NA ANTENIE: Takie tam klejdry
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
 

Szymon Szynkowski vel Sęk: "Skala dezinformacji w tej sprawie przekroczyła pewną granicę"

Publikacja: 16.09.2021 g.18:46  Aktualizacja: 17.09.2021 g.10:27 Krzysztof Polasik
Poznań
- Nie ma dyskusji o realnej możliwości wystąpienia z UE – zapewnia wiceminister spraw zagranicznych. Szymon Szynkowski vel Sęk powtórzył w ten sposób wcześniejszą deklarację prezesa Prawa i Sprawiedliwości i wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego.
szymon szynkowski vel sęk - Wojtek Wardejn
Fot. Wojtek Wardejn

Jak tłumaczy, rząd zdecydował się zająć jasne stanowisko, ze względu na wysoką skalę dezinformacji. - Nie należy mylić dyskusji o kompetencjach Unii Europejskiej z dyskusją o wyjściu z Unii – mówi wiceminister Szymon Szynkowski vel Sęk.

Nie ma takiej dyskusji w partii rządzącej o realnej możliwości wystąpienia Polski z Unii Europejskiej. My jesteśmy członkiem Unii Europejskiej od 17 lat. W Unii Europejskiej dostrzegamy wiele korzyści dla Polski, dostrzegamy również pewne zagrożenia. Ale te zagrożenia staramy się jako członek Unii Europejskiej korygować i wpływać na przyszły kształt Unii Europejskiej.

Szymon Szynkowski vel Sęk podkreśla, że kraje członkowskie mają prawo do debatowania na temat wizji, realizowania traktatów czy kompetencji Unii Europejskiej. Zwraca też uwagę, że toczy się ona w wielu państwach, a w niektórych sięgnęła nawet najwyższych trybunałów. Tak samo jest w Polsce. Trybunał Konstytucyjny ma w najbliższym czasie rozstrzygnąć o nadrzędności prawa krajowego bądź unijnego.

---

Roman Wawrzyniak: Dlaczego organ polityczny Prawa i Sprawiedliwości zdecydował się na przyjęcie oficjalnego stanowiska w stosunku do naszego członkostwa w Unii Europejskiej? Może warto przypomnieć też to stanowisko.

Szymon Szynkowski vel Sęk: Skala dezinformacji w tej sprawie przekroczyła pewną granicę, za którą niestety pojawiła się narracja, jakoby w Polsce toczyła się dyskusja na temat ewentualnego wyjścia Polski z Unii Europejskiej. To rzekomo dyskusja w łonie partii rządzącej, co jest oczywiście nieprawdą. Nie należy mylić dwóch kwestii: rozmowy o kompetencjach Unii Europejskiej, o tym, w jaki sposób realizuje traktaty czy zasadę równości i suwerenności, i taka dyskusja jest prawem każdego kraju i toczy się w wielu krajach, także przed trybunałami konstytucyjnymi. Ta kwestia była przedmiotem odpowiednich rozstrzygnięć, będzie również przedmiotem rozstrzygnięcia polskiego trybunału w kwestii wyższości prawa unijnego nad krajowym. Czekamy na to rozstrzygnięcie. Natomiast ta dyskusja, do której mamy prawo, to jedno, natomiast dyskusja o ewentualnym wyjściu Polski z Unii Europejskiej nie ma miejsca. Nie ma dzisiaj żadnej poważnej siły politycznej, a na pewno nie ma takiej dyskusji w partii rządzącej o realnej możliwości wystąpienia Polski z Unii Europejskiej. My jesteśmy członkiem Unii Europejskiej od 17 lat. W Unii Europejskiej dostrzegamy wiele korzyści dla Polski, dostrzegamy również pewne zagrożenia. Ale te zagrożenia staramy się jako członek Unii Europejskiej korygować i wpływać na przyszły kształt Unii Europejskiej. Ta dyskusja o tym jaka jest wizja przyszłości Unii Europejskiej to dyskusja nie tylko o naszym miejscu w Unii Europejskiej, ale o przyszłości tej organizacji. Jestem przekonany, że polski głos jest głosem istotnym, bo ma też na celu to, żeby Unię Europejską przed kolejnymi kryzysami.

