We wrześniu do kasy Zarządu Transportu Miejskiego ze sprzedaży biletów wpłynęło o 700 tys. zł mniej niż w roku ubiegłym. - Spowodowały to podwyżki, remonty, a także to jak komunikacja publiczna obecnie funkcjonuje - autobusy i tramwaje są niepunktualne np. w związku z remontami - mówi radny Szymon Szynkowski vel Sęk.
Odpowiedzialny za komunikację publiczną wiceprezydent Mirosław Kruszyński nie widzi problemu. - Można porównywać miesiąc do miesiąca, ale bardziej miarodajne będzie porównanie roku do roku - mówi. Poza tym, jego zdaniem, część pasażerów mogła przed podwyżką kupić bilety na zapas - np. sieciówki wielomiesięczne.
Radny Szynkowski obawia się, że zapowiadana na styczeń kolejna podwyżka spowoduje katastrofę. - Możemy obudzić się w czerwcu z połową pasażerów w stosunku do stanu obecnego. To byłoby bardzo złe. Kupiliśmy nowy tabor za wielkie pieniądze i może się zdarzyć, że on będzie woził powietrze - ostrzega. Zapowiada też, że będzie walczył o to, żeby kolejnej podwyżki już nie było.