NA ANTENIE: Mała czarna
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
 

J. Dziedziczak: Polacy na Białorusi są zakładnikami reżimu Łukaszenki

Publikacja: 03.12.2021 g.11:19  Aktualizacja: 03.12.2021 g.15:19 Łukasz Kaźmierczak
Poznań
Gościem porannej rozmowy Radia Poznań był Jan Dziedziczak, pełnomocnik rządu ds. polonii i Polaków za granicą.
 Jan Dziedziczak - KPRM
Fot. KPRM

Parlamentarzysta podkreślił, że obecnie za samo bycie Polakiem można spotkać się z represjami na Białorusi. Jan Dziedziczak powiedział, że Aleksandr Łukaszenka prowadzi państwowy terroryzm, czyli jego reżim zachowuje się jak bandyta i terrorysta.

Przywódca tego kraju traktuje swoich własnych obywateli, bo są to de jure obywatele Białorusi, oczywiście narodowości polskiej. Oni są przez własnego przywódcę, tamtejszego dyktatora, traktowani jak zakładnicy i poddawani potwornym represjom. Zamykane i niszczone są szkoły, przesłuchiwani są polscy nauczyciele, pracownicy instytucji kultury, uczniowie i ich rodzice. Proszę sobie wyobrazić, że za samo posłanie dziecka do polskiej szkoły, dziecko jest przesłuchiwane. To są takie standardy, których my od ponad 30 lat nie zaznaliśmy

- mówi Jan Dziedziczak.

W białoruskim więzieniu od 8 miesięcy znajdują się prezes Związku Polaków na Białorusi Andżelika Borys i dziennikarz Andrzej Poczobut. Państwo polskie prowadzi starania, aby ich uwolnić, co jest bardzo trudne, ponieważ dyplomatyczne relacje Polski z Białorusią ograniczone są do minimum.

Całość rozmowy w audycji Kluczowy Temat poniżej:

Łukasz Kaźmierczak: Kiedy był Pan ostatni raz na Białorusi?

Jan Dziedziczak: Dobrych kilka lat temu. Tak naprawdę od półtora roku jest to niemożliwe.

Właśnie chciałem o to zapytać, czy ma Pan jakąkolwiek możliwość, żeby jako urzędnik państwowy, minister, w końcu cały czas utrzymujemy stosunki dyplomatyczne z Białorusią, znaleźć się tam i zobaczyć, jak wygląda sytuacja na miejscu?

Wizyty ministrów świadczą o dobrych, a przynajmniej o poprawnych relacjach między państwami. Przypomnę, że w tej chwili nasze stosunki są obniżone do niemal minimum. Od dawna, od ponad roku nasi ambasadorowie są wzajemnie na konsultacjach w stolicach, więc ranga relacji jest znacznie obniżona. Co więcej, strona Białoruska wydaliła niemal wszystkich naszych dyplomatów. Z 50 akredytowanych dyplomatów, na Białorusi pracuje w tej chwili 15, a 35 zostało wydalonych.

Jak na taki duży kraj i mnogość relacji, które istniały, choćby dotyczących Polaków tam mieszkających...

To prawda. Jak na kraje, które są sąsiadami, jak na kilkuset tysięczną mniejszość polską na Białorusi, to rzeczywiście narzędzia dyplomatyczne są ograniczone do minimum ze szkodą dla naszych rodaków choćby w Grodnie. Grodzieńszczyzna jest to klejnot w koronie, jeżeli chodzi o terytorialne rozmieszczenie środowiska polskiego na Białorusi, tam w tej chwili jest jeden konsulat, czyli na setki tysięcy naszych rodaków jest jedna osoba. Sytuacja jest dramatyczna i to nie tylko ze względu na nasze relacje dyplomatyczne, ale też dużo bardziej poważny kontekst.

Wczoraj przeczytałem zdanie, które padło z Pańskich ust i od razu sięgnąłem po telefon do Pana, że każdy Polak, mieszkający w tej chwili na Białorusi, jest zagrożony aresztowaniem i nieważne, czy prowadzi jakąś działalność polityczną, społeczną, czy kulturalną, po prostu tylko dlatego, że jest Polakiem.