Przed chwilą dosłownie media podały zaczęły podawać informację, że europosłowie przyjęli rezolucję, która wzywa polskiego premiera, by nie kwestionował nadrzędności prawa Unii Europejskiej nad ustawodawstwem krajowym, rezolucja ma też krytykować przyjętą przez Sejm tak zwaną ustawę medialną. To się wpisuje w pańskie słowa.

Rezolucję Parlamentu Europejskiego należy podzielić na dwie kategorie. Jedna kategoria to rezolucje legislacyjne, które stanowią prawo unijne i zobowiązują państwa członkowskie. Są elementem systemu prawnego Unii Europejskiej i w sposób oczywisty te rezolucje muszą być podejmowane na mocy i w prawach traktatów. Ta rezolucja, o której pan wspomina, nie należy do tej kategorii. Rezolucja ta należy do szerokiej kategorii tak zwanych rezolucji nielegislacyjnych, gdzie Parlament Europejski, coraz częściej wykraczając poza swoje kompetencje, zabiera głos w różnych sprawach, które nie leżą w kompetencjach Unii Europejskiej. Ja patrzę na to zjawisko bardzo krytycznie. Bo ono stwarza takie wrażenie, jakoby Parlament Europejski miał prawo wypowiadania się w takich sprawach, jak na przykład kwestie prawa rodzinnego, tak zwanych małżeństw jednopłciowych i ich przywilejów, czy też kwestie rzekomego prawa do aborcji, o którym miałyby decydować organy Unii Europejskiej. Nic takiego nie zostało zawartego w traktatach, co upoważniałoby Parlament Europejski, do decydowania w tych kwestiach. A więc rezolucje przyjmowane przez eurodeputowanych są szkodliwe, bo nie mają znaczenia prawnego, ale wprowadzają taką uzurpację nacisku prawnego i w tym sensie nie należy tego lekceważyć. Ale na szczęście nie ma to podstawy prawnej, traktatowej i z tego punktu widzenia nasz system prawny i nasza suwerenność jest w tym sensie bezpieczna. Natomiast dyskusja polityczna jest potrzebna, trzeba dać zdecydowany odpór tego typu tendencją.

Czy na podstawie tych rezolucji w drugiej kolejności Komisja Europejska czy urzędnicy europejscy nie zaczynają tworzyć prawa, które miałoby być obowiązujące? Pytam o to również w kontekście próby narzucania w całej Unii Europejskiej wspomnianych przez pana praw tęczowych związków czy uznawania ich za małżeństwa.

To jest zagrożenie, że nastąpi tego rodzaju rozlewanie kompetencji instytucji europejskich poza traktaty i postanowienia, co do których zgodziły się państwa członkowskie. Musimy uważnie śledzić ten proces i reagować na tego rodzaju sytuację i na to reagują polscy eurodeputowani tam na miejscu, ale również parlamentarzyści Zjednoczonej Prawicy w Polsce, kiedy Parlament Europejski przekracza swoje uprawnienia. Bo to dzisiaj nie ma znaczenia prawnego, ale jeśli przyzwyczaimy się do tego, że bez podstawy prawnej Parlament Europejski przyjmuje kolejne rezolucje wykraczając poza swoje kompetencje, to w przyszłości może okazać się, że tego rodzaju nacisk polityczny będzie wykorzystywany po to, żeby naruszać suwerenność państw członkowskich.

Przecież każdy obywatel ma w naszym kraju równe prawa, które przyznaje mu Konstytucja, czyli w przypadku zgody na to, o czym rozmawiamy, byłaby to jawna dyskryminacja i faworyzowanie osób ze względu na ich orientację i przyznawanie dodatkowych praw.

Rzeczywiście ta rzekomo deklarowana równość obywateli wobec prawa wydaje się, zgodnie z tym, co głoszą niektórzy ideolodzy w Parlamencie Europejskim, nie dotyczyć tych grup, które oni starają się wyróżnić. Podzielam pogląd pana redaktora w tej sprawie wyrażony przed momentem. To nie ma nic wspólnego z równością wobec prawa. My bronimy równości wobec prawa niezależnie od tego, kto jaką ma orientację seksualną, jakiego jest wyznania, czy też czy jest mężczyzną czy kobietą, powinien mieć dokładnie takie same prawa.

