Pracownicy placówki podkreślają, że od początku roku liczba zwierząt, które zostały odebrane podczas interwencji wzrosła. Jak zaznacza zastępczyni kierowniczki schroniska Katarzyna Frąckowiak, takie psy przychodzą z różnego rodzaju problemami.
Czasami bywają zaniedbane, zaniedbane zdrowotnie, natomiast większość przypadków, to psy, które są nienauczone życia z człowiekiem, które żyją w klatkach, psy które wolontariusze i behawioryści muszą oswoić ze sobą, żeby w ogóle nauczyć ich funkcjonowania z człowiekiem, wyjścia z boksu
- podkreśla Katarzyna Frąckowiak.
W tym roku po rekordowej interwencji aktywistów do schroniska trafiło 18 psów i kot. Zwierzęta często są odbierane właścicielom, którzy są przekonani, że trzymają psy w dobrych warunkach. Socjolog i biegła od dobrostanu zwierząt prof. Hanna Mamzer określa takie zjawisko mianem „dobrostanu opacznego”.
Zakładamy, że to co nam się wydaje, że jest dla nich dobre, to rzeczywiście jest dla nich dobre, podczas kiedy bywa odwrotnie. Nie uwzględniamy potrzeb zwierząt, a wynika to wszystko z braku świadomości czego one potrzebują
- tłumaczy prof. Mamzer.
Według badań, osoba znęcająca się nad zwierzętami to statystycznie bezrobotny mężczyzna w wieku około 60 lat. Zdaniem prof. Hanny Mamzer, nie należy traktować tych wyników dosłownie, ponieważ problem dotyczy ludzi o różnym statusie.
W domach i na prywatnych posesjach często interweniują aktywiści. W Poznaniu działają między innymi Wielkopolski Inspektorat Ochrony Zwierząt i Krajowy Inspektorat Ochrony Zwierząt.
Jak podkreśla Katarzyna Frąckowiak, większość czworonogów po pracy z behawiorystami i wolontariuszami nadaje się do adopcji. Są jednak też takie, które do końca życia pozostają w schronisku.
W ośrodku przy ul. Kobylepole nadal przebywają psy z głośnych w mediach interwencji. To między innymi szczeniak Montana, który przez dwa dni był zamknięty na balkonie bloku przy ulicy Serafitek. Czworonoga zdejmowali z czwartego piętra strażacy.
Na nowy dom czeka także jeden z ośmiu psów uratowanych z mieszkania behawiorystki z Poznania. Kobieta w złych warunkach trzymała zwierzęta dużych ras, takie jak dobermany, rottweilery, amstaff i tajski ridgeback.