NA ANTENIE: DESZCZ W CISNEJ/KRYSTYNA PRONKO
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

Krętą drogą na szczyt z Teskey Brothers - recenzja Ryszarda Glogera

Publikacja: 28.07.2023 g.13:01  Aktualizacja: 28.07.2023 g.07:25 Ryszard Gloger
Poznań
Już od dawna nie trzeba stawać na głowie, żeby słuchać muzyki z Australii. W zamierzchłej przeszłości poznawaliśmy muzykę z tamtego kontynentu, dopiero kiedy artyści z Australii, decydowali się zapuścić korzenie w Europie lub w USA.
The Teskey Brothers „The Winding Way” - okładka płyty
Fot. okładka płyty

Tak było w przypadku braci Gibb i zespołu Bee Gees, gwiazda Nicka Cave’a zajaśniała kiedy pojawił się na dłużej w Londynie. Nie inaczej potoczyły się losy gwiazdy muzyki pop Kylie Minogue. A jednak dawne skojarzenia nasuwają się również w związku z zespołem z Melbourne, który działa od 15 lat. Tamtejszy rynek muzyczny odkrył grupę The Teskey Brothers stosunkowo późno i też był zaskoczony. Drugi album w karierze kwartetu „Run Home Slow” otrzymał 6 nominacji do tamtejszej nagrody Fryderyka, która nazywa się Aria Award.

Dla braci Teskey, którzy są filarami ansamblu, czas jakby się zatrzymał. Komponują i wykonują własną muzykę w staromodnej manierze soulowo-bluesowej. Nie jest to jednak precyzyjne kopiowanie klasyków Otisa Reddinga czy Percy Sledge’a w aurze nagrań ze studiów w Muscle Shoals w stanie Alabama. Jakieś tajemne siły sprawiają, że złudzenie jest wręcz szokujące. W pierwszym rzędzie decyduje o tym wokalista Josh Teskey - ma cudownie chropawy głos i śpiewa z niebywałym wyczuciem, nie szczędząc emocji wkładanych w każdy takt piosenki.

Na koncerty australijskiej grupy The Teskey Brothers w Europie, bilety znikają błyskawicznie. Wzrastającą popularność zespołu podkręciła, wymieniona wcześniej, świetna płyta studyjna „Run Home Slow” i aż trzy zdobyte w 2019 roku nagrody Aria. Grupa planowała dołączyć Warszawę do wielu innych miejsc, podczas kolejnej trasy europejskich koncertów. Pandemia niespodziewanie mocno zachwiała fundamentem zespołu. Odeszli perkusista i basista. Wszystko wróciło do punktu wyjścia, kiedy braci Teskey zaczynali jako duet. Na szczęście i w takiej sytuacji potrafili stworzyć nowe piosenki i nagrać cały album zatytułowany „The Winding Way”. I znowu głos, a dokładniej śpiew Josha Teskey ma rzeczywiście magnetyczną siłę.

Jeszcze na otwarcie płyty w nagraniu „I’m Leaving” może się wydawać, że ktoś podsunął nam nieznaną piosenkę Otisa Reddinga. To lekka ballada, w kołyszącym rytmie i z melodyjnym refrenem. Również następny kawałek „Ocean’s Of Emotions” można zaliczyć do popularnych piosenek, których z przyjemnością słucha się w radiu lub na dopiero co rozkręcającej się potańcówce. Następne nagranie „Take My Heart”, włożone na kompilację przebojów słynnej wytwórni Stax, mogłoby także zwieść wielu słuchaczy autentycznością. Tymczasem to współczesny numer stworzony przez braci Teskey. Zagrana na instrumentach akustycznych piosenka „Carry Me Home” przypomina jako żywo utwór w popularnym stylu americana. Gdyby zrobić remiks i dodać do tego dziarską sekcję rytmiczną, wyszłoby wręcz skoczne country. Ale już nagranie „Blind Without You” to coś więcej niż piosenka soulowa w starym stylu. Ucho odbiorcy wyłapie rozbudowaną formę, zwolnienia i przyspieszenia rytmu, bogatszą aranżację. Słuchacz nie pozostanie również obojętnym na śpiew Josha Teskey’a. W utworze „Rich Man” to cykliczne podejmowanie rytmu na nowo i motyw melodyczny, mogą mieć skutek hipnotyzujący. Sam Teskey wtrąca partie gitary, bez forsowania dźwięku, raczej podkreślając melodykę kompozycji.

Podobnie jak na koncertach bracia Josh i Sam Teskey potrafią wciągnąć odbiorcę na całego. Robią to niespiesznie, cierpliwie i konsekwentnie dodając drobnych elementów do kolejnych piosenek. Po każdym utworze pozostaje w odbiorcy emocjonalny osad. Bo to nie jest muzyka do tańca lub słuchania mimochodem. W drugiej linii za wokalistą, ciągle reagują dęciaki i instrumenty klawiszowe. W kilku miejscach płyty wprowadzono sekcję smyczków, jest chórek, a nawet pojawia się harmonijka ustna. Nie ma wątpliwości, że Josh Teskey jest wokalnym zjawiskiem, cieniuje głosem śpiew, wydobywając rozmaite barwy i operuje dużym zakresem ekspresji.

Na finał płyty - jak to bracia Teskey mają w zwyczaju - proponują utwór o większym ciężarze gatunkowym. W tym przypadku jest to kompozycja „What Will Be” ze stopniowaniem napięcia. Forma utworu rozwija się od bluesowego zawodzenia w stronę pieśni gospel, aż do soul-jazzowej gorączki instrumentalnej. Mało kto, jak The Teskey Brothers, potrafi wniknąć głęboko w istotę duchowego aspektu współczesnej muzyki.

https://www.radiopoznan.fm/n/9hA3DY
KOMENTARZE 0