NA ANTENIE: Melodramat - magazyn muzyki nieobecnej
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
 

M. Staniewski: daliśmy gwarancję miastu Charków, że będziemy się nimi opiekować

Publikacja: 10.08.2022 g.10:16  Aktualizacja: 10.08.2022 g.15:14 Łukasz Kaźmierczak
Poznań
Kolejny transport z pomocą humanitarną wyjeżdża w piątek z Poznania do Charkowa. Zorganizowali go społecznicy, by pomóc mieszkańcom miasta partnerskiego Poznania, którzy ukrywają się w metrze. Ich bloki stojące w pobliży kina "Poznań" po bombardowaniach są uszkodzone i nie nadają się do mieszkania.

"To już nasz kolejny transport, staramy się jeździć do Charkowa cyklicznie" - mówił w porannej rozmowie Radia Poznań działacz społeczny Marcin Staniewski.

Zabieramy zawsze około tony najpotrzebniejszych rzeczy. Mamy pozbierane w tej chwili: środki ochrony osobistej, apteczki, żywność, karimaty, śpiwory też ciepłe, bo wiemy, że idzie jesień i wiemy, że te dramaty będą się działy. Zawsze można dołączyć, bo nawet, jak mamy 90 procent pełnego auta, to zabierzemy na następny raz, bo będziemy się starali jeździć w te obszar cyklicznie, by tych ludzi nie zostawić

- mówi Staniewski.

Transport z darami powinien dotrzeć do północnego Charkowa w sobotę. A osoby, które chciałyby wesprzeć zbiórkę społeczników, dary mogą przynosić w Poznaniu na ulicę Wierzbięcice 25 od 8.00 do 20.00.

Poniżej cała rozmowa w audycji Kluczowy Temat:

Łukasz Kaźmierczak: W naszym studiu dziś Marcin Staniewski - działacz społeczny, także poznański aptekarz, działacz lewicowy. Ostatnio kojarzę pana głównie z działalności humanitarnej, chodzi o pomoc dla uchodźców z Ukrainy. Pan regularnie jeździ na Ukrainę, między innymi do Charkowa i skoro o Charkowie mowa, to zapytam pana, czy wiedział pan wcześniej, że w tym mieście znajduje się kino o pięknej nazwie "Poznań"?

Marcin Staniewski: Oczywiście, to już jest nasz kolejny wyjazd, który odbędzie się w piątek, w piątek wyjeżdżamy. Natomiast o kinie ja pierwszy raz usłyszałem bodajże w 2019 z informacji gazetowych. Wtedy po raz pierwszy się dowiedziałem, że taka inicjatywa jest, a teraz ze smutkiem po raz drugi obejrzeliśmy reportaż, odpowiedzieliśmy też na apel tak szybko, jak to było możliwe.

To ja wyjaśnię, o co chodzi. Ja też zareagowałem na ten apel, między innymi dziennikarka "Wprost" Karolina Baca-Pogorzelska filmowała okolice kina Poznań. To jest dzielnica Charkowa, która jest najbardziej wysunięta na północ, najbardziej ostrzeliwana przez rosyjskie oddziały i to kino się tam znajduje. Obok kina jest stacja metra, w tym metrze żyją ludzie, którzy nie mają dachu nad głową, albo uciekają przed bombami, albo po prostu boją się wrócić do swoich domów.

Tam, z tego, co wiadomo, żyje kilkaset osób od bardzo, bardzo dawna, a więc te potrzeby tam są ogromne. Boją się, bo jeśli są ostrzały, to nigdy nie wiadomo, jaka broń zostanie użyta czy broń zakazana, konwencjonalna, niekonwencjonalna.

Każda jest śmiercionośna tak naprawdę.

Tak, ale tu pole rażenia przeogromne w tych broniach zakazanych, które nie powinny mieć miejsca, jeśli chodzi o jakąkolwiek wojnę, więc ci ludzie nie mają dokąd pójść.

Proszę sobie wyobrazić jakieś osiedle na Piątkowie czy na Ratajach w Poznaniu, które wygląda tak, że połowa bloków jest pozbawiona ścian, są powypalane okna, wybebeszone wnętrza. To są osiedla mieszkaniowe, które są zniszczone i nie nadają się do mieszkania i tam jest śmierć na każdym kroku.

