NA ANTENIE: 05:45 pogoda nocna/
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
 

Ziemkiewicz o prowokacjach na protestach: "Sama szturmuje, pluje na policjanta i marzy, żeby zdzielił pałką, bo wtedy zostanie gwiazdą"

Publikacja: 30.11.2020 g.22:07  Aktualizacja: 30.11.2020 g.22:16 Roman Wawrzyniak
Gościem Romana Wawrzyniaka był publicysta tygodnika „Do Rzeczy” Rafał Ziemkiewicz.
Rafał Ziemkiewicz - Rafał Ziemkiewicz Facebook
Fot. (Rafał Ziemkiewicz Facebook)

Roman Wawrzyniak: Jak pan ocenia ostatnie próby pobudzenia aktywistów strajku feministek?

Rafał Ziemkiewicz: Wydaje mi się, że to jest sytuacja jak w starej komedii, kiedy człowiek następuje na grabie, te grabie go biją w twarz, po czym odchodzi na dwa kroki i na koniec znowu wchodzi w te same grabie. Myślę, że opozycja popełnia w kółko te same błędy. I tak się zachowuje, jakby projektowała swoją bańkę, czyli od rana do nocy żyją pod wpływem ich mediów. Jest to grupa nawet liczna, ale jakoś ograniczona, jakby uważali, że wszyscy tacy są, że Polacy chcą wojny i nieustającej awantury. Jeżeli rzeczywiście władza czymś podpada społeczeństwu i wielu jest niezadowolonych, chce wyjść na ulicę i pokazać, że się nie zgadza, jak było chociażby w przypadku sądów, i wychodzi społeczeństwo na ulicę, a tam zauważa po chwili, że jest pod przewodnictwem ludzi nie do zaakceptowania: prymitywnych, wulgarnych, agresywnych straszliwie. Tak samo hasła – nie są ich. Moim zdaniem manifestacje feministek wróciły do tych rozmiarów, jakie miały przed orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego i spodziewam, że one już nie wrócą do dawnej siły, co nie zmienia faktu, że opozycja pewnie jeszcze w tym tygodniu będzie próbowała kolejne powstanie wywołać.

Szukając innych argumentów, jak rozumiem. Czy Marta Lempart doczeka się tego, o czym zapewne marzy, czyli zostanie męczennikiem tych protestów? Ostatnio sama zaczęła się przewracać…

Raczej doczeka się tego, co Mateusz Kijowski. Wychodzą powoli na jaw różne sprawy, delikatnie mówiąc, nieciekawe, które pewnie się skończą procesem karnym za jakiś czas. Tak jak Mateusz Kijowski, kiedy mu udowodniono, że delikatnie mówiąc, zarabiał w nieuczciwy sposób na walce z Prawem i Sprawiedliwością. Jestem głęboko przekonany, że to samo będzie z Martą Lempart, która zebrała duże pieniądze na swoje prywatne konto. Jednak mamy prawo, które reguluje zasady zbiórek publicznych i nie można tak sobie zbierać niby na fundację, niby organizację, a jednak swoje konto prywatne, pomijając rozmaite kłopoty, które już wcześniej miała. Mniejsza z tym. Jest taki odruch u ludzi, którzy mają na karku kłopoty z wymiarem sprawiedliwości, żeby w takim razie narobić dymu i przedstawiać się jako politycznie prześladowany po prostu. Zawsze jest szansa, że się trafi na sędziego sympatyzującego z KOD-em, który zwolni od kary, a przynajmniej będzie można krzyczeć, że to są wszystko polityczne zarzuty, że to jest nagonka, prześladowanie polityczne.

Takie wnioski można wyciągnąć po zachowaniu Marty Lempart na manifestacjach, ale Pan w „Do Rzeczy” zwrócił dzisiaj uwagę na sposób opisywania Strajku Kobiet przez chociażby portal Onet.pl. Portal ten tak relacjonował sobotnie zajścia w Warszawie: „Marta Lempart upadła na ziemię pod naporem policji, która odpierała prących do przodu protestujących. Inni protestujący pomagają jej wstać i podają wodę” – napisali redaktorzy Onetu.

To omdlenie, które mi przypomina, ile razy już widziałem ten numer grany - tylko, że może zwykli obywatele nie pamiętają na przykład pani Podleśnej, która robiła za męczennicę, ponieważ w pewnym momencie położyła się w poprzek uczestnikom Marszu Niepodległości i twierdziła, że ją jakoś strasznie skopali. Nawet występowała na konferencji prasowej w kołnierzu ortopedycznym, który następnego dnia zdjęła. Ewidentnie była to więc symulacja. Zawsze mamy po każdych protestach jakąś falę w mediach społecznościowych doniesień, którymi się strasznie rajcują ludzie z tej bańki, że kogoś porwali, że zniknął, że leży w szpitalu. Ja nawet pamiętam, w tej chwili sobie nie przypomnę nazwiska, działacza, który został porwany, potem się znalazł w szpitalu, było zdjęcie z kroplówką, zupełnie umierający, a następnego dnia już szturmował komendę policji czy siedzibę episkopatu.

Czyli stare sprawdzone metody?

