NA ANTENIE: Dwie godziny dla radiowej rodziny
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
 

Drugie zagraniczne laboratorium potwierdza: na wraku Tupolewa w Smoleńsku znajdowały się materiały wybuchowe

Publikacja: 06.04.2021 g.19:25  Aktualizacja: 06.04.2021 g.19:29 Roman Wawrzyniak
Informuje o tym dziś Tygodnik Sieci w artykule redaktorów: Marka Pyzy i Marcina Wikło. Gościem Wielkopolskiego Popołudnia był autor artykułu, redaktor Marek Pyza.
katastrofa smoleńska  - Wikipedia
Fot. Wikipedia

Roman Wawrzyniak: Czy te informacje, do których udało się Panom dotrzeć, są sensacyjne? Jak Pan to ocenia?

Marek Pyza: To zależy, jak na to spojrzeć. Zasadniczo, patrząc na całą sprawę, to można by takiego określenia użyć. Jeśli przypomnimy sobie, że przed dwoma laty podobne wyniki uzyskało laboratorium w brytyjskim Kent pod Londynem, a do tego polskie Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Policji, gdyby nie skręciło badań prowadzonych w roku 2013, to też byśmy mieli właśnie takie wyniki z tymi samymi substancjami odkrytymi na pobranych z wraku próbkach, czyli trotylem i heksogenem. Wtedy nie mówilibyśmy już o tak wielkiej sensacji. Podkreślałbym właśnie ten fakt, że to jest potwierdzenie tego, o czym już wielokrotnie pisaliśmy. To potwierdzenie, którego nie można zlekceważyć. Trudno to obśmiać, trudno z tego drwić. Mamy do czynienia z ustaleniami dwóch zagranicznych, bardzo poważnych laboratoriów – brytyjskiego i rzymskiego, czyli najważniejszego laboratorium kryminalistycznego włoskich carabinierów. To są bardzo poważne doniesienia.

Dobrze rozumiem, że jeszcze będziemy czekać na oficjalne doniesienia? Panom udało się dotrzeć do nich przed wszystkimi, ale oficjalne informacje dopiero z tego laboratorium napłyną?

Tak. To pewnie będzie kwestia kilku miesięcy, ponieważ umowa między prokuraturą, a laboratorium w Rzymie, że dopiero po przebadaniu wszystkich próbek Włosi przyślą zbiorczy raport i opinię z opisem wszystkich wyników ze wszystkich przebadanych próbek. Na razie to są te cząstkowe wyniki przekazane już do Warszawy, ale na tyle ważne, że uznaliśmy, że trzeba się nimi podzielić. Zwłaszcza, że część rodzin, z tego co wiem, poznało już te wyniki.

Panowie też byliście w tym laboratorium w 2017 roku i mieliście okazję zobaczyć, jak to wygląda i na ile poważna jest to instytucja.

Tak. Mieliśmy ten zaszczyt, że byliśmy jedynymi dziennikarzami z Polski, których wpuszczono do tego laboratorium i pokazano nam wydział chemiczny, który zajmował się próbkami przekazanymi przez polską prokuraturę. To naprawdę robiło wrażenie. Bardzo profesjonalne i nowoczesne. To jest najnowocześniejsze laboratorium we Włoszech, a pewnie i w tamtej części Europy. To laboratorium, które ma bardzo duże doświadczenie w pracy w takim obszarze, bo pamiętajmy, że Włosi na co dzień mierzą się z działalnością tamtejszej mafii. Mają bardzo duże sukcesy w obszarze badania śladów wybuchów materiałowych. Potrafią po nawet 20-30 latach znaleźć ślady materiałów wybuchowych, jak to miało miejsce przed kilkunastoma miesiącami. Była głośna sprawa z Bolonii, którą rozwikłało to właśnie laboratorium.

To by podkreślało znaczenie tego laboratorium w Europie. Czy były badane próbki ziemi, by wykluczyć możliwość, że te ślady trotylu pochodzą nie z Tupolewa, ale ze szczątków ziemi?