Jest to dramat, my teraz będziemy jechać do Charkowa po raz trzeci. Też przyjęliśmy taką strategię, taką zasadę, że Charków jest też miastem partnerskim Poznania.

No właśnie, a obwód charkowski jest partnerski wobec całego województwa wielkopolskiego. To jeszcze szerzej.

Oczywiście i tutaj droga jest daleka, bo to jest kilka tysięcy kilometrów, natomiast tam ludzie bardzo cierpią. Wiadomo, że nie ma terenów bezpiecznych czy mniej bezpiecznych czy bardziej bezpiecznych, jest to działanie wojenne, więc te tereny są mocno niebezpieczne. Oglądaliśmy ten teren niejednokrotnie. Te domy ledwo stoją, te bloki są powypalane. 12-sto, 14-piętrowce, gdzie połowy bloku niekiedy nie ma. Tam nie ma nawet dokąd wrócić, więc dramat, jaki będzie się tam rozgrywał, to będzie dramat późnojesienny i zimowy, dlatego, że nie będzie możliwości ogrzewania jakiegokolwiek.

Pan powiedział, że w tej chwili każdy wyjazd w tamte okolice, do północnego Charkowa, to bez kamizelki kuloodpornej nie ma się co ruszać.

Jest rzeczywiście bardzo ciężko. Należy też dołożyć wszelkich starań, żeby te wyjazdy były bezpieczne jak najbardziej. Mamy nadzieję, że do soboty dotrzemy w okolice kina "Poznań", od metra tam, gdzie najbardziej jest ta pomoc potrzebna. Pamiętajmy, że są obszary, gdzie pomoc humanitarna dociera do 5-10 procent potrzebujących, bo to jest też kwestia logistyczna. Kraj jest ogromny, potrzeby są ogromne, też trudno mieć pretensje do państwa ukraińskiego, bo to jest nie raz niewykonalne. My jako społecznicy możemy docierać w te takie mniejsze miejsca.

Pan użył określenia społecznicy, to też dużo mówi. Zbieracie to wszystko oddolnie jak rozumiem?

Zbieramy oddolnie, poświęcamy swój czas, ale to też kochamy, lubimy, mamy tam przyjaciół. Zaprzyjaźniliśmy się z ludźmi w Ukrainie, więc jest też nam bliskie sercu i każdy wyjazd nas też cieszy, że możemy się spotkać z tymi ludźmi, że możemy ich znowu zobaczyć i mamy nadzieję każdego dnia, że wojna się zakończy.

No tak, ale tak naprawdę w tym apelu dziennikarki "Wprost" pada wyzwanie, że jest to wyzwanie dla Poznania, że to miasto może powinno też wziąć na siebie.

Dlatego to my, obywatele i obywatelki to zrozumieliśmy i tak szybko, jak to było możliwe, zebraliśmy te rzeczy, które są potrzebne, czyli pierwsza pomoc, leki, śpiwory i przede wszystkim jedzenie, żeby tych ludzi zabezpieczyć. Jeżeli chodzi o miasto, owszem miasto wykonywało działania w tym obszarze, natomiast musimy pamiętać, że to zawsze będzie zbyt mało w stosunku do potrzeb, więc zapraszamy zawsze do włączania, do jeszcze większego zaangażowania. My też jesteśmy tu gwarantem, daliśmy gwarancję miastu Charków, że będziemy się nimi opiekować.

No właśnie, ja sobie sprawdziłem, były takie transporty pomocy humanitarnej organizowane i przez miasto i przez województwo, między innymi w maju dwa TIR-y pomocy humanitarnej wyruszyły. Czy to jest wystarczająca pomoc? W świetle tych gwarancji, jak pan powiedział, właściwie Poznań udzielił swojemu miastu partnerskiemu.

Jest i tak dobrze, ja będę zawsze to przywoływał - o tyle teraz zrozumieliśmy przez te lata, kiedy żyliśmy w miarę w dobrobycie, jeśli chodzi o Europę Zachodnią, jeśli chodzi o świat, że jesteśmy solidarni i ten solidaryzm widać teraz w momencie wojny. On jest bardzo szeroki, bardzo głęboki. Zawsze można więcej, zawsze będziemy mówić, że zawsze ta pomoc jest za mała, zawsze ta pomoc powinna być większa, ale może też ona i powinna być bardziej systemowa.

