Gmina Kaczory musiała wypłacić jej okolo 40 tysięcy złotych z odsetkami. Sąd Pracy w Pile, a potem Okręgowy w Poznaniu, uznały postepowanie wójta za ciężkie naruszenie obowiązków pracodawcy.
Edyta Suśniak wspominając współpracę ze swym przełożonym Brunonem Wolskim mówiła, że zabronił jej kontaktów ze Stowarzyszeniem Ekologicznym. Pracownica wskutek mobbingu zapadła na zdrowiu, znalazła się w szpitalu, leżała sparaliżowana, lekarze wykryli u niej tętniaka.
Wójt Brunon Wolski nie poczuwał się do winy. "Tak wójta każdy może załatwić" - mówił. Choć sekretarkę Urzędu Gminy w Kaczorach szykanował wójt, to szkody uregulował Urząd Gminy, bo to on, a nie wójt, zatrudniał Edytę Suśniak. Tak stanowi prawo.
Sąd Najwyższy nie przyjął do rozpoznania skargi kasacyjnej Urzędu Gminy w Kaczorach - potwierdził Krzysztof Michałowski z zespołu prasowego. W uzasadnieniu Sąd wskazał m.in., że skarżący nie wykazał uchybień w procesach, a ograniczył się jedynie do polemiki z wyrokiem.