130 ton dla Lecha Poznań. Lokomotywa!
Organizatorzy protestu, który odbył się na Placu Mickiewicza, chcieli manifestacją wyrazić solidarność z mieszkańcami wielkiego syryjskiego miasta Aleppo. Chodziło o zwiększenie świadomości ludzi na temat trudnej sytuacji Syryjczyków.
- Giną dziesiątki osób dziennie. Świadomości tematu nie ma, obecność w mediach jest znikoma. Trzeba walczyć o pokój. Jeżeli w XXI wieku giną ludzie to nie możemy być obojętni. Nie interesuje mnie to czy przyczyną tego jest ISIS, Stany Zjednoczone czy Rosja - mówili uczestnicy pikiety. Opowiadamy się za prawem ludzi do życia, opieki zdrowotnej, a w tej chwili w Syrii to wszystko jest niemożliwe - tłumaczyli.
Na inny aspekt konfliktu chciała zwróci uwagę kilkuosobowa grupka przeciwników tej manifestacji, wśród nich przedstawiciele partii Zmiana - Krzysztof Kaszowski i Eryk Nowak.
Podkreślali m.in. nieprawdziwość przekazu płynącego od organizacji Humans of Aleppo, że 95% ludzi, którzy zginęli w konflikcie syryjskim, zginęło przez reżim Assada. Ich zdaniem to nieprawda.
W czasie pikiety przeciw ludobójstwu w Syrii uczestnicy połączyli się internetowo z Syryjczykami. Uczestnicy przynieśli transparenty z pro-pokojowymi hasłami. Organizatorzy rozdawali ulotki, z informacjami o tym, że 60 procent syryjskich miast jest zniszczonych, a zginęło tam 400 tysięcy ludzi, a milion zostało rannych.
Według naszego reportera w pikiecie wzięło udział około stu osób. Według policji około 60.
Jacek Butlewski/jc/szym