NA ANTENIE: ONE/U2
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

Rewolta po poznańsku [RECENZJA]

Publikacja: 16.03.2026 g.06:27  Aktualizacja: 16.03.2026 g.12:47 Eliza Hajdenrajch
Poznań
Czy historia, którą opowiadamy ponownie, traci na tym, że ją powtarzamy? To parafraza pytania, które pada w nowym spektaklu Teatru Muzycznego w Poznaniu. Czy faktycznie tak jest? Już spieszę z odpowiedzią!
Rewolta Teatr Muzyczny - Wojtek Wardejn
Fot. Wojtek Wardejn

Spis treści:

    Młoda burzy się krew

    Rewolta to historia dwóch braci osadzona w kontekście wydarzeń Poznańskiego Czerwca 56’. Można by pomyśleć, że temat robotniczego zrywu w stolicy Wielkopolski został już odmieniony przez wszystkie możliwe przypadki. Paradoksalnie jednak nie nazwałabym tego powtarzaniem tej samej historii. Powód jest prosty. Jak podkreślają twórcy, Rewolta skierowana jest przede wszystkim do młodych odbiorców – uczniów liceów, techników i innych szkół średnich. 

    Dla nastolatków i młodych dorosłych, niezależnie od miejsca zameldowania, Poznański Czerwiec może być wydarzeniem bardzo odległym – nie tylko w sensie czasu. To okres, do którego nauczyciele często nie dają rady dotrzeć na lekcjach historii (lub docierają, gdy młodzież myślami jest już dawno na wakacjach). W tym kontekście spektakl nie jest powtórzeniem znanej opowieści, a suplementem lekcji, której w szkolnej rzeczywistości mogą w ogóle nie doświadczyć. Musical staje się więc próbą zobrazowania w nowoczesnej i odważnej formie pojęcia, które młodzi ludzie mogli co najwyżej kiedyś, gdzieś usłyszeć lub zobaczyć na tabliczce z nazwą ulicy – niekoniecznie wiedząc, co się za nim kryje.

    Historia musicalem się toczy

    Co ciekawe, taka forma opowiadania przeszłości nie jest niczym nowym. Na scenach teatrów muzycznych na całym świecie oglądaliśmy już tańczących ojców założycieli Ameryki, rapującego Lecha Wałęsę czy żony Henryka VIII jako koncertujące królowe popu. Przybliżanie historii młodym ludziom poprzez musical nie jest więc odkryciem samym w sobie. W Teatrze Muzycznym w Poznaniu zastosowano jednak inny ciekawy zabieg.

    W spektaklu nie pojawiają się postacie wprost wyjęte z kart podręczników – musical ma charakter fabularyzowany, więc nie spotkamy tu konkretnych historycznych figur. Co więcej, bohaterowie nie rapują, a nie jest to wcale oczywiste. Takie ujęcie i forma stały się niezwykle popularne od czasu premiery (i globalnego sukcesu) musicalu Hamilton w 2016 roku. Zamiast recytowania pod bit, twórcy zdecydowali się na tzw. jukebox musical (tłumacząc na polski: musical szafa grająca). To twór, który nie zakłada tworzenia nowych utworów (rapowanych lub nie). Taki musical jest utkany z utworów, które już istnieją. W tym przypadku są to teksty zespołu Maanam i Kory Jackowskiej.

    Czy młodzież naprawdę potrzebuje morału?

    Piosenki zostały zaaranżowane tak, żeby pomagały historii płynąć, stanowiąc jej uzupełnienie. Dzięki temu wszystkie tryby historii opowiadanej na scenie pracują, jak dobrze naoliwiona maszyna. Zgrzyt pojawia się dopiero wtedy, kiedy maszyna na chwilę staje, a na pierwszy plan wychodzą robotnicy – pełniący w musicalu funkcję narratorów. To oni komentują wydarzenia, wypowiadają didaskalia i opisują widzom to, co dzieje się na scenie. W pewnym momencie zatrzymują oni (całkiem dosłownie) bieg historii i wygłaszają coś w rodzaju morału. Ten fragment wywołał u mnie pewne zakłopotanie.

    Doskonale wiem, że ta współczesna młodzież często ma przyklejaną łatkę osób z umysłem i uwagą przeżartą przez krótkie formy z internetu, TikToki oraz dynamiczne montaże. Wydaje mi się jednak, że wbrew tej obiegowej opinii ta nasza współczesna młodzież potrafi myśleć samodzielnie i wyciągać własne wnioski. Dlatego takie dopowiadanie sensów i upewnianie się przez twórców, że tekst zostanie właściwie odczytany jest zwyczajnie niepotrzebne. Finalnie sprawia to wrażenie braku zaufania do inteligencji widza – nie tylko młodego, ale i dojrzałego (w dowolnym tego słowa znaczeniu). Zresztą podobne opinie słyszałam także w rozmowach po premierze.

    Czy rewolucja musi być rewolucyjna?

    Rewolta nie jest może spektaklem rewolucyjnym jeśli chodzi o obecny krajobraz musicalowy w Polsce i na świecie, ale na pewno jest czymś świeżym i wartym uwagi. Szczególnie ważny wydaje się tu wymiar lokalny. Poznański Czerwiec 1956 w szkolnych salach nie zawsze jest omawiany z taką pieczołowitością, na jaką zasługuje.

    Umówmy się, sam spektakl także nie jest szczegółową lekcją historii. To spojrzenie na przeszłość przez pryzmat licencji poetyckiej i twórczości zespołu Maanam. Jeśli ktoś miałby zdawać z tego tematu sprawdzian, zdecydowanie powinien sięgnąć do podręcznika. Jednak może właśnie po obejrzeniu musicalu łatwiej będzie po ten podręcznik sięgnąć.

    https://www.radiopoznan.fm/n/FAFdxC
    KOMENTARZE 0