Właśnie o to chciałem zapytać. To, co wy robicie, to są akcje doraźne, które też są mimo wszystko ograniczone do waszych możliwości.

Oczywiście, bo my zbieramy społecznie. Wiadomo jest również ciężka sytuacja w kraju, a zatem te zbiórki idą znacznie wolniej niż na początku one szły, kilka miesięcy temu. Te uwarunkowanie też się zmieniły. Natomiast, jeżeli chodzi o całość, to one powinny iść cyklicznie. Ta pomoc powinna iść systematycznie. My postaramy się jeździć najdalej co dwa, trzy tygodnie, żeby jeździć też cyklicznie, bo wiadomo, że jesień i zima będzie bardzo ciężka, bo mieszkanie w metrze, pod ziemią, kiedy są przeciągi, kiedy nie ma przede wszystkim ogrzewania, kiedy nie ma podstawowych środków do życia - tam są też dzieciaki, tam są też ludzie starsi - oni potrzebują opieki, oni potrzebują leków, oni potrzebują spokoju.

Czasami jest to spanie na ziemi, czasami na jakiejś palecie...

Najczęściej jest to spanie na karimatach. Jeśli się ją ma, to już jest luksus, bo to zawsze jest wygodniej, ale też pamiętajmy - dzieciaki rozpoczynają rok szkolny, przydałoby się coś do rysowania, coś do nauki. Pamiętam ostatnio odwoziliśmy taką paczkę dla dzieciaków w okolice Kijowa i otrzymałem potem zdjęcie. Dzieci się ucieszyły ogromnie, to był jeden duży karton różnych rzeczy, które udało nam się dostarczyć, ale tam była ogromna radość, bo te dzieciaki dostały coś, z czego mogły korzystać. Mogły się też oderwać od tych działań stricte wojennych, usiąść, coś pokolorować, policzyć, zrobić coś dla siebie.

Jak powinny wyglądać pana zdaniem te gwarancje Poznania w realizacji, jeżeli udzielamy gwarancji pomocy?

Gwarancje Poznania, jeśli ich udzielamy, a teraz mamy do czynienia z działaniami wojennymi - nikt się z nas tego nie spodziewał, że aż tak głęboko trzeba będzie te gwarancje realizować i jeżeli chodzi o te gwarancje, to powinny być przede wszystkim systemowe transporty, wsparcie ludności, przyjęcie ich w pierwszej kolejności, jeżeli jest taka możliwość, w mieście Poznaniu, objęcie ochronę dzieci, zorganizowanie dla nich nauki, żeby mógł nastąpić ich dalszy rozwój, żeby miały po prostu spokój i jeżeli jest taka możliwość, żeby mogły przyjechać tutaj i kontynuować naukę, bo tam dzieją się dramaty.

Akurat Charków jest miejscowością frontową, przynajmniej w tej północnej części...

Ja pamiętam, jak pierwszy raz wjeżdżaliśmy do Charkowa, były ogromne obwarowania, wszędzie były czołgi, samochody opancerzone, to jest dramat. Trasa Kijów - Charków to jest 500 km, trudno na tej trasie spotkać samochody z obcymi rejestracjami, trudno spotkać nawet liczne samochody. To jest autostrada widmo, padają niekiedy strzały, więc żyje się tam naprawdę dramatycznie. To trzeba zobaczyć, żeby móc to zrozumieć. Te filmiki w internecie one może nie do końca oddają ten dramat. My sobie tutaj siedzimy w ciepłych mieszkaniach, w ciepłych fotelach, z włączoną klimatyzacją latem, więc mamy inną perspektywę tego oglądania.

Kiedy pan ostatni raz był w Charkowie?

Trzy tygodnie temu.

To ma pan mniej więcej świeże spojrzenie.

Mam świeże spojrzenie, natomiast trzy tygodnie czy około miesiąca to jest odległość w czasie, bo to się niestety zmienia i bardzo dramatycznie się zmienia. Te ostrzały są coraz większe, a potrzeby też są większe. Pamiętajmy, że rzeczy, które zjeżdżały z Europy w ramach pomocy humanitarnej, to one w tej chwili też się osłabiły ze względu na to, że w Europie mamy recesję. Ludzie też zaczęli oszczędzać, więc bardzo trudno się to zbiera, więc możemy tylko i wyłącznie liczyć na działania systemowe państwa czy miast czy województw w danych okręgach partnerskich, bo to jest ważne.

