Budynek katedry został kompletnie zniszczony. Ocalała jedna ściana i ołtarz. Ks. Dogondke mówił na naszej antenie, że jej odbudowa będzie działaniem odłożonym w czasie.
"Najważniejsi są ludzie" - mówił ks. Dariusz Dogondke.
Pierwszą rzeczą do zrobienia będzie pomoc parafianom. Z tego, co wiemy, to parafianie też przeżyli. Chociaż niektóre z domów naszych parafian z całą pewnością są nie do zamieszkania. Jest to tragedia dla nich osobiście, ale też dla całej wspólnoty. Będziemy się musieli zorganizować. Na dzisiaj trudno mi powiedzieć, jak to będzie wyglądało. Wiem, że w ogrodzie kompleksu zabudowań są wydawane posiłki
- mówi ksiądz.
Ks. Dariusz Dogondke dodał, że jeśli ktoś chce pomóc ofiarom trzęsienia ziemi w Turcji, najlepiej zrobić to angażując się w zbiórkę Caritas, ponieważ dotarcie indywidualnej pomocy jest w tej chwili utrudnione ze względu na skalę zniszczeń.
Cała rozmowa poniżej:
Łukasz Kaźmierczak: Jest ksiądz proboszczem katedry w Iskenderunie w Turcji, chociaż chyba powinienem użyć czasu przeszłego... Był ksiądz proboszczem, bo katedry już nie ma.
ks. Dariusz Dogondke: Katedry nie ma, ale katedra to miejsce dość szczególne dla całego regionu – tam rezyduje biskup. Jestem czwarty rok w Turcji i od samego początku ksiądz biskup powierzył mi funkcję proboszcza katedry w Iskenderun.
Zdjęcia są przerażające. Została kupa gruzów, jedna ściana i kawałek ołtarza.
Ten kościół został wybudowany pod koniec XIX wieku. Na dzień dzisiejszy będziemy patrzeć, co się dzieje. Chciałbym też zaznaczyć, że szczególność tego miejsca polega na tym, że w okolicy, w promieniu 100 metrów można znaleźć trzy kościoły katolickie różnych obrządków.
W Turcji to chyba wyjątek.
Jest też malutki kościółek, którego stanu budynku nie znam i nie wiem, co się z nim stało. Jest mniejszy, więc być może ta struktura przetrwała. To kościół katolicki obrządku bizantyjskiego.
To są rzeczy, które trochę pomagają nam umiejscowić Iskenderun. To jest niedaleko granicy z Syrią. Jak daleko jest to miasto od epicentrum trzęsienia ziemi?
Trudno mi powiedzieć, ale myślę, że 150-200 km, bo epicentrum było w okolicach miasta Gaziantep.
Zastanawiam się, na ile ksiądz miał w tym wszystkim szczęście? W sobotę ksiądz przyleciał na kilka dni do Polski, a jak patrzę na to, jak wygląda parafia, to być może uratowało to księdzu życie.
Wszystko jest możliwe. Nie wiem, nie umiem tego powiedzieć. Wszyscy mieszkańcy naszego domu przeżyli. Dom ocalał, choć nie wiem w jakim stopniu będzie możliwy do zamieszkania. Niemniej, wszyscy przeżyli i teraz organizują pomoc na miejscu. Musimy się zawsze skupić na ludziach. To jest pierwsza rzecz. Nawet patrząc na gruzy katedry, to będzie dalszy etap naszego zaangażowania.
Teraz potrzebna jest pomoc bezpośrednia.
Tak. Pierwszą rzeczą do zrobienia będzie pomoc parafianom. Z tego, co wiemy, to parafianie też przeżyli. Chociaż niektóre z domów naszych parafian z całą pewnością są nie do zamieszkania. Jest to tragedia dla nich osobiście, ale też dla całej wspólnoty. Będziemy się musieli zorganizować. Na dzisiaj trudno mi pwiedzieć, jak to będzie wyglądało. Wiem, że w ogrodzie kompleksu zabudowań są wydawane posiłki. Tym bardziej, że kuchnia jest na to przygotowana, bo codziennie wydawaliśmy posiłki dla biednych i je rozwoziliśmy. Kuchnia jest przygotowana, żeby pracować na trochę zwiększonych obrotach, niż to można sobie wyobrazić w życiu codziennym. Wielu osobom, które tam są i nie wiedzą, gdzie się udać, są wydawana na przykład obiady.
Pytanie o skalę zniszczeń, ale też o to, co może się jeszcze stać, bo oprócz tego, że mogą być wstrząsy wtórne, to widziałem wczoraj zdjęcia płonącego portu w Iskenderunie. To jest właśnie port, w którym płoną kontenery. To wszystko może tam wybuchnąć, bo to jest gigantyczny pożar.
Tak, owszem, widziałem te zdjęcia, które pokazują ogromny pożar w porcie. Jest także naftoport. On jest o kilkanaście kilometrów oddalony od Iskenderunu, ale są tam urządzenia, związane z odbiorem i przesyłem gazu, także to wszystko jest bardzo niebezpieczne.
