NA ANTENIE: WEAK IN THE PRESENCE OF BEAUTY/ALISON MOYET
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

Na co do kina? „Drive my car” w reżyserii Ryûsuke Hamaguchiego

Publikacja: 11.04.2022 g.12:04  Aktualizacja: 11.04.2022 g.12:15
Kraj
Z Oscarem za najlepszy film nieanglojęzyczny.
drive my car plakat
Fot.

Spis treści:

    Ceremonia wręczenia Oscarów rokrocznie powoduje ten przyjemny skutek, że na kinowe ekrany powracają świetne filmy, ponownie wzbudzając zainteresowanie widowni, a czasem przyciągając większą uwagę, niż w momencie kinowych premier. W ostatnich tygodniach mieliśmy więc szansę, by obejrzeć w kinach „Drive my car” w reżyserii Ryûsuke Hamaguchiego, obraz uhonorowany Oscarem za najlepszy film nieanglojęzyczny.

    To był jeden z oscarowych pewniaków. Zgarnął wcześniej wiele prestiżowych nagród, stąd jego zwycięstwo w tej kategorii były przewidywane przez wielu. A może wydawać się to zaskakujące, bo to trzygodzinny obraz, utrzymany w stonowanej estetyce, pozbawiony fabularnych fajerwerków i oparty po troszę na dialogach, a po troszę na pauzach. Jawi się więc jako film wymagający, któremu jednak udało się dotrzeć do międzynarodowej widowni. Przyczyny jego sukcesu będą jednak jasne dla każdego, kto go zobaczy, bo to film po pierwsze bardzo uniwersalny, a po drugie hipnotyzujący. 

    Źródła jego uniwersalności upatrywałabym w podstawowym dla tej historii, a jak nam bliskim od wieków, motywie teatru świata. Życie jako scena, scena jako odbicie życia, dzieje ludzkości porządkowane przez opowiadanie historii, budowanie opowieści i dzielenie się nimi z innymi, jako odkrywanie sensów, powtarzanie tych samych fabuł, jako utrwalanie wartości… To wszystko mieści się w tym filmowym dziele, które łączy w jednym obrazie wrażliwość współczesnych mieszkańców Japonii z zupełnie ponadczasową i niezależną od szerokości geograficznej siłą dramatów Czechowa i Becketta.

    A co miałam na myśli, uznając ten film za hipnotyzujący? Z jednej strony jest to cecha zdjęć - długich ujęć, z dbałością operujących czystym światłem, utrzymanych w harmonii i przejrzystości. Z drugiej to niespieszny tor toczenia narracji, narzucający jakąś wyjątkową wrażliwość i namysł nad scenami, kadrami, słowami i ciszą. To coś, z czym pozostajemy po seansie, jakaś wyjątkowa częstotliwość narzucona myślom, wymuszająca uważność.

    Jeśli do pełni przedstawienia brakuje nam jeszcze zarysu fabuły, to w pierwszej kolejności podkreślę, że jest ona oparta na prozie Murakamiego. Głównym bohaterem jest reżyser teatralny, a do wątków przewodnich zaliczyć można miłość małżeńską w konfrontacji ze zdradą, niecodzienną relację dwóch mężczyzn, połączonych miłością do jednej kobiety i porozumieniu, rodzącym się na przekór pozornych różnic.

    Konkurentem w wyścigu po Oscara dla „Drive my car” była „Ręka Boga” Paolo Sorrentino. To ciekawe jak starły się ze sobą dwa światy: buzującego energią Neapolu i powściągliwego dystansu miast Japonii. Polecam przekonać się, który z tych kierunków jest Państwu bliższy, bo niewątpliwie oba są warte poznania.

     

     

    https://www.radiopoznan.fm/n/2nfoCS