Bycie Polakiem na Białorusi, rządzonej przez reżim Łukaszenki, to coś absolutnie ryzykownego niestety. Podkreślmy, że Polacy na Białorusi to od wieków mieszkańcy tych terenów. Oni są współgospodarzami tej ziemi od wieków. Oni nigdy na Białoruś nie wyjeżdżali z Polski. Oni zawsze tam byli. To granice się przesunęły, a dziś są lojalnymi obywatelami państwa białoruskiego i pragną niepodległości tego kraju i wolności w nim, a władza reżimu Łukaszenki traktuje ich jak zakładników względem relacji z państwem polskim.

Czyli Polacy na Białorusi są zakładnikami Łukaszenki?

Tak. Przywódca tego kraju traktuje swoich własnych obywateli, bo są to de jure obywatele Białorusi, oczywiście narodowości polskiej. Oni są przez własnego przywódcę, tamtejszego dyktatora, traktowani jak zakładnicy i poddawani potwornym represjom. Zamykane i niszczone są szkoły, przesłuchiwani są polscy nauczyciele, pracownicy instytucji kultury, uczniowie i ich rodzice. Proszę sobie wyobrazić, że za samo posłanie dziecka do polskiej szkoły, dziecko jest przesłuchiwane. To są takie standardy, których my od ponad 30 lat nie zaznaliśmy.

To konkretne nazwiska – Andżelika Borys, liderka Związku Polaków na Białorusi, Andrzej Poczobut, dziennikarz polski, który regularnie słał korespondencję z Białorusi. Oni przebywają w więzieniu, jeżeli dobrze liczę, to już grubo ponad 8 miesięcy. Nie zapowiada się, żeby mieli z tych więzień wyjść. To są tacy realni zakładnicy i powiedziałbym, że takie twarze tej sytuacji.

To prawda. I panią prezes Związku Polaków na Białorusi, Andżelikę Borys, i członka zarządu ZPB, redaktora Andrzeja Poczobuta aresztowano w marcu tego roku, a więc już ponad 8 miesięcy temu. Aresztowano ich razem z innymi osobami, będącymi kierownictwem ZPB – Panią Tiszkowską, Panią Biernacką, a także Panią Paniszewą, która jest liderem środowiska polskiego w Brześciu i dyrektorką tamtejszej szkoły polskiej, choć nie jest członkiem ZPB. Proszę sobie wyobrazić, że te osoby zostały aresztowane z artykułu 130 kodeksu karnego Białorusi, czyli propagowanie faszyzmu i waśni narodowościowych. Na czym polegało, według białoruskiego tak zwanego wymiaru sprawiedliwości? Polegało na uczczeniu święta Kaziuków, czyli takiego dorocznego, ludowego święta na cześć św. Kazimierza.

W Poznaniu także obchodzimy i kultywujemy to święto.

Tak jest. Też za oddanie hołdu Żołnierzom Armii Krajowej.

To pewnie ten faszyzm.

To było propagowanie faszyzmu i waśni narodowościowych. My się śmiejemy, ale te osoby ósmy miesiąc siedzą w areszcie o podwyższonym rygorze w wieloosobowej celi. To jest 5 godzin jazdy samochodem z Poznania, gdzie zaczyna się granica państwa, w którym osoby kultywujące kulturę przodków, siedzą za to w wieloosobowej celi w areszcie z więźniami kryminalnymi i grozi im za to 5 do 12 lat więzienia lub łagrów.

Co w takim razie robi polski rząd? Co robi Pan, jako pełnomocnik? Czy macie jakikolwiek kontakt? Z tego, co wiem, oni są odcięci od kontaktów, a podobno białoruskie władze mówią, że wszyscy ich opuścili. Tak mówiła żona Andrzeja Poczobuta, który przekazał jej, że takie sygnały dostawał od białoruskich strażników.