Trochę jakbyście siedzieli na bombie. Cały czas trwa wyścig z czasem. Oglądam te dramatyczne zdjęcia i oprócz tego, że tysiące osób uznaje się za zaginione, to wielu z nich czeka na ratunek pod gruzami. Słychać krzyki ludzi... Ksiądz na pewno się kontaktuje z Turcją, co mówią ludzie?
Kontaktuje się, jednak jest to bardzo ograniczone. W pierwszym dniu w ogóle nie udało mi się skontaktować. Jedyny kontakt miałem przez księdza, który jest na miejscu i on mi wysłał kilka wiadomości, co się dzieje. Jeżeli chodzi o kontakt z ludźmi, to od czasu do czasu udaje mi się nawet porozmawiać. Na ogół to są krótkie informacje wysyłane przez międzynarodową aplikację. Oni nie mają tam dostępu do prądu, więc nie mają jak naładować tych komórek, a są atakowani przez bliskich telefonami... Widziałem również zdjęcie samego centrum, gdzie jest główna trasa, która przechodzi przez Iskenderun. Tam jest wiele zniszczeń i żadnych przejeżdżających samochodów, oprócz dźwigów i ciężkiego sprzętu. W tym momencie nawet dotarcie do tego miasta może być bardzo utrudnione, a nawet nie wiem, czy możliwe... Jak słyszałem, w niektórych miastach został ogłoszony stan kryzysowy, co jak myślę, dotyczy też Iskenderunu.
Pytanie, jaka będzie skala ofiar. Przeraża mnie wizja trzęsienia ziemi o bardzo podobnej skali w 1939 roku. Wtedy zginęło 30 tys. osób. To może być podobna tragedia?
Tego nie wiem. Historii trzęsień ziemi też nie znam. To nie był temat, którym się zajmowaliśmy. Każdy żył tym codziennym życiem, aż tu nagle przyszło takie przypomnienie, które pokazuje, że przyroda ma ogromną potęgę i trzeba się z nią liczyć. Trzeba umieć się też zabezpieczać. Myślę, że tu jest wielki problem, ponieważ budownictwo chyba nie jest przystosowywane. Wiadomo, że to jest teren aktywny sejsmicznie, ale buduje się tak, żeby szybko i ekonomicznie... A przychodzi taka chwila, kiedy to wszystko zaczyna się odbijać na zwykłych ludziach, którzy cierpią.
Wydaje mi się, że to nie jest też najbogatszy rejon świata.
To z pewnością nie jest bogaty region. Choćby z tego powodu, że dociera tam niewielu turystów, chociaż docierają. Antiochia Syryjska jest bardzo znana. Na ogół turyści, którzy w tamte tereny się zapuszczają, to chcą dotrzeć do Antiochii Syryjskiej. Gaziantep może niekoniecznie, ale następne z wielkich miast, czyli starożytna Edessa, a obecnie Sanliurfa, gdzie też turyści docierają. Tam było widać na zdjęciach zamek, może ktoś kojarzy, z Aleppo, ale myślę, że nawet te kolejne miejsca są w jakiś sposób dotknięte tą tragedią. Wiele zabytków też ucierpiało i nie wiadomo, czy turyści będą przyjeżdżać.
To wielka niewiadoma. Ksiądz zaraz wraca do Turcji...
Mam nadzieję, że mój bilet nie zostanie anulowany, bo wszystko jest możliwe. Ja dotrę do Adany, która też jest dotknięta, ale jest oddalona od epicentrum bardziej niż Iskenderun. Z tego, co mi wiadomo, to właśnie tam lądują wszystkie ekipy ratownicze. Mam nadzieję, że to lotnisko przyjmie samolot i będę mógł wrócić. Najbliższe lotnisko między naszą miejscowością, a Antiochią jest całkowicie zniszczone, tam na pewno żaden ruch lotniczy się nie odbywa. Słyszałem też o osobach, które zostały uwięzione na tym lotnisku, ponieważ nie mają jak wyjechać, ani jak wrócić. To są bardzo poważne problemy.
Życzę bezpiecznego powrotu, żeby ksiądz bezpiecznie dotarł do miejsca swojej pracy duszpasterskiej. Czy my, z naszej perspektywy, możemy jakoś pomóc ofiarom tej sytuacji, tym którzy zostali bez dachu nad głową?
Kolejne trudne pytanie, na które nie umiem udzielić odpowiedzi wprost. Chyba najlepszym i najbezpieczniejszym rozwiązaniem jest zaangażowanie w zbiórkę, którą będzie prowadziła Caritas Polska. Oni mają narzędzia, żeby docierać w te miejsca. Tam, gdzie ja jestem w Iskenderunie, też jest oddział Caritasu naszej diecezji, dlatego możliwa jest współpraca między tymi instytucjami. W sposób bardzo prywatny, to ta pomoc jest trudna do przekazywania. Trzeba zaufać i oprzeć się na sprawdzonych instytucjach takich, jak Caritas.