Wituski o koncercie i festiwalu
Proces od początku - ze względu na charakter sprawy i dobro pokrzywdzonych - toczył się bez udziału publiczności. Niejawne było także uzasadnienie wyroku. Prokurator chciał dla oskarżonego dwóch lat więzienia i zakazu prowadzenia terapii. Oskarżony nie przyznawał się do winy. Odrzucił też opinię francuskiego biegłego, który metody jego pracy uznał za nieetyczne.
Sprawa wyszła na jaw w marcu 2010 po emisji reportażu na antenie TVN. Seksuologa oskarżyło o molestowanie sześć pacjentek. Wszystkie korzystały z terapii w jego prywatnym gabinecie na poznańskich Ratajach. To, co działo się podczas wizyty jedna z pacjentek nagrała ukrytą kamerą. Na nagraniu widać, że profesor wprowadza kobietę w stan hipnozy i dotyka jej miejsc intymnych.
Zarzuty prokuratorskie postawione profesorowi - w przypadku każdej z pokrzywdzonych były podobne. "Po pozorem prowadzenia własnej terapii zaburzeń seksualnych i bez zgody pacjentki dotykał rękoma jej piersi, brzucha, nóg i miejsc intymnych. Pokrzywdzonych kobiet nie było w sądzie.
Profesor od początku zaprzeczał oskarżeniom. O tym, co ujawniły nagrania, mówił, że to jego autorska metoda terapii - tak zwany "koktajl Gapika". 70-letni obecnie oskarżony przez lata wykładał na poznańskim Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza. Skazany po wyjściu z sali nie powiedział ani słowa. Skazany na razie nie trafił do więzienia, na publikację pełnego imienia i nazwiska zgodził się już wcześniej.
Obrońca profesora już zapowiedział apelację. "To jest kwestia oceny terapii dotyczącej dolegliwości seksuologicznych a nie bólu gardła, brzucha czy migdałków" - powiedział adwokat. Mecenas Andrzej Koch przyznał, że jest zaskoczony surowością wyroku. "To więcej niż żądał prokurator, to dla profesora koniec świata, zobaczymy, czy on dożyje apelacji" - dodał Koch.