Lekarze zostali oskarżeni o nieumyślne spowodowanie śmierci 20-letniej pacjentki i jej nienarodzonych dzieci. Ginekolodzy nie przyznają się do winy. Obrońca oskarżonego profesora już na początku rozprawy zapowiedział, że jego klient chce złożyć obszerne wyjaśnienia, dlatego, by sąd nie musiał dyktować każdego zdania, przygotował je w formie pisemnej i elektronicznej.
Prof. już na początku wyjaśnień oświadczył, że doszło do tragedii i on wyraża współczucie rodzinie zmarłej. "Jestem jednak przekonany, że nie miałem wpływu na to, co się wydarzyło i dołożyłem wszelkich starań w opiece nad pacjentką" - mówił oskarżony. Zapewniał, że po jej zbadaniu, stan pacjentki nie odbiegał od normy.
Profesor polemizował też z obciążającą go opinią biegłych, którzy uznali, że u 20-latki od razu po przyjęciu do szpitala, powinien być wykonany zabieg cesarskiego cięcia. Prof. zapewniał, że dziś postąpiłby tak samo i nie wydał decyzji o cesarskim cięciu, bo dzieci były za małe. "Nikt nie mógł przewidzieć zmian, które doprowadziły do śmierci kobiety - przekonywał oskarżony lekarz.