Była taka hipoteza, choć była bardziej publicystyczna, kiedy pojawiały się pierwsze doniesienia o tym, że jakieś materiały wybuchowe mogły być w Smoleńsku znalezione. Dlatego też do analiz w Rzymie zostały przekazane próbki pobrane zarówno z ziemi, z wraku, jak i z ciał ofiar po ekshumacjach. O ile znaleziono ślady materiałów wybuchowych na elementach wraku, a zwłaszcza fotelach, to nie wykryto nic w glebie, ani na ciałach ofiar, ale trzeba pamiętać, że te próbki były pobierane dużo później. Dopiero po ekshumacjach, które miały miejsce w latach 2017-2018. Upływ czasu mógł sprawić, że doszło do pewnej degradacji tego materiału. To, że nic nie znaleziono w glebie obala te hipotezy jakoby fakt, że to jest jednostka wojskowa w Smoleńsku i różne wojskowe rzeczy się tam działy, również z użyciem materiałów wybuchowych, rzekomo w czasie drugiej wojny światowej i miałyby sobie tam leżeć na ziemi i czekać wiele dekad, aż polscy specjaliści je odnajdą. Okazuje się, że ta hipoteza upada. Trzeba sobie teraz odpowiedzieć na pytanie co oznacza, że ślady trotylu i heksogenu znaleźli na wraku zarówno Włosi, jak i Brytyjczycy.

Stąd moje kolejne pytanie, które jak Pan się spodziewa, musi paść. Odkrycie śladów trotylu oznacza, że doszło do wybuchu w samolocie?

Może, ale jak na każdym kroku podkreślają eksperci w tych sprawach, z którymi rozmawiamy, nie da się tego jeszcze stwierdzić. Od znalezienia śladów materiałów wybuchowych do jednoznacznego stwierdzenia, że doszło do wybuchu jeszcze kawałek drogi mamy. Na pewno jest daleka droga do stwierdzenia, że doszło do zamachu. To jest taki naturalny wniosek, jaki pojawia się w głowie. Bo skąd te materiały wybuchowe miałyby się wziąć? Ponieważ jest to sprawa tak delikatna i ważna dla Polski i polskiej podmiotowości, to trzeba ponad wszelką wątpliwość ustalić skąd te materiały się wzięły i jak interpretować te wyniki. To się może wydawać dla laika nieco absurdalne, bo przecież poważne instytucje coś stwierdziły więc chyba jasne skąd to się tam wzięło. No nie do końca. Dlatego prokuratura powołała dodatkowych biegłych, którzy specjalizują się w interpretacji wyników badań fizyko-chemicznych. Teraz oni dostaną to, co przyszło już z Wielkiej Brytanii i Dublina. Przypomnę, że część próbek otrzymali także Irlandczycy do badania. Tam nie mieliśmy znalezionych żadnych śladów materiałów wybuchowych. Dodatkowo to wszystko, czym przez ostatnie lata zajmowali się Włosi, zostanie zebrane, podsumowane i na tej podstawie śledczy z prokuratury krajowej będą podejmowali dalsze decyzje procesowe. Będą się też zastanawiali, czy ta hipoteza z udziałem osób trzecich robi nam się najbardziej prawdopodobna.

Pamiętamy, że przez wiele lat były media, które wyśmiewały nawet stawianie takich pytań, a co dopiero szukanie na nie odpowiedzi. Co ta informacja może wnieść i oznaczać dla całego śledztwa w sprawie wyjaśniania przyczyn katastrofy smoleńskiej?

Ona się może okazać fundamentalna, bo jeśli specjaliści powołani przez prokuraturę w charakterze biegłych do tego śledztwa stwierdzą, że stężenie tych materiałów wybuchowych i ich specyfika musi oznaczać, że tam doszło do jakiejś eksplozji, to trzeba będzie hipotezę o udziale osób trzecich, tak zwaną hipotezę zamachową, po prostu rozpatrywać jako najbardziej prawdopodobną. To będzie determinowało kolejne decyzje procesowe w tej sprawie. To będzie twardy orzech do zgryzienia dla prokuratorów z zespołu śledczego nr 1 w Prokuraturze Krajowej. Trzeba się z tym zmierzyć. Nie możemy sobie pozwolić, tak jak próbowała to zrobić prokuratura wojskowa w latach 2010 – 2016, zaniechania badania tej jednej z najbardziej oczywistych i fundamentalnych hipotez. Robiono w tamtym śledztwie wszystko, żeby przypadkiem nie okazało się, że coś jest na rzeczy. Między innymi mocno w tym pomogła „robota” ekspertów z CSLKP z Komendy Głównej Policji.

