NA ANTENIE: Transmisja I połowy meczu Lech Poznań-Pogoń Szczecin
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
 

J. Pucek: Jacek Jaśkowiak bardzo będzie chciał kandydować na kolejną kadencję

Publikacja: 20.11.2023 g.10:50  Aktualizacja: 20.11.2023 g.14:56 Łukasz Kaźmierczak
Poznań
Jacek Jaśkowiak będzie chciał kandydować w wyborach samorządowych na kolejną kadencję. Jest o tym przekonany gość porannej rozmowy Radia Poznań prawnik Jarosław Pucek.

Jego zdaniem, mimo że pozycja Jacka Jaśkowiaka w PO jest słaba, Platforma nie może sobie pozwolić na wystawienie kontrkandydata.

Wbrew pozorom pan prezydent zbudował sobie bardzo dużą rozpoznawalność i taki znak firmowy na scenie politycznej i to jest bardzo dużo, ponieważ jeśli spojrzymy na listę PO, to proszę mi wskazać osobę, która dziś jest w stanie konkurować z Jackiem Jaśkowiakiem nawet z szyldem PO. Nie widzę takiego polityka. I teraz dlaczego uważam, że PO nie może sobie pozwolić na to, by wystawić kontrkandydata. Otóż dlatego, że należy się spodziewać, że i Szymon Hołownia będzie chciał wystawić swoje kandydata. Trzech kandydatów aspirujących do tego samego elektoratu w Poznaniu, oznacza, że w drugiej turze może się znaleźć kandydat PiS

- mówi Pucek. 

Myślę, że jest powszechna opinia, że Jacek Jaśkowiak nie jest mistrzem zarządzania, a jednak w żaden sposób nie przekłada się to na wynik wyborczy - dodaje Jarosław Pucek.

Jego zdaniem prezydentowi nie zaszkodzi ani 600 dni remontów w Poznaniu ani złożone ostatnio przez NIK do prokuratury doniesienie w sprawie uchwały krajobrazowej. 

Jarosław Pucek mówił też, że PiS w wyborach na prezydenta Poznania powinien wystawić "kogoś nieoczywistego". Natomiast znając PiS tak się nie stanie i będzie to typowy kandydat z grona polityków - dodał gość porannej rozmowy. 

Poniżej cała rozmowa:

Łukasz Kaźmierczak: W naszym studiu mecenas, prawnik, od czasu do z czasu polityk, Jarosław Pucek. Od czasu do czasu polityk - to jak rozumiem - to taki moment, kiedy pan uaktywnia się. Na razie tej aktywności nie ma. Taki emerytowany polityk czy po prostu zawieszenie polityczne?

Jarosław Pucek: Myślę, że to jest wcześniejsza, ale jednak emerytura.

Wrócimy do tego tematu, ale najpierw kwestie piłkarskie, kibicowskie, bo jest pan także powszechnie kojarzony z Lechem Poznań, nie tylko z Lechem Poznań. Najpierw o reprezentacji porozmawiajmy. Takie mądre zdanie, że kibice Lecha Poznań mają łatwiej, bo po słabych, złych występach reprezentacji, oni po prostu są wyćwiczeni, mają ten mięsień przegranej...

Tak, bycie kibicem Lecha ćwiczy w byciu kibicem reprezentacji. To prawda, bo nasza reprezentacja nie daje nam specjalnie w tym roku powodów do szczęścia, to prawda.

Z Lechem Poznań jest podobnie. Zwrócił pan uwagę na czeskich kibiców, którzy byli w Warszawie. Sporo ich było, bo około dwóch tysięcy i zdaje się, że chyba ich łagodniej policja potraktowała niż kibiców Lecha w ostatnim czasie.

I bardzo dobrze, bo przecież nie chodzi o to, by wszystkich traktować, jak bydło. Naszym celem nie jest równanie poziomu obsługi, że się tak wyrażę i relacji z policji w dół, ale właśnie w górę. Natomiast to, co się wydarzyło, bo rozumiem, że pan redaktor do tego zmierza, kibicom w Warszawie podczas ostatniego meczu, to jest skandal i wielka głupota ze strony policji, bowiem w dzisiejszych czasach w dobie smartfonów wiele takich rzeczy nie da się ukryć, a poza tym myślę, że policja powinna wiedzieć, że kibice Lecha to jest ta ekipa, która takich rzeczy nie odpuszcza i my tego na pewno nie odpuścimy.