Tak. Jest to metoda psychologiczna. My znajdujemy sposoby, żeby dowiedzieć się, co dzieje się z tymi osobami. Jeżeli chodzi o Panie Tiszkowską, Biernacką i Paniszewą, to one zostały, dzięki naszym mocno nieformalnym, ale o tym nie będę więcej mówił, działaniom, zostały uwolnione i przebywają teraz bezpieczne w Polsce. Polska zapewniła im mieszkanie i środki do życia. Polska, poprzez mój urząd i na polecenie pana premiera Mateusza Morawieckiego, otworzyła specjalny ośrodek w Białymstoku, który jest taką nieformalną stolicą Polaków z Białorusi na uchodźstwie.. Jest to pierwsze, duże miasto po przekroczeniu granicy, gdzie znajduje się punkt pomocy Polakom na Białorusi. Każdy Polak, uciekający z Białorusi, ma możliwość otrzymania pomocy pod każdym względem – materialnej, znalezienia mieszkania i pracy, odnalezienia się w polskiej rzeczywistości i przepisach, pomoc psychologiczną, a także znalezienia wsparcia we wspólnocie i możliwości działania na rzecz wolnej i demokratycznej Białorusi. To już się dzieje i jest w tej chwili realizowane. Tak jak mówię, uratowaliśmy te 3 osoby. Jeżeli chodzi o Panią Andżelikę Borys i Pana Andrzeja Poczobuta, to poza działaniami bilateralnymi, polsko-białoruskimi działaniami dyplomatycznymi, a one mają specyficzny charakter w przypadku dyktatury. One się sprawdzają w przypadku kontaktów między krajami demokratycznymi, ale my ten temat i w ogóle represji wobec Polaków na Białorusi staramy się też wpleść w działalność międzynarodową i to się udaje. Temat Polaków na Białorusi był poruszany przez organizacje międzynarodowe, które mają wpływ na reżim Łukaszenki. Mam tu na myśli OBWE, Radę Europy, oczywiście także UE, ONZ, czy NATO i tu te sprawy są bardzo mocno przedstawiane.

A taka konkretna rzecz? Wiem, że Andżelika Borys ma poważne problemy ze zdrowiem, ale deklarowała, że jest gotowa wyjechać z Białorusi, czego podobno odmawiają tamtejsze władze.

Też tak słyszałem i to jest poważny problem. Pani Andżelika Borys jest po prostu zakładnikiem.

Po raz kolejny pada to słowo.

Trzeba to nazwać po imieniu. Dyktatura Łukaszenki bierze swoich własnych obywateli, o których powinna dbać, za których powinna być odpowiedzialna, jako zakładników. To jest taki kraj. Cały świat to nazwał terroryzmem państwowym. To znaczy, że państwo zachowuje się jak terroryści, jak bandyci. Kiedy państwo porywa samolot, a pamiętamy tę sytuację, kiedy leciał normalny, rejsowy samolot i reżim Łukaszenki poderwał myśliwce, grożąc zestrzeleniem tego samolotu, zmuszono go do lądowania i porwano z jego pokładu pasażerów niewygodnych dla reżimu, to naprawdę mamy świadomość, że rozmawiamy z państwem terrorystycznym.

„Z terrorystami się nie negocjuje” - głosi stara prawda polityczna. Mimo wszystko zapytam, czy Pan wie, jak dużo Polaków przebywa w tej chwili w więzieniach na Białorusi? Pewnie nie udzieli mi Pan konkretnej odpowiedzi, ale szacunki...

Szacunki mówią o około tysiącu więźniów politycznych, więźniów sumienia i niemała grupa jest pochodzenia polskiego. Mamy pewne szacunki, ale o tym nie mogę powiedzieć, bo groziłoby to ujawnieniem źródeł, z których korzysta państwo polskie, a my musimy chronić nasze źródła i niestety nie mogę o tym powiedzieć.