A jeśli chodzi o tę waszą zbiórkę, ile może Marcin Staniewski i znajomi zabrać ze sobą za jednym razem?

Zabieramy zawsze około tony najpotrzebniejszych rzeczy. Mamy pozbierane w tej chwili: środki ochrony osobistej, apteczki, żywność, karimaty, śpiwory też ciepłe, bo wiemy, że idzie jesień i te dramaty będą się działy.

A jeszcze można się dołączyć do tej zbiórki?

Oczywiście, zawsze można dołączyć, bo nawet, jak mamy 90 procent pełnego auta, to zabierzemy na następny raz, bo będziemy się starali jeździć w ten obszar cyklicznie, by tych ludzi nie zostawić.

Bo to jest to wyzwanie.

To jest to wyzwanie, my ich nie zostawimy, będziemy jeździć cyklicznie co trzy, czy co dwa tygodnie, jeżeli będzie taka możliwość, żebyśmy mogli się tam przy tym kinie "Poznań" mogli spotkać.

To takie miejsce, które być może urośnie do jakiejś rangi symbolu, oby tak było. Pytanie istotne, gdzie można dostarczyć dary?

Zawsze można to dostarczyć na ulicę Wierzbięcice 25. Jest to dla nas najprostszy punkt, jesteśmy tam od 8.00 do 20.00.

To pańska apteka?

Tam pracujemy, tam jest dla nas najprościej, mamy z tyłu duży magazyn do dyspozycji, pozaapteczny oczywiście i tam możemy w tym magazynie to wszystko gromadzić.

Powiedział mi pan, że kusi pana, by zaprosić Jacka Jaśkowiaka na wyjazd.

Oczywiście będziemy czynić takie publiczne zaproszenie.

Jak wróci z urlopu, bo wiem, że teraz wypoczywa.

Będzie nam niezmiernie miło, jeśli z miastem Poznań będziemy mogli wspólnie wybrać się na taki wyjazd. To też będzie czas, kiedy będziemy mogli porozmawiać, jak powinno być, jak jest, co możemy jeszcze zrobić, bo też mamy dwa różne spojrzenia. My mamy spojrzenie społeczników, Jacek Jaśkowiak - urzędnicze, więc możemy się wymienić tymi spostrzeżeniami jadąc do Charkowa. Ja wiem, że Jacek Jaśkowiak jeździł do Kijowa, do Kliczki, ale Charków w porównaniu do Kijowa, to jest jeszcze większy dramat.

Czyli o wiele groźniejsza sytuacja humanitarnie i pod względem bezpieczeństwa.

Te potrzeby są tam o wiele, wiele większe.

Jeszcze bardzo krótko - o miejsce w Poznaniu, bo nie trzeba koniecznie jechać do Charkowa, żeby udzielać pomocy. Od tygodni pan też rozprowadza zupę na ulicy Ratajczaka.

Działamy od samego początku. Jest to pomoc dla Ukraińców, jest to pomoc systemowa. Przyjęliśmy taką zasadę, że raz w tygodniu robimy zupę. Teraz będziemy ją przekształcać w pomoc na ulicy, żeby ją wydawać tym, którzy jej potrzebują. Wydajemy ją we wtorki.

Przez cały dzień? W godzinach obiadowych?

Wydajemy ją od 16.00 do 20.00. Tak akurat mamy zaprzyjaźnioną restaurację, która nam w tym pomaga. Zupa jest wegańska, bo jak kiedyś mówiliśmy, to społeczeństwo musi dokonywać podwójnych wyborów. Oprócz tego, że jest dramat, oprócz tego, że jest ciężko, większość tej pomocy humanitarnej nie obejmuje wegan, więc oni muszą dokonywać tego wyrobu życiowego.

Ważne, że posiłek jest ciepły, ja liczę na to, że Poznań za chwilę zorganizuje duży transport do Charkowa.

A ja będę zapraszał miasto, żeby to też zrobić wspólnie, bo to jest ważne, by ci ludzie otrzymywali od nas pomoc w ramach tych gwarancji, które zostały im udzielone.

https://www.radiopoznan.fm/n/DdRcfu
KOMENTARZE 0

SERWIS INFORMACYJNY


GODZINY: 13:00 14:00 15:00 16:00 17:00

@TWITTER