J. Emilewicz: wielki sport, wielkie obiekty, to są te rzeczy, które muszą się w Poznaniu wydarzyć
Ofiarą wypadku był doświadczony spadochroniarz, instruktor spod Torunia. Nic nie wskazywało, że dojdzie do tragedii – twierdzi prokuratura.
Bartłomiej Urban, prokurator rejonowy w Pile, wyjaśnia, że zeznania świadków wskazują na to, że 50-latek był aktywny po tym, jak wyskoczył z samolotu. Skakał z innymi osobami i wykonywał wspólne figury w locie.
Później jednak z niewyjaśnionych dotąd przyczyn nie otworzył spadochronu głównego i runął na ziemię. Prokuratura chce też sprawdzić, dlaczego nie otworzył się spadochron zapasowy - automatyczny, czy zawiodły kwestie techniczne, czy spadochron po prostu nie został aktywowany przed lotem.
Ma zostać również zbadana hipoteza dotycząca nagłego pogorszenia się zdrowia skoczka podczas lotu, chodzi np. o zawał. Wyjaśni to sekcja zwłok 50-latka, która rozpoczęła się dziś rano.
Bezpośrednią przyczyną śmierci będą najpewniej jednak obrażenia wielonarządowe – dodaje prokurator Urban.
Śledztwo prowadzone jest pod kątem nieumyślnego spowodowania śmierci. Mają zostać zbadane wszystkie okoliczności zdarzenia, także sprzęt, który miał na sobie skoczek. Dodatkowo zlecono również badania krwi 50-latka na obecność różnych substancji. Na wyniki będziemy musieli jednak poczekać jeszcze kilka tygodni.