Czy ta sytuacja, która jest na granicy, ta eskalacja i ten kryzys, wywołany przez Aleksandra Łukaszenkę, przez ten ruch migrantów przywiezionych samolotami na Białoruś, do Mińska i potem skierowanych na granicę z Polską. Czy Pan w jakiś sposób ma kontakty, jak Polacy na to reagują? Telewizja białoruska ma swój obraz, gdzie cały czas słyszymy o Lachach, imperialistach, agresorach i faszystach, a jak się to ma do tego, co mówią Polacy na Białorusi i ewentualnie tamtejsze społeczeństwo? Czy Pan ma w ogóle kontakt i wie, jak to jest tam w ogóle postrzegane przez miejscowych?

Porządkując, jest tak, jak Pan mówi. Na Białorusi trwa w tej chwili kampania reżimu przeciwko Polsce i Polakom w kraju i na Białorusi. Reżim Łukaszenki, który kompletnie nie dał sobie rady choćby z koronawirusem, który też ma poważne kłopoty gospodarcze, który też ma przede wszystkim kłopoty z legitymacją władzy, bo wybory zostały tam sfałszowane, a społeczeństwo białoruskie nie popiera dyktatora, który dostałby zapewne zaledwie kilkanaście procent, gdyby wybory były uczciwe, próbuje odwrócić uwagę. Główną narracją odwrócenia uwagi jest atak na państwo polskie i na Polaków w Polsce i na Białorusi. Polacy na Białorusi mają świadomość tego, że jest to gra reżimu. Na Białoruś dochodzą wolne media i dochodzi wolna prasa wydawana, czy kolportowana podziemnie, też środowisko międzynarodowe finansuje telewizję Biełsat, tutaj wielkie zasługi państwa polskiego, które dostało wiele podziękowań od środowiska międzynarodowego. Gdybyśmy chcieli porównać, to jak Radio Wolna Europa w czasach, kiedy u nas była dyktatura.

Analogia uprawniona, to prawda.

Analogia 100 proc. uprawniona. Prawda dochodzi, społeczeństwo żyje. Nie przypadkowo Łukaszenka by dostał kilkanaście procent, a zatem osiemdziesiąt parę procent społeczeństwa białoruskiego głosowałoby przeciwko niemu, czy głosowało przeciwko niemu latem zeszłego roku, tylko wybory zostały sfałszowane. Polacy są tego świadomi, że z premedytacją reżim przywozi migrantów i używa ich w wojnie hybrydowej. Te informacje dochodzą do naszych rodaków. Natomiast na Białorusi, tak jak wspomniałem, jest terror i prawdziwymi uchodźcami są uciekający z Białorusi Polacy i oni dostają pomoc od państwa polskiego, bo oni rzeczywiście są uchodźcami, a nie migrantami ekonomicznymi.

Czy widzi Pan jakieś symptomy deeskalacji między Polska, a Białorusią w tym momencie?

Nie widzę. Uważam, że ten konflikt będzie się jeszcze ciągnął bardzo długo. Czeka nas ciężki czas, ale damy sobie radę, jako Polska, bo jesteśmy członkami NATO i UE, a reżim liczy się z silniejszym, a Polska jest silniejsza. Po raz kolejny widać, jak ważne były reformy w armii polskiej realizowane od 6 lat i jak ważne jest to, że będziemy rozwijać naszą armię. Żartów nie ma.

To bardzo smutna konkluzja. Dodam tylko, że jakby ktoś chciał wysłać list, albo kartkę do Andżeliki Borys, albo Andrzeja Poczobuta, to jest taka akcja organizowana. Adres: Żodino, ul. Sowiecka 22a, cela nr 8. Nie wiadomo, czy to dojdzie, ale może warto napisać.

Warto napisać. Polecam wszystkim wejście na portal www.znadniemna.pl – to jest portal Związku Polaków na Białorusi. W tej chwili jest on redagowany z Polski. Bardzo ciekawe rzeczy i też warto wchodzić i wspierać naszych rodaków, tak jak Pan powiedział, choćby listami i dobrym słowem, przypominaniem, gdzie się da...

http://www.radiopoznan.fm/n/sA3f6G
KOMENTARZE 0

SERWIS INFORMACYJNY


GODZINY: 06:00 07:00 08:00 09:00 10:00

@TWITTER