Twórca wielu znanych przebojów stworzonych dla Krzysztofa Krawczyka czy Krystyny Giżowskiej to również były szef jednego z najważniejszych zespołów w historii polskiego synth-popu.
Zapewne nie jest to tylko moja przypadłość, że słuchając setek piosenkarek, nie jestem w stanie zapamiętać ich nazwisk i pseudonimów. Czasem nawet charakter głosu poruszy, lecz już słaba jakość piosenki wszystko przekreśla. Może gdyby ten głos oprawić w inny rodzaj muzyki, dałoby się zapamiętać nazwisko wykonawczyni.
Radiowe listy przebojów mają to do siebie, że zazwyczaj nie odzwierciedlają tego, co dzieje się w zestawieniach najczęściej odtwarzanych, czy najchętniej kupowanych piosenek i płyt. Tak jest też z Listą Radia Poznań.