Pan był także na tym meczu, widziałem zdjęcia.

Tak, ale nie jechałem ze zorganizowaną grupą kibiców. Tak, że tym razem był to wyjazd bardziej indywidualny.

Już taki piknik emerytalny?

Korzystam czasem jeszcze z tych możliwości, które daje praca w samorządzie w dawnych czasach i na niektórych stadionach mam możliwość skorzystania z takiego indywidualnego wejścia.

Dobrze, ale widział pan to, co się tam działo?

Tak, kiedy wchodziłem na stadion już było słychać, że coś się dzieje. Kibice skandowali takie hasła, które są sygnałem, że coś się złego dzieje i bardzo szybko pojawiły się informacje na temat tego, jak wygląda sytuacja pod bramą, zresztą było widać, że sektor zapełnia się dość powoli. To są takie symptomy, że wiadomo, że coś złego dzieje się pod bramą.

Na bramkach, to prawda. Mieliśmy w piątek burzliwą audycję i słuchacze do nas dzwonili. To akurat nie byli świadkowie tego, co tam się działo, ale opowiadali o swoich wyjazdach i tam się pojawiał co jakiś czas ten motyw nieuzasadnionych działań policji. Umówmy się - kibice to nie jest najbardziej łagodna grupa społeczna na świecie.

Nie jest.

Ale nie można od razu zakładać...

Ale to jest grupa, która ma takie same prawa obywatelskie, jak wszyscy inni. Obserwuję to, co się działo, między innymi w sądach. Na ile sądy pozwalały demonstrantom w ostatnich latach i jak często uznawały za niewinnych sprawców wręcz napaści na policję podczas demonstracji, to przepraszam mam prawo oczekiwać, że tak samo będzie traktowany kibic. Nie jesteśmy obywatelami drugiej kategorii. Natomiast trudno jest mi to zrozumieć, bo na przestrzeni tych lat, kiedy jeżdżę za Lechem, naprawdę widziałem już wiele, nie powiem, że wszystko, ale bardzo dużo i skandaliczne zachowania i policji i ochrony, natomiast wydawało się, że to trochę odchodzi w przeszłość, że policja już się nauczyła pewnych rzeczy, że kibice też zrozumieli.

To dlaczego teraz i tu?

No właśnie to jest pytanie, które od meczu w Warszawie chyba wszyscy sobie zadają, dlaczego tak się stało. Nie ma żadnego racjonalnego wytłumaczenia, bo gdyby było tak, że po drodze gdzieś kibice nabroili, czyli gdzieś na stacji zaatakowali oddział policji, to policja bierze odwet. Jakoś bym to jeszcze próbował sobie racjonalizować. Nie usprawiedliwiać, ale racjonalizować. Gdyby pod samą bramą wydarzyło się cokolwiek, co dałoby jakikolwiek asumpt do tego, że policja podwyższa te swoje standardy, jest trochę bardziej nerwowa - tak byśmy to eufemistycznie nazwali. To jakoś byśmy to jeszcze próbowali racjonalizować, ale przez ostatnie miesiące i lata nie wydarzyło się nic takiego z wyjątkiem jednej rzeczy, ponieważ po tej sytuacji, kiedy zaczęliśmy tę sytuację nagłaśniać, okazuje się, że kibice innych klubów zgłaszali podobne problemy z policją w Warszawie.

Tylko nie było tak głośno, jak rozumiem?

Tylko nie było tak głośno. Musiał dopiero Lech Poznań przyjechać.

I jeszcze finał Pucharu Polski z Rakowem - przypominamy głośną sprawę.

Ale tam sytuacja była trochę inna, powód był trochę inny. Tam jednak władze Warszawy narzuciły ograniczenia w zakresie wnoszenia opraw meczowych i to była trochę inna sytuacja niż teraz.