Zastanawiające jest to, że cały czas grillowana jest Polska i Węgry, rezolucja, o której mówimy, wzywa wszystkie kraje Unii Europejskiej do uznania osób wymienionych w akcie urodzenia dziecka za jego rodziców, a na to też Konstytucja choćby polska nie pozwala.

Zgodnie z polską Konstytucją małżeństwo kobiety i mężczyzny znajduje się pod szczególną ochroną państwa, jest to regulacja w tej sprawie jest nadrzędna wobec wszelkich prób naruszania postanowień takiego zapisu przez instytucje europejskie. 

Chociaż różni się też niż ta nowa rezolucja, w której eurodeputowani wzywają nas do stawiania prawa unijnego ponad krajowe. Miejmy nadzieję, że jednak Trybunał Konstytucyjny orzeknie to jednoznacznie i będzie wszystko jasne również dla elit europejskich. Wczoraj panie ministrze ogłosił pan bardzo ważną wiadomość dotyczącą zgody na powstanie w Berlinie pomnika polskich ofiar drugiej wojny światowej. Można by powiedzieć, że jak na 80 lat po wojnie, to jest to przygniatające tempo, ale z drugiej strony można też powiedzieć, że lepiej późno niż wcale.

Bardzo długo czekamy na to, żeby w Berlinie było właściwe miejsce upamiętnienia polskich ofiar drugiej wojny światowej, zbyt długo, absolutnie zgadzam się z taką opinią. Ale warto docenić, że zabiegi polskiej dyplomacji w ostatnich latach, uświadamianie opinii publicznej i niemieckich polityków na wagę tej kwestii doprowadziły do tego, że początkowa dyskusja o miejscu upamiętnienia przerodziła się w konkretną deklarację ministra spraw zagranicznych Niemiec, która jest poparta przez wszystkie siły polityczne Bundestagu odpowiednią uchwałą, o tym, że w Berlinie ma powstać pomnik polskich ofiar drugiej wojny światowej. Co warto też zaznaczyć, będzie to nie tylko pomnik, ale pomnikowi będzie towarzyszyć centrum edukacyjne, które będzie przypominać zbrodniczy charakter niemieckiej napaści i okupacji Polski. Oczywiście to jest pierwszy krok. Długa droga jeszcze przed nami. Potrzeba zaangażowania polskich ekspertów, potrzeba zaangażowania środowisk reprezentujących rodziny ofiar drugiej wojny światowej, żeby ta wystawa była zgodna z prawdą historyczną. Ale warto ten pierwszy krok odnotować, który się pojawia na kilka dni przed wyborami do niemieckiego Bundestagu. Mam głęboką nadzieję, że po wyborach nowy rząd w umowie koalicyjnej, taki jest też zapis tej koncepcji, zawrze jednoznacznie rozpoczęcie i harmonogram prac oraz procedurę jak dojść do szybkiego wybudowania tego pomnika.

Komisja ekspercka spośród sześciu rozważanych lokalizacji wskazała na dwie. Chociaż te dwie wymagają stosownego procedowania jeśli chodzi o plany zagospodarowania i tak dalej.

Zgadza się. Przy czym te dwie lokalizacje znajdują się w centrum Berlina, to są lokalizacje z polskiego punktu widzenia warte uwagi, jedna z nich w sposób szczególny, bo to miejsce, gdzie była usytuowana przed wojną tak zwana „Opera Krolla”, w której obradował Reichstag z udziałem NSDAP i w której 1 września Adolf Hitler wygłosił haniebną mowę uzasadniającą niemiecką agresję na Polskę. W takim miejscu wydaje mi się, że byłoby właściwie i symboliczne, aby stanął pomnik polskich ofiar.

Ta kwota o której się mówi 200 tysięcy euro na przyszły rok jest gwarantowana? Ona znajduje się w jakiejś umowie też?

To jest na tym etapie zalecenie. W Niemczech jesteśmy przed dyskusją na przyszły rok, tę decyzję będzie podejmował przyszły parlament najpewniej, ale taki zapis, który został poparty przez wszystkie siły, daje dużą szansę, że taka kwota będzie zabezpieczona.

Zwłaszcza przed wyborami.

http://www.radiopoznan.fm/n/OfGG7u
KOMENTARZE 0

SERWIS INFORMACYJNY


GODZINY: 07:00 09:00 10:00 11:00 12:00

@TWITTER