NA ANTENIE: KIEDY PADA SNIEG/T-RAPERZY ZNAD WISLY

Hippiesi, kudłacze, chwasty. Hipisi w Polsce w latach 1967–1975

Publikacja: 06.08.2019 g.12:06  Aktualizacja: 06.08.2019 g.12:05
Pojawili się na ulicach polskich miast w momencie, gdy ruch hipisowski w Ameryce i w Europie Zachodniej osiągnął swoje apogeum.
hipisi_prl
Fot.

Początkowo mówili o sobie „hippiesi", lekko tylko spolszczając angielską nazwę. Od większości swoich rówieśników odmienni stylem bycia, a przede wszystkim wyglądem, zostali uznani za „zjawisko o potencjalnych warunkach kryminogennych". O hipisach z dr Bogusławem Traczem, autorem książki „Hippiesi, kudłacze, chwasty. Hipisi w Polsce w latach 1967–1975”, rozmawia Jacek Kosiak.

--------------------------

Tytuł twojej książki trzeba dobrze zrozumieć.

To jest tytuł z kluczem. „Hippiesi” to słowo, które jest kalką z języka angielskiego. Początkowo sami hipisi tak siebie nazywali. Nie wiedzieli, jak poprawnie wymówić „hippies”. Mówili też o sobie – ludzie. Po prostu ludzie. Albo „hippiesi”. Z czasem zaczęto mówić „hipisi”. Ale na początku hipis zatrzymany przez milicję, na pytanie „kim jesteś”, odpowiadał, że jest„hippiesem”.

Stąd się wziął pseudonim Ryszarda Terleckiego. Pies.

Również dlatego, że gdy miał długie włosy, przypominał spaniela.

Kudłacze?

To słowo zaczerpnąłem ze Sprawy Operacyjnego Rozpracowania „Kudłacze”, na którą Służba Bezpieczeństwa założyła na ruch hipisowski.

Państwo Gomułki, a później Gierka było bardzo przewrażliwione na punkcie wychowania młodzieży.

Po 1956 roku nie było już tylu ludzi w więzieniach co w czasie stalinizmu, ale na porządku dziennym było pałowanie i zamykanie na 48 godzin. Społeczeństwo miało być podporządkowane programowi ideologicznemu partii, która chciała sprawować rząd dusz. Mówiła co ma się myśleć, co czytać, czego słuchać i jak się ubierać. Szczególnie młodym. Osoby starsze uznawano za stracone dla systemu. Partia wychodziła z założenia, że młodego człowieka można kształtować jak plastelinę. Ale młodzi nie tylko nie dali się giąć, ale co gorsza dla władzy, chcieli żyć jak ich rówieśnicy na Zachodzie. Manifestowali to wyglądem i zachowaniem. A przecież wszystko to, co na Zachodzie jest złe. Hipisi to młodzież, która nie chce podporządkowywać się regułom obowiązkowego zameldowania, nie chce chodzić do szkoły, nie chce pracować. Przecież w PRL wszyscy mają zaszczytny obowiązek pracy. Ta młodzież nie chce odbywać zasadniczej służby wojskowej. Władze bały się, że znajdą się naśladowcy takiej postawy. Trzeba było zrobić wszystko, żeby powstrzymać, jak to mawiano, dywersantów moralnych. Sugerowano, że ktoś z Zachodu kieruje ich zachowaniem, aby rozsadzali społeczeństwo od środka.

A chwasty?

To określenie pojawia się w artykule w jednej z gazet nauczycielskich. Są inne pojęcia. Brudasy. Tak nazywano mężczyzn z długimi włosami, co jest paradoksem, bo oni właśnie o te swoje długie włosy bardzo dbali. Nawet przesadnie.

Czy ruch hipisowski był masowy, czy elitarny?

Pytanie co rozumiemy pod słowem masowość. Czy ruch liczący tysiąc osób można nazwać masowym? Pół miliona? Myślę, że nie był to ruch masowy, chociaż jednocześnie nie był ograniczony do elit. Miał szanse stać się ruchem masowym, gdybyśmy żyli w wolnym kraju z bardziej tolerancyjnym społeczeństwem.

Tylko czy wtedy istniałaby potrzeba kontestacji?

