W krainie bogów i syren
W Wielkiej Brytanii nową ścieżkę dla jazz-rocka wytyczały silne osobowości muzyczne, w rodzaju organistów Grahama Bonda i Briana Augera. W zespołach obu muzyków znaleźli się wspaniali instrumentaliści i nagle nowa muzyka zaczęła wypełniać przestrzeń klubów i trafiła na wiele odkrywczych płyt. Po drugiej stronie Atlantyku hipnotyzował Frank Zappa, sukcesy zaczęły odnosić zespoły Blood, Sweat And Tears i Chicago Transit Authority. Kiedy genialny trębacz Miles Davis postawił pieczątkę na płytach „In Silent Way i „Bitches Brew” dla jazz-rocka otwarły się szeroko bramy, oddzielające wcześniejsze podziały. Angielska formacja Colosseum należy do pionierów gatunku i cudownie, że po blisko sześciu dekadach koncertuje i ku radości wiernych fanów, przygotowuje nową muzykę.
W 2022 roku recenzowałem w tym miejscu album „Restoration”. Wtedy pomyślałem, że na tym skończy się przyjemność dzielenia się opinią o ostatniej płycie zespołu Colosseum. Trzy lata później krążek „Restoration” jest już przedostatnią pozycją w dyskografii zespołu. Od kilku tygodni obowiązuje nowy tytuł „XI”, Po raz pierwszy muzycy postanowili zrezygnować z oryginalnego tytułu i zrobili coś czego dotąd nie stosowali, nadali płycie numer. Jak na prawie 60 lat działalności, ta „jedenastka” nie wygląda zbyt efektownie. Kto wgryzł się w historię zespołu wie jednak, że działo się dużo, zmiany składu, reaktywacje, także niestety zgony muzyków. To wszystko miało wpływ na prestiż marki Colosseum.
Kolekcjonerzy płyt zespołu mają zresztą w swoich zasobach, wiele mniej znanych wydawnictw. Są to zapisy koncertów i płyty pirackie, co paradoksalnie świadczy o niezmiennym powodzeniu tej muzyki. W legendarnej kapeli pozostało trzech muzyków z pierwotnego składu: wokalista Chris Farlowe, gitarzysta Clem Clempsoni i basista Mark Clarke. Są też „nowi” muzycy: Nick Steel na organach, Kim Nishikawara na saksofonach oraz Malcolm Mortimore na perkusji.
Słuchacz znający na wylot dorobek Colosseum, będzie na starcie zastanawiał się, ile oryginalnej muzyki grupy Colosseum pozostało ze złotego okresu na płycie „XI”. Trochę zostało, muszę nawet zauważyć, że organista, saksofonista i perkusista starają się nawiązać do swoich wielkich poprzedników Dave’a Greenslade’a, Dicka Heckstall-Smitha i fantastycznego Jona Hisemana. Tu ciekawostka: na samym początku zespól nazywał się Jon Hiseman’s Colosseum. Jeden z utworów na płycie „English Garden Suite” nawiązuje do klasycznej kompozycji „Valentyne Suite” z 1969 roku. Do wypracowanego przez dekady stylu muzycznego zespołu Colosseum odnoszą się także utwory bluesowe jak „Gypsy” i „Ain’t Gonna Moan No More”. Ten ostatni utwór jest kompozycją Vana Morrisona i razem z nagraniem „Out Into The Fields” Jacka Bruce’a, niejako uzupełniają twórczość muzyków zespołu.
Na płycie „XI” utworów jest tylko 9, zbiór indywidualnych kompozycji Clemsona, Steeda i Clarke’a. Nowa muzyka znacznie poszerza obszar penetracji artystycznej kapeli. W nagraniu „Nowhere To Be Found” słychać podniosły, elegijny ton zaczerpnięty z klasyki, w siatce precyzyjnie splecionych akordów. Tu i ówdzie muzycy wykorzystują typowe rozwiązania prog-rocka, co nadaje kilku utworom bardzo współczesnego charakteru. Wokalista Chris Farlowe prezentuje znakomitą formę, solowe partie gitarzysty, saksofonisty i klawiszowca również brzmią świeżo i emocjonalnie. Jak zwykle cieszą współbrzmienia, kontrastujące barwy instrumentów, a to było zawsze czynnikiem rozpoznawalności Colosseum.
Kończący płytę utwór „Hunters” został wyciszony. Szkoda, bo mógłby potrwać dłużej lub zakończyć się w naturalny sposób. Nobody’s perfect! Zespołowi Colosseum do perfekcji brakuje niewiele.