NA ANTENIE: DZIEŃ DOBRY WIELKOPOLSKO
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

R. Ziemkiewicz: Niemcy chcą doprowadzić do zmiany władzy w Polsce

Publikacja: 21.09.2023 g.12:55  Aktualizacja: 21.02.2024 g.10:10
Świat
Gość "Kluczowego Tematu" dodał, że tę narrację wpisuje się ostatnio Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński, poprzez swoje stanowisko w sprawie polskiego zakazu importu ukraińskiego zboża.

Ziemkiewicz przypomniał historię wysterowanej kilka lat temu za pomocą Europejskiego Banku Centralnego zmiany premiera we Włoszech. Podkreślił, że podobną operację niemieckie elity chcą przeprowadzić w Polsce i wykorzystują do tego celu ukraińskiego prezydenta. "Coś mu pewnie za to obiecali" - mówił Rafał Ziemkiewicz.

Pan Zełeński jest niezręcznym dyplomatą, więc w swoich wypowiedziach ujawnił, że on działa, jak to mówi prawo – wspólnie i w porozumieniu z Olafem Scholzem w celu wpłynięcia na wynik wyborów w Polsce. Co do końca przyjaźni. Ja w ogóle jestem przeciwnikiem mówienia o jakichkolwiek przyjaźniach. Narody nie mają przyjaciół, narody mają interesy. Państwa mają interesy i mamy się tym kierować

 - mówił publicysta.

Ziemkiewicz zaznaczył, że poprzez działania Komisji Europejskiej próbuje się na nasz rynek wpuścić tanie, ukraińskie zboże, na czym zarobią oligarchowie ze wschodu i zachodnie koncerny. Ma to spowodować, że Prawo i Sprawiedliwość straci głosy polskiej wsi, która na tej operacji straci swoje zyski, a to doprowadzi finalnie do zmiany władzy w Polsce.

 

Poniżej pełny zapis rozmowy:

Roman Wawrzyniak: Kilkanaście miesięcy świetnej prasy właściwie na całym świecie o Polsce i Polakach, przyjmujących uchodźców wojennych z Ukrainy, to już za długo, że musiał powstać film, który ma teraz ten obraz zbezcześcić, zamazać, zniszczyć? Pytam o wydźwięk filmu Agnieszki Holland „Zielona granica”, który w niektórych środowiskach został przyjęty z entuzjazmem nawet, albo oczekiwaniem?

Rafał Ziemkiewicz: Myślę, że nie należy tego wiązać z kalendarzem politycznym. Raczej bym powiedział, że pani Holland robi w nadgorliwości krzywdę obozowi, który wspiera, bo to jest film, który każdego normalnego człowieka bulwersuje. Oglądałem trailery i czytałem wywiady z panią Holland i nóż się w kieszeni otwiera, jak przysłowie powiada. Myślę, że ona to robi w głębokim przekonaniu, że opowiada się za jakąś szlachetną sprawą, a w dodatku wstrząśnie sumieniem Polaków, którzy zagłosują na jakieś lewicowo-liberalne elity. To jest pewna wojna kulturowa, która toczy się już od dawna i toczy się nie tylko w Polsce. Pamiętajmy, że prawdopodobnie ludzie, którzy bili brawo przez 15 minut temu filmowi w Wenecji, to są też ludzie, którzy uważają, że Ronald Reagan był faszystą, a Margaret Tatcher wprowadziła w Anglii faszystowski reżim. To są ludzie, którzy dzisiaj straszą straszliwym populizmem i atakują bardzo brutalnie tych, którzy mówią, że mężczyzna jest mężczyzną, a kobieta kobietą i decydują o tym chromosomy XX albo XY, a nie to, czy się ktoś czuje kim się czuje. Pani Holland jest osobą skrajnie lewicową i skrajnie progresywną, czemu trudno się dziwić przy takim backgroundzie, który posiada i chciała Polaków poniżyć w głębokim przekonaniu, że taka jest jej misja, że walczy z jakimś straszliwym złem, które my reprezentujemy.

Mówię to ze smutkiem, ale być może oklaski otrzymałaby także w Poznaniu, bo tutaj także nie brakuje zwolenników Platformy Obywatelskiej. Chciałem też o nich zapytać w kontekście tego filmu. Jaki oni dostają przekaz od partyjnych liderów, a z drugiej strony od autorytetów w sprawie tzw. „migrantów zarobkowych”? Pytam w kontekście filmu, a z drugiej strony pompowanej przez polityków PO tej tak zwanej pseudo „afery wizowej”.