W wolnej Ameryce była na pewno. W każdym większym polskim mieście byli hipisi. W mniejszych miastach też. I na prowincji również.Zjawiska hipisów nie można porównać do Solidarności, czy ruchu oazowego, który działał niemal przy każdej parafii. Był to ruch w rozkroku. Nie każdy miał tyle temperamentu, by się przyłączyć do hipisów. Pamiętajmy, że bycie pankowcem pod koniec lat 80-tych było czymś innym niż bycie hipisem w latach 60-tych. W latach 80-tych można było dostać w twarz za poglądy, nie za wygląd. W latach 60-tych dostawało się za długie włosy.

A może milicjanci mieli za złe, że młodzież neguje ich aspiracje do życia w socjalistycznym państwie.

Dla wielu młodych chłopaków służba w milicji była awansem społecznych. Przenosili się z biednej wsi do miasta. Posiadali władzę i prestiż. Tymczasem przychodzą hipisi i mówią, że to co robisz jest głupie, bez sensu. Milicjant nie musiał dostawać wyraźnego rozkazu rozprawiania się z młodzieżą w długich włosach. Mogli ich po prostu nie lubić.

Stąd pewnie „ścieżka zdrowia” po zlocie w Chęcinach pod Kielcami.

Dajmy im bardzo ostro w tyłek, to być może za rok już w to miejsce nie wrócą. Zbijmy na wszelki wypadek. Społeczeństwo wychowuje się represyjnie metodą kija i marchewki, przy czym częściej kija.

Ilu hipisów był konfidentami bezpieki?

To pytanie ważne, ale nie najważniejsze. Ruch hipisowski rozpracowywano różnymi metodami – podsłuchami, czytaniem listów, rozmowami z nauczycielami i tak dalej. Były dwa typy informatorzy – ci pozyskiwani przez MO i ci pozyskiwani przez SB. Wydaje mi się, że jeśli chodzi o hipisów, bardziej wykorzystywano informatorów milicyjnych. Pozyskanie do współpracy szesnastolatka, który eksperymentuje, boi się rodziców, ma problemy w szkole, było prostą sprawą. Roli agentury nie przeceniałbym. Pisze o niej, ale nie przywiązuje do niej wielkiej wagi, bo też co ci ludzie mieli do powiedzenia. Najczęściej mówili o rzeczach powszechnie wiadomych. Byli i agenci szkodliwi. Gdy w Otwocku powstała komuna hipisowska, SB wiedziała, gdzie są schowane klucze i o której godzinie można wejść do środka. To nie były jeszcze czasy ostrek walki politycznej, takiej jak po 1976 roku. Proszę też pamiętać, że nie ważne ilu agentów się pozyska, ale jakie informację oni przynoszą.

Hipisi to pierwsze pokolenie, które nie przeżyło wojny.

Wojna nadal była traumą. Myślę, że i dziś gdzieś tkwi w nas. Rzeczywiście to są roczniki pierwszego wyżu demograficznego. Oni nie chcą tylko odbudować Polsli, materialnie się zabezpieczyć, zalizać powojenne rany. Oni chcą zbudować nowy świat. Nie koniecznie chcą chodzić do szkoły zawodowej i brać udział w wykopkach ziemniaków. Pragną alternatywy. Inaczej niż bikiniarze, którzy doświadczyli wojny i przebierali się po pracy. Hipisi kontestują i pragną społeczeństwa alternatywnego.

dr Bogusław Tracz – historyk, pracownik Biura Badań Historycznych katowickiego oddziału IPN.

https://www.radiopoznan.fm/n/BZUX31
KOMENTARZE 3
Piotr Pażucha
Pozhoga 06.08.2019 godz. 16:01
,,Państwo było przewrażliwione na punkcie wychowania młodzieży" - czego nie da się powiedzieć o postmagdalenkowym ,,raju", a wielka szkoda. Może wtedy wulgaryzmy lecące ze str p. Owsiaka miałyby mniej odbiorców.
Mam jeszcze pytanie: co ,,mięli" milicjanci ? Może czapki, a może przekleństwa w zębach ?
Piotrek Świątkowski
Piotrek Świątkowski 06.08.2019 godz. 15:34
Okres urlopowy :)
Irmina Sadecka
Irmina 06.08.2019 godz. 12:37
Dziękuję za opublikowanie rozmowy 2 tygodnie od emisji :)

SERWIS INFORMACYJNY


GODZINY: 18:00 19:00 21:00 22:00 23:00

POLECANE W TEJ KATEGORII

@TWITTER