A teraz ta sytuacja, to się od razu kojarzy z wydarzeniami w holenderskim Alkmaar, czy władze klubu warszawskiego nie mogły mieć rozbudowanego instynktu pewnego współodczuwania, ponieważ doświadczyli tego na własnej skórze, jeśli chodzi o Holandię?

Musimy rozdzielić te rzeczy na dwie kwestie, jaka jest odpowiedzialność klubu, a jaka jest odpowiedzialność policji w sprawie zabezpieczania. Na policji ciąży obowiązek doprowadzenia kibiców do stadionu i też czuwanie nad tym, by nie wniesiono niebezpiecznego sprzętu i to rozumiem i tu razem z ochroną stadionu, ochroną klubową i niestety muszę powiedzieć, że z tych materiałów, które widziałem, wynika, że ochrona klubowa, a więc odpowiedzialność Legii Warszawa, nie jest tutaj wyłączona i też obiekcje co do ich zachowania. W związku z tym rzeczywiście po tym, co się wydarzyło w Alkmaar jestem zdziwiony. Natomiast miejmy też świadomość, że w Warszawie czy klubie warszawskim zaszły zmiany w zakresie nadzoru nad bezpieczeństwem klubu. Bodajże w zeszłym roku doszło do zmiany dyrektora ds. bezpieczeństwa i ta sytuacja zaczęła się w Warszawie pogarszać. Mówię o tym, co sygnalizują też kibice innych klubów.

Wiemy już, że kibice Alkmaar nie przyjadą do Warszawy, tamten klub wydał oświadczenie, że nie będzie prowadził dystrybucji biletów.

Jak mawia ostatnio mistrz bon motów: to jakieś fujary muszą być straszne.

Może i fujary, a może po prostu mają mały charakter w nogach, ale nie schodźmy na te tematy. Pan powiedział, że nie zostawimy tej sprawy. To znaczy pan jako prawnik angażuje się w tę kwestię? Zgłaszają się do pana kibice? Co pan w ogóle radził kibicom, którzy czują się poszkodowani?

Wszyscy, którzy czują się poszkodowani, są proszeni o kontakt ze Stowarzyszeniem Kibiców Kolejorza. Myślę, że koordynatorem tego jest tutaj pan Marcin Kawka, który brał udział w państwa programie i to też tłumaczył i ja też do tego zachęcam. Jak, kto i czym, na jakim odcinku będzie się zajmował to już będą decyzje późniejsze. Natomiast ja też jestem w kontakcie ze stowarzyszeniem i oni wiedzą, że jeżeli coś trzeba zrobić, to nie ma problemu, chętnie pomogę i pomagam tam, gdzie można i gdzie jest taka potrzeba.

To teraz na chwilę przerzucamy się na politykę. Pan już z dystansu na to patrzy, to jak się pan w nowej rzeczywistości odnajduje politycznej, też w kontekście takich zapowiedzi uchwałodawczych? Bo się mówi powoli, że Sejm to nie będzie instytucja ustawodawcza, tylko uchwałodawcza.

Jeśli pan mnie pyta jako osobę prywatną już, to ja mogę powiedzieć, że czekam na spełnienie postulatu nr 34 ze stu konkretów. Chodzi o przywrócenie ryczałtowego naliczania składki zdrowotnej, które zostało zapowiedziane.

Ale to już prywata.

Dlatego jeżeli pan mnie prywatnie pyta, to właśnie na to czekam najbardziej.

Dobrze, ale tak politycznie zapytam, bo wszystko wskazuje na to, że PiS znajdzie się w opozycji. Wielu polityków PiS, z którymi rozmawiam, mówi: nowe twarze, nowe twarze, to jest potrzebne. Ja sobie tak w ramach wyborów samorządowych zaczynam myśleć, jak to może wyglądać. Jadwiga Emilewicz wywoływała nazwiska różnych osób. Pan by się czuł na siłach, by wejść na taką nową odsłonę opozycyjną?

Chyba jednak nie.

Chyba jednak nie. Poznań pan sobie odpuszcza?

To nie chodzi o odpuszczanie. Jeżeli ktoś będzie chciał skorzystać z mojej wiedzy, doświadczenia, to zawsze służę.

To brzmi kokieteryjnie.