Nie powiedziałbym, że to jest pseudo afera, ale nie jest to też taka gigantyczna afera, tej samej miary, co na przykład sprawa Konsulatu w Łucku, gdzie było to samo. Parę lat temu wykryto, że tam się zagnieździła taka szajka, która brała łapówki za przyspieszanie wiz, bo nie mówimy o tym, że ktoś brał łapówki za wpuszczanie i przyznawanie wiz osobom, którym się nie należało, chociaż być może były i takie wypadki. Natomiast generalnie mam wrażanie, że trzeba dzisiaj niezłej schizofrenii, albo niezwykłej giętkości kręgosłupa, że by być zwolennikiem Donalda Tuska, bo właściwie codziennie mamy nowy przekaz. Jednego dnia mamy, że PiS sprowadza miliony muzułmanów do Polski, a następnego dnia mamy posłów PO na premierze filmu pani Holland i wrzucane na media społecznościowe zdjęcia „popieramy Agnieszkę Holland”, której w Polsce niewiadomo co grozi. To też jest żenujące, że ona chodzi i opowiada, że w Polsce nie czuje się bezpiecznie. Jak na razie, to same zaszczyty ją spotykają…

Dlatego pytam o to, jaki przekaz dostają wyborcy.

„Zaszczytami zaszczuta”, jak to śpiewał Jacek Kaczmarski o Andrzeju Wajdzie można by sparafrazować, że to jest ta sytuacja. Wracając do tego przekazu, to jest on rozjechany właściwie w każdej sprawie. W pewnym momencie Tusk krzyczy, ze PiS i Kaczyński to Putin, wspierają Putina, po czym prezentuje z dumą faceta, który jako uliczny krzykacz protestował, że PiS nas skłóca z Rosją, przez co oni, rolnicy, mówię o panu Kołodziejczaku, który czuje się reprezentantem polskiej wsi, choć jako żywo nic go do tego nie upoważnia… i przypomnę, że jego głównym hasłem było, że ta głupia PiSowska, pro ukraińska polityka nas skłóca z Rosją i przez to rolnicy tracą świetne rynki zbytu i tracą przez to pieniądze, a jego nic nie obchodzi, tylko pieniądze, które mógłby w Rosji zarobić. Jednego dnia Donald Tusk jest skrajnym lewakiem i mówi, że aborcja, prawa kobiet, a potem z dumą oświadcza, że bierze Romana Giertycha na listy, a potem mówi, że wziął go, ale się nim brzydzi i zrobił to na złość Kaczyńskiemu. Właściwie w każdej sprawie…

Najpierw błogosławi chleb, a potem porzuca go przy śmietniku, albo jego ludzie.

Jego ludzie tak, ale z tym chlebem, pamiętajmy, przecież to pajacowanie, opowieści jak to krzyżem moja mama, pamiętam, każdy bochenek chleba krzyżem znaczyła, a potem znowu jakieś histerie na temat pani Joanny z Krakowa, Marsz Miliona, który miał być w  geście solidarności z tą panią. Kto widział jej występ w Sejmie, po którym natychmiast została zdjęta z agendy, można zobaczyć w Internecie. Ten przekaz jest szalenie rozjechany i tak naprawdę trzyma się tylko… jest taka tożsamość, nazwijmy to tożsamość antypisowska, ale jest to tak naprawdę  tożsamość, mądrze mówiąc, Roger Scruton nazywał to ojkofobią. To jest taka emocja niechęci do własnego gniazda, niechęci do własnej rodziny. Jest duża grupa Polaków, którzy uważają, że Polska to obciach, że trzeba być Europejczykiem. Oni się czują lepsi i tę ich lepszość w 2015 roku zakwestionowano. To jest tak naprawdę podstawa. To jest jedyny przekaz.

Z jednej strony kwestia, jak odbierają to zwolennicy PO, ale z drugiej strony, jak Pan sądzi, jak odbiorą to zwykli Polacy, zwykli obywatele? Film jednak, z ust tych, którzy go obejrzeli, słyszymy, że jest takim przemysłem pogardy, ma opluć polski mundur, tych, którzy dzień i noc bronią naszych granic, ale w swej nienawiści i kłamstwie, można odnieść wrażenie, poszedł tak daleko,  że zastanawiam się, czy Polacy dadzą się na to nabrać i uwierzą w taki przekaz. Mówię o zwykłych, przeciętnych Polakach.

