NA ANTENIE: Motosygnały
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

Wybuchowa fuzja muzyczna - recenzja Ryszarda Glogera

Publikacja: 09.02.2024 g.13:01  Aktualizacja: 09.02.2024 g.12:40 Ryszard Gloger
Poznań
Nazwa The Fusion Syndicate brzmi jak tytuł filmowego thrillera. W istocie jest to nazwa unikatowej formacji, grupującej muzyków z kilku obszarów gatunkowych muzyki.
The Fusion Syndicate „Beautiful Horizon” - okładka płyty
Fot. okładka płyty

Wspólnota artystyczna jest szczególna i łączy tak wybitnych artystów jak gitarzyści Steve Morse, John Etheridge i Robbie Krieger, basistów Jaha Wobble’a i Alphonso Johnsona. Jedynie zestaw perkusyjny okupuje w każdym nagraniu jeden muzyk - również nie byle jaki - Chester Thompson. Już wymienienie tych kilku znaczących nazwisk prowadzi do drugiego członu nazwy super grupy, czyli angielskiego terminu „fusion”. Rzeczywiście muzycy pochodzą z różnych stron i reprezentują odmiany rocka, od hard rocka przez prog-rocka aż po rocka eksperymentalnego. Gdy spojrzeć na cały syndykat, można zauważyć związki z heavy metalem, punkiem i jazzem. Jaki pomysł, jaka idea jest w stanie stworzyć przestrzeń wspólnej gry tylu muzykom? Klucz jest jeden, dobrze w historii muzyki znany i kryje się właśnie pod hasłem „fusion”.

To przecież na przełomie dekad lat 60-tych i 70-tych łączenie rocka i jazzu nazwano fusion. Później ten nowy kierunek przenikania się gatunków bardzo się rozwinął i zyskał w dużym stopniu autonomię. Grupa The Fusion Syndicate zaistniała po raz pierwszy w 2012 roku płytą „A Speedway Of Saturn’s Rings”, wtedy pod kierunkiem klawiszowców Ricka Wakemana i Tony’ego Kaye’a oraz wymienianego już perkusisty Chestera Thompsona. Nie wiem czy pomysł spotkania tak ekstremalnie różnych muzyków nie wziął się ze słuchania i pewnie podziwu dla kapeli jazzowej austriackiego pianisty Joe Zawinula. Właśnie jego formacja działająca przed laty nazywała się Zawinul Syndicate.

Co zatem wyróżnia The Fusion Syndicate od innych podobnych patchworkowych zespołów muzycznych? Ta formacja jeszcze odważniej przełamuje bariery gatunkowe przekonując, że można budować swobodne struktury muzycznej, umożliwiając jednocześnie uczestnikom projektu swobodną wypowiedź.

Pierwszy utwór „Blood Red Supermoon Musick” na płycie „Beautiful Horizon” jest świetnym przykładem wyzwolenia energii i „dostrajania się” instrumentalistów. Siłą napędową są w tym nagraniu gitarzyści John Etheridge (z zespołu Soft Machine), Fernando Perdomo i basista Jah Wobble. Ciężkie brzmienie sekcji rytmicznej pozwala na gęste improwizacje gitar, które w drugiej części utworu, sprawiają wrażenie połączenia barw gitary elektrycznej i instrumentu klawiszowego. Kolejne odsłony płyty są ekspozycją fantastycznych solistów. Raz jest to gitarzysta Helios Creed, następnie skrzypek Jerry Goodman (z zespołu Mahavishnu Orchestra) czy saksofonista Theo Travis.

Wokalny utwór „Got Me In A Lunar Punk” w połowie płyty jest jakąś odmianą, chociaż Angelo Moore realizuje prostą linię melodyczną opartą na jednym wersie, natomiast ożywczo działa rytm funk jako fundament i solo saksofonu.

Mimo tych różnych instrumentów solowych, gitara elektryczna wybija się najczęściej. W utworze „Meteor Shower” prym wiedzie wirtuozowski popis gitarzysty Marty Friedmana, znanego z zespołu Megadeth. Utwór odbiega od pozostałych tym, że trwa zaledwie 3 i pół minuty i kończy się naturalnie. Pozostałe są wyciszane. I właśnie w tym brylanciku „Meteor Shower” obok Friedmana pojawia się rewelacyjny organista Brian Auger, któremu odebrano szansę na poważniejsze zaistnienie instrumentalne. To jednak była decyzja producenta całego albumu Billy’ego Sherwooda, multiinstrumentalisty znanego z zespołu Yes. Tytułowy, siódmy utwór na płycie to żywiołowy kawałek w latynoskich klimatach, z wiodącą gitarą Robbiego Kriegera z zespołu The Doors.

Do siedmiu premierowych kompozycji dorzucono 3 bonusy z poprzedniej sesji. Może lepszym wyjściem byłoby wykorzystanie innych wersji tych samych kompozycji lub odrzuconych podejść. Reasumując jest to więc płyta z bardzo interesującą muzyką instrumentalną, w której pod wierzchnią warstwą bardzo swobodnej aktywności instrumentalnej wyśmienitych solistów, kryje się klarowna struktura i dynamiczna podstawa rytmiczna.

Płyta „Beautiful Horizon” to doskonały moment dla wszystkich melomanów z różnych stron muzyki, żeby może wyszli ze swoich baniek i posłuchali tego co proponuje The Fusion Syndicate.

http://www.radiopoznan.fm/n/tG3eib
KOMENTARZE 0