Zresztą obecnym władzom miasta udało się w paru miejscach pomóc, kiedy jeszcze pracowałem w Warszawie i ta współpraca była. Kokieteryjnie mówię, bo ja nie mam żadnych planów, ale jeżeli ktoś będzie chciał skorzystać z mojej wiedzy, doświadczenia, to oczywiście chętnie pomogę. Natomiast nie jako aktywny uczestnik tej kampanii, czytaj: nie planuję żadnego startu w wyborach przynajmniej samorządowych.

Próbuję sobie to zderzyć z taką sytuacją, która się dzieje w Poznaniu, już teraz odchodzę od dużej polityki, nie wiem, czy pan widział to, co jest we Wrocławiu? Prezydent Jacek Sutryk w zasadzie stracił radnych, klub radnych. Większość radnych z PO odeszła z klubu prezydenckiego, założyła własny klub i to znaczy, że prawdopodobnie nie będzie kandydatem PO.

Trudno się dziwić, bo pan prezydent Sutryk zajmował się chyba wyłącznie już ostatnio tylko PR-em i kotem w urzędzie.

I banowaniem na Facebooku.

To też. Ta sytuacja tam nabrzmiewała od dłuższego czasu. Myślę, że zabrakło doświadczenia samorządowego panu prezydentowi. Jest to bardzo zdolny i sympatyczny facet, jednak zajmował się całe życie polityką społeczną, a nie polityką, a to jednak nie jest to samo.

Wywodził się z ruchu społecznego trochę jak Jacek Jaśkowiak. Tak się zastawiam, czy może te sytuacje porównywać?

Myślę, że tak. Jednak zarządzanie miastem wymaga pewnej wiedzy, ale wymaga też dużego ogromu pracy i teraz wydaje się, że każdemu z tych panów wymienionych troszkę tego zabrakło. To znaczy z jednej strony wiedzy, a z drugie strony ochoty do ciężkiej pracy, takie mam wrażenie.

Ale to Jacek Sutryk ma już kontrkandydata - prawdopodobnie to poseł Michał Jaros - ja przepraszam, że tak o Wrocławiu mówię, ale to ciągle ciąży do Poznania i pytanie, czy Jacek Jaśkowiak będzie startował w wyborach.

To jest dobre pytanie.

I czy będzie kandydatem PO.

To jest bardzo dobre pytanie.

I to wszystko służyło temu.

To jest kluczowe pytanie, kluczowy temat, jeżeli chcemy rozmawiać o Poznaniu. Rzeczywiście miejmy świadomość tego, że Jacek Jaśkowiak bardzo będzie chciał. Cokolwiek będzie mówił, bardzo będzie chciał, dlatego, że po pierwsze, jego sytuacja w PO jest słaba, zawsze był człowiekiem Grzegorza Schetyny bardziej niż Donalda Tuska i wieś gminna niesie, że Donald Tusk spotkał się z Jackiem Jaśkowiakiem, kiedy wrócił do Polski z Brukseli. Spotkanie trwało jakieś 90 sekund. To też mniej więcej świadczy o tym, gdzie jest jego miejsce i myślę, że Jacek Jaśkowiak jest człowiekiem inteligentnym i na tyle świadomym, że wie z czym to się je, a więc jego sytuacja polityczna jest wprost proporcjonalna do jego sytuacji w mieście i mówiąc krótko, jeżeli nie będzie prezydentem Poznania, to będzie - nie chcę powiedzieć nikim, bo to byłoby niegrzeczne, ale jego akcje radykalnie spadają. Jest druga rzecz - władza takiego miasta jak Poznań, to naprawdę władza w rękach jednego człowieka.

Czyli potwierdza się to, co mówił Marek Woźniak, że jednak tutaj będąc pierwszym znaczy się o wiele więcej niż na salonach.

Zdecydowanie, jeżeli miałbym porównywać władzę wiceministra jakiegokolwiek do władzy prezydenta miasta, to nie ma o czym rozmawiać. Zatem na pewno funkcja wiceministra nie skusi Jacka Jaśkowiaka, choć trudno powiedzieć, co skusi Jacka Jaśkowiaka, bo największym przeciwnikiem Jacka Jaśkowiaka jest Jacek Jaśkowiak.

