Posłanka powołuje się na historię niepełnosprawnej Pani Moniki, która podróżowała autobusem z Kępna do Warszawy. Kobieta twierdzi, że kierowca nie chciał jej pomóc w schowaniu wózka inwalidzkiego do bagażnika i nie umożliwił jej zajęcia miejsca blisko drzwi, dlatego musiała czołgać się po podłodze.
Przewoźnik, PKS Polonus, odpowiada, że przejazd osoby z niepełnosprawnością nie został wcześniej zgłoszony, a Pani Monice wielokrotnie proponowano pomóc. Posłanki Pauliny Matysiak z partii Razem te tłumaczenia nie przekonują.
Przyjmuję argument, że w niektórych sytuacjach, zwłaszcza na mniejszych dworcach, taką podróż należy zgłosić. Kiedy dyskutujemy na ten temat na dworcu poznańskim, który jest bardzo dużym dworcem, przez który przewijają się codziennie tysiące osób, a takich dworców mamy w Polsce kilkanaście, to w takich miejscach absolutnie nie powinno być takich sytuacji, że musimy te osoby z ograniczoną mobilnością, z problemami z poruszaniem się, musimy zgłaszać na dobę wcześniej
- mówi Paulina Matysiak.
Zdaniem Łukasza Garczewskiego, który sam jest osobą z niepełnosprawnością ruchową, wymóg wcześniejszego zgłoszenia przejazdu jest nierównym traktowaniem. "Gdy osoby w pełni sprawne się spóźnią, to wystarczy, że kupią bilet na inny przejazd, a osoby z niepełnosprawnością przez wymóg zgłaszania swojego przejazdu, takiej możliwości nie mają" - mówił Garczewski.
To, czego oczekują osoby z niepełnosprawnościami, to jest po prostu normalność. To nie są jakieś szczególne wymagania, czy szczególne traktowanie, tylko możliwość korzystania z usług publicznych na równi z pozostałymi obywatelami
- mówi Łukasz Garczewski.
Działacze partii Razem przyznają, że przystosowanie infrastruktury do potrzeb niepełnosprawnych powoli w Polsce poprawia się, ale potrzebne jest dodatkowo przeszkolenie wszystkich pracowników usług publicznych, mających kontakt z klientem, w pomocy osobom z niepełnosprawnościami.