Siadamy przed piękną, drewnianą maszyną, którą docenić warto, bo w całej Polsce zostało już takich tylko pięć. Przykładamy oko do, powiedzmy, lunety i podziwiamy stereofotografie, czyli takie zdjęcia ale oddające efekt trójwymiarowości, wykonane przez różnych autorów na przełomie XIX i XX wieku. Obejrzymy na nich niemalże cały świat, bo Strzelecki zbadał Australię, Chiny, Indie, Amerykę Południową czy Kanadę. Sami mogą państwo ocenić czy w architekturze Hong-Kongu z tamtego czasu widać naleciałości zachodniej architektury i jak różnią się mody w różnych zakątkach świata. Zdjęcia przelatują nam przed oczami, a chciałoby się, żeby można było zatrzymać na nich oko nieco dłużej. Na szczęście po pierwszym seansie zawsze można obejrzeć drugi.
Przypomnijmy, że trwa rok pochodzącego z Wielkopolski podróżnika Pawła Edmunda Strzeleckiego.