Po zwrotce hymnu Polski i UE na początek. Nowe stowarzyszenie obraduje w Poznaniu
"Zarzuty dotyczyły utrzymywania zwierząt w złych warunkach" – przypomina pełnomocniczka Otwartych Klatek, mecenas Angelika Kimbort.
Po tym, jak ta lisia mama pozbawiła swoje dzieci częściowo tych łapek, najprawdopodobniej w wyniku stresu związanego z życiem na fermie, na ograniczonej przestrzeni, w zamknięciu, w dużej bliskości innych zwierząt, od hodowcy, który czerpie korzyści z takiej działalności, wymagalibyśmy zapewnienia tym zwierzętom jakichś minimalnych warunków utrzymania
- mówi mecenas.
Zranione szczenięta nie otrzymały należytej opieki. Kikuty po odgryzieniu były nierówne i nie miały szans na zagojenie. Hodowca nie zdecydował się też na skrócenie cierpienia zwierząt. Podczas procesu argumentował, że młode lisy przebywały w takich samych klatkach, jak te dla pozostałych zwierząt.
Sąd w pierwszej instancji uniewinnił właściciela fermy. Po apelacji stowarzyszenia i prokuratury sprawę wznowiono. Sędziowie zdecydowali o ponownym przeprowadzeniu śledztwa. Wówczas hodowca zmienił zdanie i dobrowolnie poddał się karze przed pierwszą rozprawą w dniu 13 grudnia. Otrzymał karę 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata, 5 lat zakazu prowadzenia hodowli oraz 2,5 tysiąca złotych nawiązki na rzecz Otwartych Klatek. Jego ferma już wcześniej została zamknięta.