Działo się w to w nocy z 19 na 20 marca 1986 roku. Sprawcy z Gdańska wpadli w ręce milicji zaledwie 6 dni po włamaniu.
Sprawcy wykorzystali remont katedry i weszli w nocy do środka po rusztowaniach. Odrąbali część srebrnego relikwiarza św. Wojciecha, uszkadzając zabytek. Część łupu, której nie dali rady unieść, schowali w piasku przy katedrze.
Śledztwo rozpoczęła milicja. "W poszukiwaniach brali udział także mieszkańcy i klerycy" - wspomina ówczesny kleryk, a dziś prymas Polski abp Wojciech Polak.
To był wielki szok i wielki ból. To był trudny czas, bo niedawno skończył się stan wojenny. W 1984 roku zamordowano ks. Popiełuszkę, więc był to dla Kościoła czas niesamowitego napięcia, ale raczej od początku byliśmy przekonani, że jest to zwykła kradzież, wielka profanacja i wielkie barbarzyństwo
- mówi prymas Polski.
Poszukiwania sprawców były utrudnione, bo jak się później okazało, dwaj złodzieje odjechali do Gdańska koleją z 26 kg srebra w torbach sportowych. Sprawcy z paserem przetopili w Gdańsku odłamki srebra. Zostali skazani na 15 lat więzienia.
Srebrny relikwiarz odbudowano, a dziś wnętrze katedry jest chronione systemem alarmów.