Tym razem autorka przenosi nas do siedemnastego wieku, na Morawy, a więc na drugą stronę Sudetów, z którymi przecież łączą ją silne więzi.
Monika znakomicie rysuje postaci, które są autentyczne, wzięte z epoki, a zatem pasujące do niej doskonale - ze wszystkimi swoimi słabościami, ale i pozytywnymi cechami. Gdyby istniał wehikuł czasu i możliwe byłoby osadzenie ich właśnie tam - to wszyscy by pasowali.
A temat, jaki pokazuje nam autorka, nie należy do najłatwiejszych w naszej historii - wręcz są to czarne tej historii karty. Mowa o procesach czarownic, które przecież były powszechne w dawnych stuleciach nie tylko u naszych południowych sąsiadów. Nie tak dawno recenzowaliśmy dla Was świetną skądinąd książkę Patrycji Pelicy, która opisuje autentyczną historię ostatniej spalonej za czary kobiety, mieszkanki siedemnastowiecznego Słupska.
Obie panie spotkają się zresztą w sobotę na panelu dyskusyjnych w czasie Poznańskich Targów Książki - będzie tam jeszcze jedna autorka, Anna Musiałowicz, która również odniesie się do dramatycznych kart nie tylko polskiej historii.
Wracając jednak do "Wiedźmy z Sudetów"... Książka przekonuje znawstwem historycznym - bohaterowie są dobrze scharakteryzowani i ciekawi zarazem. Śledząc ich losy z łatwością wyobrażałem sobie tamtejszą rzeczywistość. A sceny takie jak ta w karczmie, kiedy pewien nie do końca pozytywny bohater wchodzi, budząc powszechny strach, zjada posiłek i nie płacąc wychodzi - należą do moich ulubionych. Ale też doskonale opisane są same przygotowania do procesu.
Książkę zaprezentowało Wydawnictwo Replika, a autorka będzie na rozpoczynających się w piątek Poznańskich Targach Książki.