Przede wszystkim nie wierzę, że ten film będzie miał jakąś wielką oglądalność. On funkcjonuje, jako pewien punkt w debacie publicznej i tutaj bardziej funkcjonują wywiady pani Holland. Film jest podobno nudny, jak mówi mój kolega, który to obejrzał. Funkcjonują te przekazy, które pani Holland opowiada, że PiS zbudował jakąś strefę śmierci, gdzie specjalnie uczy swoich siepaczy, oducza ich ludzkich instynktów, uczy się znęcać na ludźmi, bo oni się szykują, że jak po wyborach zdobędą władzę… rządzą od 8 lat, ale pani Holland żyje w kategorycznym imperatywie, że nie mogą zdobyć władzy, bo jak ją zdobędą  to będą ją i innych prześladować ci siepacze, którzy się tam uczą… to gestapo w polskich mundurach. To jest świr po prostu i trudno z tym jakkolwiek dyskutować. Tak jak mówię, głęboka podstawa tego sporu, to są kwestie tożsamościowe. Ludzie, którzy uważają, że doszedł do władzy jakiś ciemny motłoch, bo do 2015 roku rządziły jakieś światłe elity, wielu ludzi się z nimi utożsamia, wyjechali ze wsi i przyjechali do miasta, czują się lepsi, wykształceni, z wielkich miast, choć to wykształcenie jest często śmieciowe, a te ich aspiracje urojone. Właśnie dlatego, że im coś nie idzie, to winę przypisują, że to ta ciemnota, hołota, ci populiści… wszystko co im się z tym kojarzy. Kościół im się z tym kojarzy, to na niego plują. Patriotyzm im się z tym kojarzy, to mówią, że patriotyzm to jest faszyzm, że Marsz Niepodległości to jest jakiś spęd faszystów. Na defiladzie 15 sierpnia w Dzień Wojska Polskiego żaden, poza Krzysztofem Bosakiem,  przedstawiciel opozycji się nie pojawił. To coś znaczy. To jest odrzucenie polskości, jako czegoś, co jest niewygodne. Wracając do filmu, bo Pan o tym wspomniał, zwrócono mi uwagę, że tam jest odwrócenie pewnego propagandowego paradygmatu. Kiedy wcześniej atakowano służby graniczne za to, że rzekomo nie wpuszczają uchodźców, to był taki propagandowy schemat, że służby są złe, straszne, PiSowskie, ale miejscowa ludność pomaga tym uchodźcom, przeprowadza ich, karmi, itd. W filmie pani Holland już nie tylko służby są znieważone. Polacy są tam pokazani, jako taka ciemna dzicz, jak z filmu „Pokłosie”, poza oczywiście panem Stuhrem i panią Ostaszewską, którzy grają właśnie tych z miasteczka Wilanów, dzielnych, dobrych aktywistów, którzy pomagają, a miejscowa ludność, jak w klasycznym Frankensteinie, ciemne chłopstwo z pochodniami, które po polach ściga tych biednych Ahmedów i cepami ich dobija i widłami tych, których nie zabiła Straż Graniczna.

Mieszkańcy Lampedusy być może po obejrzeniu tego filmu stwierdzą, że jednak można się przeciwstawić tej migracji zarobkowej. Inna kwestia, zastanawiam się nad tym, co trzeba mieć w głowie, jeśli widzimy przekazy białoruskie, czy moskiewskie, zachwalające ten obraz. Tak konkludując na koniec tej części naszej rozmowy. Mamy głośną wypowiedź Prezydenta Ukrainy na forum ONZ, w której atakował nasz kraj za blokadę zboża i zaapelował o przyjęcie… to jest też bardzo ciekawe… do Rady Bezpieczeństwa ONZ Niemiec, mówiąc o naszych zachodnich sąsiadach w ten sposób… pozwolę sobie zacytować, bo to mocne słowa: „Niemcy stały się jednym z najważniejszych światowych gwarantów pokoju i bezpieczeństwa”. Czy to oznacza, że maski opadły i wiemy już na kogo stawia Ukraina i to jest rodzaj końca naszej przyjaźni z Ukrainą, a może te działania Ukrainy raczej się wpisują też w oczekiwaną przez niemieckie elity zmiany władzy w Polsce?

