Do kradzieży takich aut potrzebne były zazwyczaj dwie osoby - wyjaśnia szef leszczyńskiej prokuratury Przemysław Grześkowiak.
Jedna osoba posiadała przy sobie urządzenie przechwytujące sygnał z kluczyka samochodowego. Próbowała zbliżyć się do drzwi lub okien domu, gdzie spodziewała się, że taki kluczyk może się znajdować. A druga osoba w tym czasie, posiadająca przy sobie z kolei urządzenie odbiorcze, zbliżała się do samochodu w pobliże klamki, w miejsce, gdzie są umieszczone bezprzewodowe anteny systemu. Dzięki temu drzwi auta otwierały się, następnie ta osoba wchodziła do jego wnętrza, bez problemu uruchamiała ten system bezkluczykowy samochodu i nim odjeżdżała
- mówi Przemysław Grześkowiak.
Zarzuty kradzieży z włamaniem leszczyńska prokuratura postawiła ośmiorgu mieszkańcom woj. dolnośląskiego. Kilku z nich usłyszało również zarzut paserstwa. Dwóch zatrzymanych trafiło do aresztu.
Podejrzani nie usłyszeli zarzutu działania w zorganizowanej grupie przestępczej, ponieważ pomysłodawca procederu 37-letni mężczyzna dobierał sobie do każdej kradzieży różne osoby.
Sprawę kradzieży luksusowych aut rozwikłała leszczyńska policja, po zniknięciu jednego z aut w okolicach Leszna.