To też jest już znany bon mot, ale mimo wszystko, czy PO będzie chciała Jacka Jaśkowiaka, czy nie będzie takiego manewru, jak we Wrocławiu?

Ja myślę, że dużo zależy od samego Jacka Jaśkowiaka. Wbrew pozorom pan prezydent zbudował sobie bardzo dużą rozpoznawalność i taki znak firmowy na scenie politycznej.

To jest dużo.

Tak, to jest bardzo dużo, bo jeśli spojrzymy na listę PO, to proszę mi wskazać osobę, która dziś jest w stanie konkurować z Jackiem Jaśkowiakiem nawet z szyldem PO. Nie widzę takiego polityka.

Zbudował sobie rozpoznawalność, ale też i wrogów w PO.

To zawsze tak jest. W polityce, jeśli się jest wyrazistym, to ma się wrogów.

I wrogowie są w parlamencie.

No tak, ale to bliżej Warszawy, więc to akurat nie jest dobra informacja. Trochę wybyli z Poznania, ale to nie znaczy, że ich tu nie ma. Natomiast wszystko zależy od tego, czego będzie chciał Jacek Jaśkowiak, czy będzie chciał wystartować w wyborach i teraz dlaczego uważam, że PO nie może sobie pozwolić na to, by wystawić kontrkandydata. Otóż dlatego, że należy się spodziewać, że i Szymon Hołownia będzie chciał wystawić swoje kandydata. Trzech kandydatów aspirujących do tego samego elektoratu w Poznaniu, oznacza, że w drugiej turze może się znaleźć kandydat PiS i nad tym wszyscy się muszą zastanowić.

Chyba, że jedna lista będzie, bo też takie pogłoski, plotki chodzą.

To też jest jakieś rozwiązanie, ale to musiałby być lista, w której Jacek Jaśkowiak ma jednak dużo do powiedzenia i której będzie liderem.

Czyli Jackowi Jaśkowiakowi nie zaszkodzą remonty czy np. teraz świeża sprawa - NIK złożył zawiadomienie do prokuratury w sprawie uchwały krajobrazowej.

Myślę, że jest powszechna opinia, że Jacek Jaśkowiak nie jest mistrzem zarządzania, a jednak w żaden sposób nie przekłada się to na wynik wyborczy. W związku z tym nie sądzę, by to przeszkodziło, tym bardziej wygląda na to, że rzeczywiście te remonty do wiosny się skończą, a pamięć obywateli jest krótka i niekompetencja w prowadzeniu tych prac nie powinna przeszkodzić, zaszkodzić panu prezydentowi.

Tak krótka, żeby przykryć 600 dni remontów?

Myślę, że tak.

A PiS kogo powinien wystawić, skoro pan tam z boku jest do dyspozycji, doradza?

Myślę, że PiS powinien wystawić kogoś nieoczywistego, jeżeli chciałby zawalczyć o cokolwiek w Poznaniu. Natomiast znając PiS tak się nie stanie i będzie to typowy kandydat z grona polityków. Myślę, że PiS nie jest w stanie przekroczyć samego siebie.

W Poznaniu?

W ogóle. Myślę, że to tak trochę jest. Poza tym myślę, że PiS w tej chwili liże rany. Ta przegrana w wyborach nie była spodziewana, zresztą, jak nie była spodziewana wygrana opozycji.

To działa w dwie strony.

Po obu stronach wystąpiło podobne zjawisko. Myślę, że pierwszym zadaniem PiS jest teraz przetrwać tak naprawdę i życzyć Jarosławowi Kaczyńskiemu, by żył w zdrowiu jak najdłużej, bo to on jest mimo wszystko tym zwornikiem i w związku z tym za krótki jest okres, by PiS było zdolne do jakieś rewolucji w tym zakresie. W związku z tym spodziewam się rozwiązań typowych.

A pan się nie spodziewa odejścia z emerytury politycznej?

Ja nie, a moja żona jeszcze bardziej się nie spodziewa i to jest kluczowa rzecz.

http://www.radiopoznan.fm/n/16HKZ0
KOMENTARZE 0