Myślę, że niemieckie elity nie oczekują zmiany władzy w Polsce, ale chcą doprowadzić do zmiany władzy w Polsce. Były Sekretarz Skarbu amerykański, którego nazwisko mi w tej chwili uleciało, w swojej książce wspomnieniowej opisał, jak wyglądała operacja odsunięcia od władzy Silvio Berlusconiego we Włoszech. W tym celu Europejski Bank Centralny, który jest pod kontrolą niemiecką, w sztuczny sposób wywołał kryzys finansowy we Włoszech. Wymieniono go na takiego marionetkowego premiera. On się bodajże nazywał Monti, czy Renzi, już nie pamiętam, bo mylę ich ze sobą. Powiedzmy, że taki włoski Balcerowicz. Całkowicie na pasku Unii Europejskiej. Podobną operację zrobiono w Grecji. U nas jest też szykowana taka operacja, w którą się niestety Wołodymyr Zełeński włączył. Coś mu prawdopodobnie obiecano z tego powodu. Taka operacja oczywiście. Dlaczego nagle Ukraina chce koniecznie sprzedawać zboże w Polsce? Przecież my nie blokujemy im eksportu. Te kanały i korytarze są otwarte. Dlaczego nagle te 5 koncernów, bo to 5 wielkich koncernów – 1 amerykański, a właściwie globalny, a większość to są koncerny niemiecko-francuskie z udziałem jakiegoś takiego „ukraińskiego Kulczyka”. To są interesy tych największych oligarchów, na których ukraińska władza się w tej chwili opiera. Oczywiście, że te koncerny chcą zarobić, ale w Polsce by tak wiele nie zarobiły, natomiast jeżeli sprzedawaliby swoje zboże po swoich cenach, to polskie rolnictwo byłoby załatwione. W związku z tym „chłopstwo”, że tak użyję tego historycznego słowa,  wieś odwróci się od PiSu i tak naprawdę o to chodzi w tej operacji. Pan Zełeński jest niezręcznym dyplomatą, więc w swoich wypowiedziach ujawnił, że on działa, jak to mówi prawo – wspólnie i w porozumieniu z Olafem Scholzem w celu wpłynięcia na wynik wyborów w Polsce. Co do końca przyjaźni. Ja w ogóle jestem przeciwnikiem mówienia o jakichkolwiek przyjaźniach. Narody nie mają przyjaciół, narody mają interesy. Państwa mają interesy i mamy się tym kierować.

Jeszcze o bieżącej kampanii wyborczej.  W obronie jakiej wizji kobiety ma się odbyć ten marsz zaplanowany przez Donalda Tuska na październik? To zgromadzenie może mieć jakiś wpływ na wynik wyborów? Może jest tak, jak zasugerował prof. Andrzej Nowak, że opozycja wie już, żę przegra te wybory i szykuje się na wojnę domową? To realny scenariusz?

Myślę, jest jakimś planem minimum, robienie chaosu. Tutaj rzeczywiście od dawna to podejrzewam, bo jeżeli z góry PO zdołało przekonać swój elektorat, że wybory będą sfałszowane, a 60 proc. wyborców PO podpisuje się w ankietach pod takim stwierdzeniem według badań opinii publicznej. Oni już wiedzą, że wybory będą sfałszowane, to już wiedzą, że je przegrają. Gdyby spodziewali się wygranej, to nie mówiliby, że będą sfałszowane. Używają takiego kryptonimu, że one nie będą uczciwe, ale to tak rozmywają. Długo by o tym gadać. Sam marsz wydaje mi się dość ryzykownym pomysłem. W ogóle mam wrażenie, że tam plan Donalda Tuska się trochę posypał. Ten plan był planem może nie wygrania z PiSem, ale zlikwidowania konkurencji. Nie udało się na razie Trzeciej Drogi zepchnąć pod próg, w związku z czym przekaz, który miał sprawić potem marginalizację Lewicy też jest po nie w czasie i to wszystko się trochę pogubiło. Pomysł ogłaszania marszu, który ma być marszem miliona… nigdy w Polsce od czasu jak był papież Jan Paweł II w Polsce, to nigdy takiego tłumu, a i tam po 800 tys. Było na największych mszach. Może na tych największych na Błoniach Częstochowskich było ponad milion, ale nigdy takie tłumy nie przyszły na żadną partyjną imprezę, więc oczywiście jak na tym marszu będzie 100 tys… myślę, że będzie mniej ludzi niż na poprzednim, bo taka jest prawidłowość i właściwie nie wiem, po co to Tuskowi. To jakieś takie było rozpaczliwe. Ten marsz miał być pod hasłem solidarności z panią Joanną i ona się okazała…

O której nikt już nie pamięta.

Ona się okazała trochę zaburzoną osobą. W związku z tym ten marsz może będzie celebrował męczeństwo posłanki Gajewskiej. A po prostu on idzie pod hasłem pięć gwiazdek i PiS i raczej nie spodziewam się, żeby wygenerowano tam jakikolwiek inny przekaz.

http://www.radiopoznan.fm/n/bDaXPu
KOMENTARZE 0