Cenne kamienie były wysłane, by wspomóc walczących powstańców listopadowych. Choć oczywiście nie ma pewności, że były na pokładzie. A statek, który zatonął i który pierwotnie miał dotrzeć do Szczecina, nazywa się Albion.
Książkę "Wrak Albionu" Leszka Hermana zaprezentowało Wydawnictwo Muza. Skarb mamy oczywiście z tyłu głowy, ale poznajemy też niezwykle ciekawe środowisko poszukiwaczy, którzy założyli firmę eksplorującą morskie dno. I zdobyli przy tym niemały rozgłos. A trzeba przyznać, że odkrywanie skarbów bardziej chyba przypomina robotę detektywa, mozolną, pełną znaków zapytania i przykrych niespodzianek, niż kolorową przygodę Indiana Jonesa.
I może na zachętę urywek tej historii:
"Paulina oderwała wzrok od monitora i spojrzała w morze. Gdy Albion przepływał wzdłuż brzegów Portpatrick, to właśnie ta latarnia musiała go prowadzić. Parowiec popłynął na południe i został jeszcze dostrzeżony z kolejnej latarni w Corsewall, na końcu półwyspu, także zbudowanej przez dziadka autora 'Wyspy skarbów'. A potem wszelki ślad po nim zaginął".
Wkrótce dowiadujemy się, że miejsce, w którym spoczywa wrak, kryje w sobie jeszcze wiele tajemnic z późniejszych czasów.
Książka zdecydowanie nie tylko o skarbach, godna do odłożenia na feryjny albo wakacyjny czas.