Ja to porównuję, chociaż nie jestem kibicem futbolu, ale myślę, że to jest dla większości Polaków porównanie, z taką cechą przypisywaną włoskim piłkarzom. Oni uchodzą za mistrzów symulowania. Liczą na to, że sędzia da się nabrać i podyktuje rzut wolny albo da mu tą kartkę. A tu jest społeczeństwo, które ma wzruszyć fakt, że biją kobietę, a pomijane jest to, że ta kobieta sama szturmuje, pluje na policjanta, ubliża mu, prowokuje i marzy, żeby on tą pałką zdzielił, bo wtedy będzie gwiazdą. Proszę zobaczyć, że w tej nieszczęsnej rezolucji Europarlamentu, gdzie się znalazły różne bzdury, jest też bzdura o brutalności polskiej policji. Zobaczmy, co się dzieje we Francji, Niemczech, a człowiek mówi "polska policja jest brutalna", bo jakaś pani sprowokowała ich i została psiknięta gazem albo popchnięta. To już są kpiny ze zdrowego rozsądku.

Trochę dworujemy, ale nie sposób inaczej o tym mówić. Chciałbym zapytać jednak na poważnie: czy grafika z podpalonym kościołem jest nawoływaniem do przemocy?

Oczywiście, że jest w takim kontekście nawoływaniem do podpalania kościołów. To i tak jest lekka wersja tego, co się dzieje na zachodzie. Na przykład w Hiszpanii w mediach pojawiają się zachęty do zabijania księży. Nie tylko podpalania kościołów. One zresztą płoną. We Francji czy Chile podpalone przez aktywistów lewicowych, więc to wszystko można zobaczyć, sorosowy stempel, oczywiście zgaduję - to może być ktoś inny, ale widać to samo „know-how”. Tak jak w działaniach terrorystów islamskich widać, że oni mają jedną stronę internetową z instrukcjami, bo jest wszędzie to samo, tak jak w Ameryce jest, że pierwszym celem jest policja, likwidacja tej policji, która się udaje tam, gdzie rządzi lewica w miastach amerykańskich. I od razu wybuchają większe zamieszki. O to im chodzi. Nie będąc fanem działań policji, bardzo zirytowany jej zachowaniem w czasie Marszu Niepodległości, muszę powiedzieć, że policja nie zrobiła niczego, czego by nie zrobiła wielokrotnie wcześniej, a w tej chwili zajęła miejsce centralnego punktu ataku. Wcześniej było to TVP, teraz na policji cała propaganda opozycji się skupiła.

Na uniwersytecie w Poznaniu powstało Stowarzyszenie Społeczności LGBT+. Są pracownicy UAM i piszą tak: „stowarzyszenie będzie podejmować działania na rzecz integracji osób LGBT+ pracujących i studiujących na UAM oraz ich sojuszników i sojuszniczek; celem jest również zwiększenie widoczności tych osób w życiu akademickim”. Uważa pan, że osoby o innej orientacji seksualnej, na przykład heteroseksualne, powinny także zwiększać swoją widoczność w życiu akademickim?

Zwiększanie widoczności brzmi dziwnie. Jakbym powiedział „niech się ujawnią i przestaną ukrywać, żebym wiedział, kto jest homo, a kto nie”, to pewnie te same osoby dostałyby histerii. Gdybym powiedział, żeby się ujawniali członkowie etnicznych albo wyznaniowych, też byłoby to dość dwuznaczne. Ładnie można wszystko opakować, sprzedać pod pozorem, że jest to coś szlachetnego, że chodzi tylko o rzeczy godne. Jeżeli oni zamierzają działać środkami godziwymi, to oczywiście, proszę bardzo, nic złego. Tylko mamy do czynienia z takimi organizacjami, że są one naprawdę siedliskiem iście faszystowskiej nietolerancji. Zaczyna się od mówienia „bo my jesteśmy prześladowani”, jako dawania sobie przyzwolenia do prześladowania innych. Zazwyczaj działalność LGBT polega na zapędach cenzorskich, na uniemożliwianiu spotkaniu z naukowcami, publicystami, którzy mają inne niż oni poglądy. Na wyszczuwaniu pracowników naukowych.

Panie redaktorze, niech się Pan nie rozpędza. Czytamy, że stowarzyszenie ma zabiegać o szacunek i życzliwość. To chyba bardzo dobrze, bo wśród rozwrzeszczanych, wulgarnych, posłużę się tutaj cytatem: „wściekłych macic”, będą mieli dużo do zrobienia.

Gdybym nie miał doświadczeń wielu z takim organizacjami, które mówią o szacunku, to może chętniej wierzyłbym w to, że to jest szczere. Prawda jest taka, że mamy jednak do czynienia nie z reprezentacją ludzi o określonej odmienności seksualnej, bo większość z nich, jak pokazują wyraźnie wszelkie statystyki, trzyma się bardzo daleko wszystkich tęczowych organizacji, tylko mamy do czynienia z ludźmi nawiedzonymi ideologicznie. Mówimy ruch robotniczy, a zakładamy ruch komunistyczny i tu LGBT traktuję podobnie. Tak jak feminizm to bardzo skrajna ideologia agresywna, a nie reprezentacja kobiet, tak samo i te ruchy LGBT nie reprezentują niczyich, a zwłaszcza prześladowanych, interesów, tylko po prostu taką ideologię, która ma ambicję cały świat do góry nogami wywrócić i wszystkich nas zmusić do posłuchu, bo oni mają, jak to lewica, genialny pomysł, żeby świat zbawić. Tylko najpierw muszą ten pomysł wszystkim narzucić.

https://www.radiopoznan.fm/n/zFKgoF
KOMENTARZE 1
Piotr Pazucha
Pozhoga 01.12.2020 godz. 11:54
Nic dodać, nic ująć. A państwo stoi z boku i patrzy, jak szambo się rozlewa...

SERWIS INFORMACYJNY


GODZINY: 19:00 20:00 21:00 22:00 23:00

@TWITTER