Jak Pan w tym kontekście ocenia pracę komisji powołanej do wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej? Panowie pewnie przeglądaliście te dokumenty.

Dokumentów podkomisji kierowanej przez pana ministra Antoniego Macierewicza nie przeglądaliśmy, bo ona pracuje, zgodnie z prawem lotniczym, w dużej konspiracji, że tak powiem. Nie udostępnia zbyt wielu informacji. Nie chciałbym zbyt szczegółowo się wypowiadać w tej kwestii. Tak jak chyba wszyscy, czekam na ostateczny raport tej komisji, a nie kolejne raporty techniczne. Niedawno usłyszałem, że w okolicach 11. Rocznicy katastrofy smoleńskiej mamy poznać coś na kształt raportu technicznego nr 2. Nie ma czegoś takiego w świecie badania wypadków lotniczych, aby powstawały jakieś raporty techniczne. Robi się jeden raport ostateczny i w ten sposób zamyka się badanie wypadku.

Czy ostatnie materiały, ujawnione w Magazynie Anity Gargas, rzucają jakieś nowe światło na całą sprawę?

Jeśli chodzi o przyczynę katastrofy, to nie. Natomiast one są bardzo istotne z punktu widzenia śledztwa prowadzonego w jednym z tak zwanych wątków pobocznych katastrofy smoleńskiej, czyli tak zwanej zdrady dyplomatycznej. Z tego, co udało nam się ustalić, to śledztwo jest w zasadzie ukończone. Te materiały, które zostały ujawnione, a które mogliśmy poznać dzięki Magazynowi Śledczemu Anity Gargas, są też w posiadaniu prokuratury krajowej i to nie od kilku tygodni, ale były dużo wcześniej. Teraz brakuje tylko tej ostatecznej decyzji procesowej, czyli albo umarzamy to śledztwo, albo stawiamy komuś zarzuty. Oczywiście to jest duża politycznie sprawa, bo dotyczy byłego premiera Donalda Tuska. Materiał dowodowy jest w tej sprawie zebrany i z tego, co mi wiadomo, pozwala na stawianie zarzutów. Nie rozumiem dlaczego w tym śledztwie od miesięcy nie dzieje się właściwie nic.

https://www.radiopoznan.fm/n/FEF3Zl
KOMENTARZE 4
Sal Ag
Sal Ag 09.04.2021 godz. 17:27
Stwierdzono, że na przekazanych do analizy próbkach były ślady materiałów wybuchowych. Aż tyle i tylko tyle. Skąd więc tytuł "...na wraku Tupolewa w Smoleńsku znajdowały się materiały wybuchowe."?
Sławomir Czaja
Czas 08.04.2021 godz. 20:52
Za katastrofę smoleńską odpowiada Prezes PIS Jarosław Kaczyński. Kaczyński kazał na siłę lądować mimo złych warunków atmosferycznych. Jak są złe warunki atmosferyczne to w Poznaniu nie lądują samoloty, są kierowane do innych miast. A tamte lotnisko było zupełnie nie przygotowane nie powinni tam próbować lądować
Łukasz
Łukasz 07.04.2021 godz. 12:51
Czyżby Macierewicz się obudził?
Wielki tygodnik Sieci dotarł do sensacyjnych wiadomości, a jak sami przyznają wyniki będą za kilka miesięcy... Po tym artykule straciłem resztę szacunku dla Państwa Radia.
Piotr Pazucha
Pozhoga 07.04.2021 godz. 11:13
Czy i jakie konsekwencje poniosą te media, które od 10 lat stale wyśmiewały informacje o materiałach wybuchowych na wraku? Żartowałem, przecież one bronią wolności, i tej, no, demokracji.

SERWIS INFORMACYJNY


GODZINY: 15:00 16:00 18:00 19:00 20:00

@TWITTER