Dziennikarka Joanna Moorhead opisuje, jak udało jej się dotrzeć do malarki, a było to zadanie niełatwe, bo artystka stroniła od wywiadów. Joanna i Leonora mają wspólne korzenie, o artystce w tej rodzinie mówiło się jako o czarnej owcy.
Wydaje się, że rodzice nie doceniali tego, jak bardzo sztuka może zmienić życie córki. Pragnęli wydać ją szybko za mąż, po tym, jak nie spełniła ich oczekiwań związanych z edukacją. Leonora za młodu poznała Europę, w tym Rzym, chyba nawet lepiej, niż rodzinny Londyn. Rodziców przerażał też fakt wyboru partnera życiowego, który mógłby być jej ojcem. A przecież Max otworzył jej drogę w stronę nowego świata - była i Kornwalia i wreszcie europejska stolica artystów, czyli Paryż.
Ale dopiero Meksyk, do którego wędrowała przez Nowy Jork, odmienił życie tej ważnej przedstawicielki nurtu surrealizmu. Po drodze spotkała przecież pochodzącego z Meksyku Renato Leduca, który przyjaźnił się ze słynnym Picassem.
Artystka była w awangardzie surrealizmu, interesowały ją ekologia, feminizm i mistycyzm.
Poznajemy miejsca, w które zabiera nas autorka - miejsca, które dla Leonory były ważne, od rodzinnego domu w Anglii aż po Amerykę.
Z Leonorą wędrujemy przez świat, ale poza słowem, mamy też wspaniałe obrazy, którymi na stałe zapisała się w światowej sztuce.